Lech Poznań potrzebował cudu, aby awansować do 1/16 finału Ligi Europy. Ten jednak nie nastąpił. „Kolejorz” w ostatniej kolejce fazy grupowej poległ na własnym stadionie 0:1 w meczu z FC Basel. Pomimo kilku bardzo dobrych sytuacji piłkarzy Jana Urbana można śmiało stwierdzić, że klub ze Szwajcarii miał ten mecz pod całkowitą kontrolą.
Od samego początku meczu podopieczni Ursa Fischera podyktowali piłkarzom z Wielkopolski swoje tempo gry. Narzucili oni wysoki pressing, przez który Lech Poznań nie potrafił wydostać się przez pierwszy kwadrans z własnej połowy. Łukasz Trałka nieporadnie próbował wyprowadzać piłkę ze swojej strefy na boisku. Przez początkowe 15 minut meczu drużyna z Poznania praktycznie nie istniała na boisku, a rywale mieli już kilka łatwiejszych bądź trudniejszych do wykorzystania okazji. Najlepszą z nich zmarnował w 1. minucie spotkania 18-letni Albian Ajeti.
Po nieudanym początku meczu podopieczni Jana Urbana wraz z rozpoczęciem kolejnego kwadransu nieco się ocknęli. Tomasz Kędziora zmarnował dogodną sytuację w polu karnym, strzelając z bliskiej odległości wysoko nad poprzeczką bramki Germano Vailatiego. Prym w szeregach zawodników „Kolejorza” wiódł przez niemal cały mecz Darko Jevtić. Brał on udział przy prawie wszystkich groźnych sytuacjach podbramkowych Lecha. 22-letni Szwajcar powinien mieć także na swoim koncie po tym spotkaniu wywalczony rzut karny, ale faul na nim nie został odgwizdany przez sędziującego to spotkanie szkockiego arbitra Bobby’ego Maddena.
Natomiast w drużynie z Bazylei najlepiej spisywali się Adama Traore oraz Birkir Bjarnason. Piłkarz z Wybrzeża Kości Słoniowej był niemal bezbłędny w defensywie. Nie przegrywał pojedynków z i tak świetnym tego dnia Darko Jevticiem. Wiele dawał także z siebie w ofensywie, wielokrotnie podłączając się do oskrzydlających akcji FC Basel. W pierwszej połowie meczu to Szwajcarzy byli lepsi na boisku w Poznaniu, aczkolwiek „Kolejorz” także miał swoje dobre sytuacje. Pierwszą połowę zakończyła zmiana w bramce gości. Kontuzjowanego Vailatiego zastąpił Mirko Salvi.











