Siódme mistrzostwo z rzędu dla Bayernu stało się faktem


Dominacja największego niemieckiego klubu trwa w najlepsze. Zespół z Monachium wywalczył kolejną paterę do gabloty

19 maja 2019 Siódme mistrzostwo z rzędu dla Bayernu stało się faktem

Koniec sezonu 2018/2019 w Niemczech stał się faktem. Tym samym Bayern Monachium przypieczętował kolejne mistrzostwo z rzędu, czym pokazał wszystkim, jaka jest przepaść między nim a innymi ligowcami. Mimo że nie był to może najwspanialszy sezon w wykonaniu "Gwiazdy Południa", drużyna Niko Kovaca w ostateczności stanęła na wysokości zadania, co zresztą potwierdziła w swoim pożegnalnym meczu z przebojowym Eintrachtem Frankfurt.


Udostępnij na Udostępnij na

Zwycięstwo 5:1 pokazało, że Bayern wcale nie jest taki słaby, jak wielu sobie to wyobrażało. Owszem, ekipie prowadzonej przez chorwackiego szkoleniowca zdarzył się w pewnym momencie kryzys, można było wymagać lepszego stylu gry, bardziej ofensywnego, mimo to liczy się to, jak się kończy rozgrywki. Bayern wiosną bez wątpienia był drużyną najsilniejszą i w dobrym stylu dogonił, a nawet i wyprzedził Borussię Dortmund.

Wraz z siódmym mistrzostwem z rzędu kończy się jednak pewna epoka. Z klubem żegnają się postaci, które od lat decydowały o sile klubu na europejskich stadionach. Piłkarze, których bez wątpienia już dziś należy nazwać legendami. Ludzie, którzy tworzyli kilka lat temu potwora, tego samego, który zdobył potrójną koronę.

Franck Ribery oraz Arjen Robben to osoby, które z pewnością będą kojarzone podczas rozmowy dotyczącej niemieckiego giganta i bez których w następnym sezonie zespół będzie inny. Wraz z nimi odchodzi także Rafinha, od lat pełnoprawny piłkarz Bawarczyków mający także duży wkład w sukcesy, jakie osiągali ostatnio monachijczycy.

Polski akcent

Mówiąc Bayern, często myśli się o Robercie Lewandowskim, który dla klubu z Monachium stał się również postacią nie do zastąpienia. Polski napastnik grający z numerem 9 po raz kolejny pokazał, jaką wartość daje 28-krotnym mistrzom Niemiec. Dla niego zakończony dopiero co sezon przyniósł czwartą koronę króla strzelców i drugą z rzędu, czego nie dokonał nikt od czasów Ulfa Kirstena będącego postrachem niemieckich boisk pod koniec lat 90. w barwach Bayeru Leverkusen.

Grzechem byłoby nie doceniać tego, ile wnosi do Bayernu Lewandowski. Wraz z kilkoma innymi doświadczonymi piłkarzami jak Thomas Müller, Manuel Neuer czy David Alaba będzie budował podwaliny dla swoich następców.

Mimo wielu plotek transferowych, jakimi media co przerwę między rozgrywkami zasypują czytelników, należy się przygotować na to, że i w kolejnym sezonie „Lewy” będzie decydował o sile Bawarczyków, a nie innego zagranicznego klubu. Polak to gwarancja kilkudziesięciu bramek w sezonie na kilku frontach od Bundesligi przez Puchar Niemiec do rozgrywek europejskich. Tylko w samej lidze strzelił 22 gole, dokładając do tego 12 asyst.

To oznacza, że przy niemal połowie zdobytych bramek całego zespołu swój udział miał właśnie „Lewy”. Nie ma co ukrywać, jest to dziś postać, której niemal nie da się zastąpić. Mówią o tym statystyki, czyli rozegrane wszystkie 34 ligowe mecze.

Po raz pierwszy w domu

W poprzednich sezonach monachijczycy zdecydowanie bardziej pokazywali swoją wyższość nad rywalami, zdobywając mistrzostwo kilka kolejek przed zakończeniem sezonu. Różnica pomiędzy nimi a resztą klubów była zatem bardzo zauważalna i poniekąd wytworzyła się przez to łatka, że Bundesliga to Bayern i długo nic.

