Na stadionie De Grolsch Veste byliśmy dziś świadkami średnio porywającego widowiska. O pierwszej połowie można po prostu powiedzieć, że się odbyła. Druga odsłona meczu przyniosła natomiast dużo większe emocje, doczekaliśmy się także trafienia. Marc Janko w ostatnich sekundach dał zwycięstwo zawodnikom z Enschede i gracze Martina Jola nie zapewnili sobie jeszcze awansu do fazy play-off Ligi Europy.
Mecz Fulham z Twente Enschede zapowiadany był jako jedno z najciekawszych spotkań piątej kolejki rozgrywek grupowych Ligi Europy. Obie drużyny to solidne marki, świetne znane kibicom na Starym Kontynencie. Co prawda holenderska drużyna zapewniła już sobie wyjście z grupy K, jednakże głupcem można nazwać tego, kto sądziłby, że ekipa z Enschede odpuści sobie ten pojedynek. Dla Fulham z kolei mecz ten był szansą, aby również przypieczętować awans do dalszej fazy Ligi Europy i przedłużyć swą pucharową przygodę do wiosny. Z pewnością wszyscy miłośnicy ofensywnego, radosnego futbolu mogli ostrzyć zęby na tę konfrontację.

Początek spotkania rozczarował. Zamiast oczekiwanego szybkiego, składnego futbolu byliśmy raczej świadkami pojedynku…szachowego, i to raczej przeciętnego. Obie drużyny sprawiały wrażenie, jakby bały się odsłonić, odkryć i przeprowadzić ten jeden, kluczowy ruch. Dobrze sprawowali się defensorzy Twente, Zamora i Johnson, nie byli przez to w stanie stworzyć niczego konstruktywnego pod bramką Mihajłowa. Pierwszym ostrzeżeniem dla graczy Martina Jola była akcja z 15. minuty, kiedy to strzał Chadliego zdołał wyłapać australijski golkiper gości. To właśnie Belg był tym, który starał się nękać ekipę „The Cottagers”, jednakże to nie przynosiło skutku.
W 34. minucie urazu doznał skrzydłowy Damien Duff i musiał opuścić boisko. Zastąpił go Kerim Frei. Parę chwil później goście mieli najlepszą okazję do objęcia prowadzenia. W sytuacji sam na sam z Mihajłowem znalazł się Andy Johnson, ale bułgarski bramkarz odważnym wyjściem powstrzymał snajpera z polskimi korzeniami. Końcówka pierwszej połowy należała do podopiecznych Co Adriaanse. Próbowali oni rozmontować blok defensywny Fulham, na nic to się jednak nie zdało. Obrońcy gości nie popełnili większego błędu i mimo ogromnej przewagi gospodarzy w posiadaniu piłki w pierwszej połowie spotkania nie zobaczyliśmy porywającego futbolu, nie zobaczyliśmy bramek.
Druga odsłonę pojedynku z niezwykłym animuszem rozpoczęli gracze Fulham. Zdaje się, że w szatni Martin Jol uczulił swoich podopiecznych, że jeżeli nie spróbują przejąć inicjatywy na De Grolsch Veste, może się to na nich surowo zemścić. Stąd też duża poprawa w poczynaniach ekipy „The Cottagers”. W 51. minucie okazję na zmianę rezultatu miał Andy Johnson, jego strzał głową okazał się jednak bardzo niecelny. Wieczór ten zdecydowanie nie należał do angielskiego napastnika, mylił on się wiele razy, sprawiał wrażenie sfrustrowanego swą niemocą. Potwierdzeniem słabej formy gracza było jego zachowanie kwadrans później, kiedy to zniweczył świetne podanie Stephena Kelly’ego. Nie minęła chwila od fatalnego pudła snajpera Fulham, a powinno być 1:0 dla…Twente. Wprowadzony w drugiej części spotkania Ola John znakomicie zacentrował na głowę Luuka De Jonga, lecz uderzenie głową tego ostatniego o kilkadziesiąt centymetrów minęło słupek bramki Schwarzera. Kiks gonił kiks na stadionie w Enschede.











