Wiele się mówi o tym, że dla beniaminków drugi sezon w elicie bywa najgorszy. Właśnie tak jest w przypadku Stuttgartu, który w minionych rozgrywkach zajął wysokie siódme miejsce i niewiele brakowało, a zespół awansowałby do europejskich pucharów.
Trzy rzeczy, które wydarzą się w tym sezonie
1) Brak klasowego snajpera
Niejednokrotnie w meczach Bundesligi przekonamy się, że Stuttgartowi będzie brakowało napastnika z prawdziwego zdarzenia. Jest oczywiście Mario Gomez, który co prawda zjadł zęby na niemieckich boiskach, ale wydaje nam się, że w najbliższych rozgrywkach może mieć problemy ze strzelaniem. Do tego dochodzi sprzedaż Daniela Ginczka i naprawdę mogą być kłopoty w tym aspekcie.
2) Żelazna defensywa i jednobramkowe zwycięstwa
Na piętnaście ligowych zwycięstw w poprzednim sezonie drużyna prowadzona przez Tayfuna Korkuta wygrała aż jedenaście potyczek różnicą jednej bramki. Aż siedmiokrotnie rywalizacja kończyła się rezultatem 1:0 na korzyść „Die Roten”. W najbliższych miesiącach wyniki Stuttgartu powinny wyglądać podobnie, a to przede wszystkim dzięki szczelnej defensywie oraz Ronowi-Robertowi Zielerowi, który z pewnością zaliczy wiele efektownych parad.
3) Ostatni sezon Benjamina Pavarda
Co do tego nikt nie ma większych wątpliwości. 22-letni Francuz swoim występem na mistrzostwach świata zasłużył na transfer do klubu ze ścisłego europejskiego topu, jednak najbliższe dziesięć miesięcy spędzi w zespole, który poprzedni sezon zakończył na siódmym miejscu.
Transfery
Kibiców klubu może cieszyć to, że trzon zespołu pozostanie ten sam. Za czternaście milionów euro do Wolfsburga odszedł Daniel Ginczek, poza tym w Stuttgarcie w nowym sezonie nie zagrają: Jerome Onguene, Jean Zimmer, Julian Green czy Carlos Mane, któremu zakończyło się wypożyczenie ze Sportingu CP.
Podobnie jak w poprzednim sezonie znacznie więcej pieniędzy przeznaczono na transfery do klubu. Znowu sprowadzono zdolną młodzież, a mowa tu między innymi o Pablo Maffeo, 20-latku ściągniętym z młodzieżowego zespołu Manchesteru City, Nicolasie Gonzalezie z Argentinos czy Bornie Sosie z Dinamo Zagrzeb. Na te trzy transfery przeznaczono ponad dwadzieścia milionów euro, a należy również dołożyć pozyskania bardziej doświadczonych piłkarzy jak Gonzalo Castro z Borussii Dortmund czy Daniela Didaviego z Wolfsburga.










