Lech w dwumeczu z Bragą nie prezentował się niestety tak, jak chociażby w fazie grupowej. Awansu szkoda tym bardziej, że Braga również nie prezentowała się zbyt dobrze.
Pierwsze od dwudziestu lat zwycięstwo polskiej drużyny w europejskich pucharach na wiosnę stało się faktem. Mecz w Poznaniu rzeczywiście zakończył się zwycięstwem Lecha. Po tym spotkaniu większość z nas miała spore nadzieje na upragniony awans. Niektórzy twierdzili nawet, że brak promocji do kolejnej rundy byłby nieadekwatny w stosunku do umiejętności. Rzeczywistość dla polskich kibiców po raz kolejny okazała się jednak bardzo brutalna. Piłkarze portugalskiego zespołu bardzo szybko zdobyli dwie bramki, które ostatecznie przesądziły o losach dwumeczu i to właśnie oni za nieco ponad tydzień spotkają się z Liverpoolem. Na Lecha w europejskich pucharach poczekamy co najmniej przez kilka miesięcy. A wszystko wskazuje na to, że nawet dłużej.
Po rewanżowym spotkaniu gromy posypały się na głowę trenera „Kolejorza”. Jose Maria Bakero zdecydował się na ustawienie, którego nie przewidywał chyba nikt, włącznie ze wszystkimi zawodnikami. Któż przed meczem spodziewałby się przecież, że jako lewy pomocnik wystąpi Artjoms Rudnevs, a na szpicy zastąpi go Semir Stilić? Sam szkoleniowiec przed meczem był pewien swojej decyzji. Przyznał nawet, że jeżeli taktyka ta się powiedzie, to Lech zagra tak do samego końca meczu. Ta jednak nie sprawdziła się jednak zupełnie. Stilić zupełnie nie mógł odnaleźć się na środku ataku i nie stworzył praktycznie żadnej dobrej sytuacji do zdobycia bramki. Łotysz był dużo aktywniejszy, lecz na tej pozycji nie mógł wykorzystać pełni swojego potencjału. Sam Bakero szybko przyznał się do błędu, dokonując pierwszej roszady już w przerwie. Cała drużyna wyglądała jednak niemrawo, co może wskazywać na niekoniecznie dobre przygotowanie pod względem motorycznym. Jakie to przyniesie skutki ostatecznie przekonamy się dopiero na koniec sezonu.
Sporo osób zaskoczyła również obecność w składzie Seweryna Garncarczyka, po raz drugi z rzędu w europejskich pucharach. Podczas rundy jesiennej nie miał on miejsca w składzie, a zamiast niego na murawie pojawiał się Henriquez. Reprezentant Panamy zagrał także w zeszłotygodniowym pojedynku z Polonią Warszawa i prawdopodobne było, że w podstawowym składzie pojawi się również w Bradze. Stało się jednak inaczej. Garncarczyk, jak i cała formacja obronna poznańskiej drużyny, nie zagrał najlepiej. Jego interwencje nie zawsze wyglądały tak, jak wyglądać powinny, często był wyprzedzany przez rywali. Nie popełniał jednak karygodnych błędów i nie zdarzyły mu się takie wpadki, jak chociażby te Krzysztofa Kotorowskiego i Bartosza Bosackiego. Jak wyglądałaby gra Henriqueza, nie dowiemy się już nigdy.
Druga połowa była w wykonaniu poznaniaków już dużo lepsza. Nie zmienia to jednak faktu, że to raczej drużyna Bragi bardziej zasługiwała na awans. Jakub Wilk omal nie stał się drugim Rafałem Murawskim, strzelając w doliczonym czasie gry w poprzeczkę. To, co udało się rzutem na taśmę dwa lata temu, nie udało się teraz. Tym razem historia nie chciała się powtórzyć. W drużynie widoczny był brak Sławomira Peszki. Jak bardzo napędzał grę „Kolejorza” w ofensywie, tak naprawdę okazało się dopiero teraz. Jacek Kiełb jest niby piłkarzem o podobnych walorach, ale do klasy starszego kolegi jeszcze sporo mu brakuje. Jak na razie nie pokazał się również Serb Vojo Ubiparip, który w tym kwadransie, w którym przebywał na boisku, był zupełnie niewidoczny. Szkoda, że w europejskich pucharach nie mógł grać Murawski, być może wtedy gra Lecha w środku pola wyglądałaby lepiej, spokojniej, dokładniej.