Sezon 2018/2019 może i okazał się nieco gorszy, „Die Roten” sprawiali wrażenie zespołu mniej przekonującego niż wcześniej, lecz w ostateczności udało się zdobyć końcowe trofeum. Co może bardziej cieszyć kibiców niemieckiego giganta, ta sztuka udała się po raz pierwszy na ich stadionie. Tak, Allianz Arena po raz pierwszy w historii może bezpośrednio świętować sukces, jaki osiągnął Bayern.

Wcześniej arenami, które były świadkami koronacji króla niemieckich boisk, były stadiony innych klubów oraz Olympiastadion, na której Bayern Monachium nie występuje od 2005 roku. Wreszcie do tego grona dołączyła Allianz Arena, na której w końcu z sukcesu swoich pupili mogli się radować fani Bawarczyków.

Koniec pewnej epoki

Wspomniane pożegnanie trójki piłkarzy z klubem to początek czegoś nowego i zarazem koniec pewnego okresu, niewątpliwie radosnego dla Bayernu. Francuski skrzydłowy brał udział w każdym z ostatnich siedmiu mistrzostw, pamięta każdy triumf oraz każdą porażkę z tego okresu. Niewiele mniej łączy Holendra z Bawarczykami, który stał się bohaterem chociażby w finale Ligi Mistrzów w 2013 roku, gdy strzelił decydującego gola, po którym to „Die Roten” cieszyli się z pucharu.

Rafinha, który spędził w Monachium najmniej czasu z całej trójki, stał się również ważną postacią. Pożegnanie każdego z nich to niezwykle wzruszająca i romantyczna historia, coraz rzadziej spotykana w piłkarskim światku. Życie jednak płynie dalej i kogoś trzeba pożegnać, by kogoś przywitać. Następcy Francka Ribery’ego oraz Arjena Robbena choćby w ostatnim meczu z Eintrachtem Frankfurt pokazali, że można wierzyć w godne zastąpienie legendarnych skrzydłowych będących przed laty postrachem europejskich stadionów.

Zostaje czy nie?

Będący w ogniu krytyki chorwacki szkoleniowiec Niko Kovac mimo zdobytego mistrzostwa kraju wciąż jest atakowany z różnych stron. Zarzuca się mu, iż jest zbyt słabym trenerem na tak wielki klub. Poniekąd jednak choćby na chwilę uciszył swoich przeciwników sukcesem, jakim należy nazwać jego pierwsze mistrzostwo w roli szkoleniowca.

Bayern Monachium pod jego wodzą udowodnił, że można odrobić dużą stratę nawet do wspaniale spisującej się jesienią Borussii Dortmund, a także wygrać z nią wyścig po mistrzowską paterę. Przed Kovacem jednak jeszcze jeden ważny mecz, tym razem o Puchar Niemiec, w którym trzeba będzie pokonać RB Lipsk. Jeżeli ta sztuka się uda, Chorwat stanie się kolejnym trenerem po Pepie Guardioli, który zdobył podwójną koronę.

Niemniej 47-letni szkoleniowiec dokonał już i tak rzeczy historycznej. Został drugim człowiekiem po Franzu Beckenbauerze, któremu udało się wygrać z Bayernem Monachium mistrzostwo nie tylko w roli trenera, ale również w roli piłkarza. W dodatku jako szkoleniowiec mógł się cieszyć z tego trofeum po raz pierwszy w swojej karierze.

Wszystko wskazuje na to, że i w kolejnym sezonie Kovac stanie przed zadaniem kontynuowania odmładzania Bayernu. Latem klub wzmocni kilku zawodników, którzy mają obniżyć średnią wieku kadry oraz dać jakość potrzebną do osiągania kolejnych sukcesów. Według decydentów niemieckiego potentata obecny szkoleniowiec to osoba, która dobrze sobie radzi na swoim stanowisku.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze