Raków Częstochowa poprzedni sezon zakończył na 7. miejscu. „Medaliki” notowały występy poniżej wszelkich oczekiwań, w szczególności podczas rundy wiosennej. Cel na lato jest prosty – trochę posprzątać i przypomnieć sobie, na czym polegał projekt Marka Papszuna, który po roku absencji wraca do klubu spod Jasnej Góry. Są ambicje, by powrócić do ścisłej czołówki i ponownie podjąć próbę walki o tytuł mistrza Polski.
Kibice Rakowa Częstochowa po mistrzowskim sezonie mogli naocznie doświadczyć wielkiego postępu, jaki na przestrzeni lat dokonał się w klubie. Z sezonu na sezon wszystko wyglądało coraz lepiej. Potwierdzały to osiągane wyniki, liczby, ale i włączając spotkania „Medalików”, było widać, że pomysł na zespół jest. Wydawało się, że tej maszyny nie powstrzyma już nic. Ekstraklasowa elita mogła się bać.
Główny sternik opuścił jednak pokład w poszukiwaniu nowych wyzwań. Separacja Rakowa i Papszuna nie wyszła jednak na dobre. Okazało się, że 49-letni szkoleniowiec i częstochowski klub są sobie pisani.
Choć Dawid Szwarga wyglądał na pierwszy rzut oka na naturalnego spadkobiercę trenerskiego dorobku swojego mentora, Raków go przerósł. Misja Europa udała się po części – z jednej strony Raków Częstochowa dokonał historycznego awansu do Ligi Europy. Punkcik ze Sportingiem Lizbona, trzy oczka wywalczone w konfrontacji ze Sturmem Graz – na papierze wynik całkiem przyzwoity.
Rozbrat z Ligą Europy nie byłby taki straszny, gdyby nie wszystko, co zaszło później. Runda wiosenna w wykonaniu Rakowa była, nie oszukujmy się, fatalna. Mistrzowi Polski nie wypada przegrywać z Wartą Poznań, Radomiakiem Radom, Cracovią czy Zagłębiem Lubin. Do tamtej pory wzorcowy projekt zmierzał w złym kierunku. Na szczęście dla „Medalików” Marek Papszun nowego pracodawcy na miarę swoich ambicji nie znalazł, więc wrócił posprzątać i przywrócić częstochowski klub na właściwe tory.
Transfery
Zmiany widać już w samym transferowym bilansie. Raków Częstochowa wkroczył na nieujarzmione przez polskie kluby rejony rynku transferowego. Ekstraklasowi dyrektorzy raczej rzadko sięgają po nowe nabytki do Grecji, raczej niespotykane jest sprowadzanie brazylijskich nowych talentów czy kontraktowanie bramkarzy z Championship.
Raków Częstochowa sprowadził 22-letniego Adriano z Coimbry, Kristoffera Kleassona z Leeds United, Lazarosa Lamprou z Excelsior, Vasiliosa Sourliosa z Asteros Aktor i Patryka Makucha, jednego z ważniejszych piłkarzy Cracovii w poprzednim sezonie.
Niemało piłkarzy powróciło także z wypożyczeni. Wśród nich znajdują się Kacper Trelowski, Jakub Rajczykowski, Deian Sorescu, Filip Czyż, Sonny Kittel oraz Filip Walczak. To oczywiście doskonała szansa, by udowodnić nowemu-staremu trenerowi, że okres spędzony poza klubem nie poszedł na marne. Nie jest tajemnicą, że Papszun ma szczególne zamiłowanie do naprawdę ciężko pracujących piłkarzy.
Z Częstochową pożegnali się Vladan Kovacevic, który trafił do Sportingu Lizbona za 4,8 milionów euro, Giannis Papanikolau – ten udał się do Caykur Rizespor za pół miliona euro – i Xavier Dziekoński, który wzmocnił bramkarską obsadę Korony Kielce za 130 tysięcy euro. Klub opuścił także Łukasz Zwoliński, król strzelców PKO Ekstraklasy w sezonie 2022/2023, który w końcowym rozrachunku okazał się niewypałem transferowym. Jego nowym pracodawcą będzie Wisła Kraków. Bez klubu wciąż pozostają Adrian Gryszkiewicz oraz Daniel Szelągowski.













