Siema, Polsko: rozpoczęły się mistrzostwa świata do lat 20. Dla nas nie za dobrze


Najważniejsze informacje z pierwszego dnia młodzieżowego mundialu w Polsce

24 maja 2019 Siema, Polsko: rozpoczęły się mistrzostwa świata do lat 20. Dla nas nie za dobrze
Krzysztof Dzierżawa / PressFocus

W związku z mistrzostwami świata do lat 20 w Polsce uruchamiamy cykl „Siema, Polsko”. Będzie on skupiał się na najważniejszych informacjach z każdego dnia turnieju. Już w ten pierwszy działo się dużo, bo został pobity rekord najszybszego gola w historii oraz zobaczyliśmy pierwszego hattricka. Kolumbijczycy potwierdzili aspiracje do końcowego triumfu, a Polacy najlepiej zaprezentowali się na... trybunach.


Udostępnij na Udostępnij na

Jeżeli ktoś z Was śledził iGola podczas zeszłorocznego mundialu w Rosji, to zapewne pamięta nasz cykl „Priwiet Rossija”. Nasze nowe wydanie będzie miało taką samą formę. Czas więc zaprosić na najważniejsze informacje z czwartku.

Najszybszy gol i pierwszy hattrick

Mistrzostwa w Polsce rozpoczęły się od dwóch spotkań rozegranych o godzinie 18:00: Tahiti – Senegal i Meksyk – Włochy. W tym pierwszym meczu jeszcze nie wszyscy zdążyli dobrze usiąść na trybunach, a już byliśmy świadkami pierwszego gola. Strzelcem był Amadou Sagna, który zdobył bramkę już w 10. sekundzie.

Czwartek to był dzień Senegalczyka. Poza przejściem do historii skrzydłowy „Lwów Terangi” zapisał się jeszcze jako zdobywca pierwszego hattricka na turnieju. Lewoskrzydłowy wykańczał świetne akcje partnerów, a to zwykle on był tym wykładającym piłkę do kolegów. Trzeba przyznać, że Sagna próbował szukać jeszcze więcej trafień. Niestety zamiast skupić się na grze z partnerami, to sam nieskutecznie szukał drogi do siatki przeciwnika.

Tahiti dumne mimo porażki

Szybko stracony gol zbyt mocno nie wstrząsnął ekipą z Oceanii. Niektórzy już zdążyli ją szybko skreślić, licząc na pogrom. Tahiti zagrało na przekór i straciło jeszcze dwie bramki. Oczywiście przegrana 0:3 to nie jest świetny wynik, ale nikt nie oczekiwał zbyt wiele od tej reprezentacji. Rodacy mimo wszystko są dumni i dziękują za walkę. Nie można też powiedzieć, że wszyscy piłkarze zaprezentowali się słabo. Wyróżniał się Terai Bremond, ale niestety sam nie był w stanie wygrać meczu.

W następnej kolejce Tahiti zagra w Łodzi z Polską. Będzie to dla obu drużyn bardzo ważne spotkanie. Oczywiście nikt nie daje szans na wygraną przybyszom z Oceanii. Nasi piłkarze powinni sobie poradzić z nimi bez większych problemów. Mimo wszystko należy nie lekceważyć rywala. Podejść skoncentrowanym i zrobić swoje. Nawet przy groźnych tweetach ze strony dziennikarza TVP.

W grupie B najszczęśliwsi Włosi

Jedną z najciekawszych grup na turnieju w Polsce jest ta z literą „B”. Podczas pierwszego dnia mistrzostw w tej grupie działo się dużo. Jako pierwsi na boisko wyszli Meksykanie i Włosi. Przedstawiciele UEFA nie mogli liczyć na dwie gwiazdy. Roberto Mancini powołał do seniorskiej kadry Moise Keana z Juventusu oraz Nicolo Zaniolo z Romy. Zamiast pojechać do Polski na turniej, to młode gwiazdy Serie A powalczą o punkty w eliminacjach do Euro 2020. Bez tych dwóch piłkarzy udało się reprezentacji Włoch pokonać przeciwnika. Wynik 2:1 sprawia, że po 1. kolejce obejmą fotel lidera w grupie. Ładnym trafieniem na 1:0 popisał się Davide Frattesi.

W drugim meczu tej grupy Japonia zmierzyła się z Ekwadorem. Dla ekspertów z Ameryki Południowej Ekwadorczycy mogą być jednym z czarnych koni mistrzostw w Polsce. Niestety dla nich, zaliczyli oni mały falstart. Prowadzili 1:0 z Japończykami i mieli rzut karny. Ale Azjatom sprzyjało szczęście, bo wykonujący „jedenastkę” Jordan Rezabala trafił w słupek. Niewykorzystana akcja zemściła się chwilę później, kiedy to błędy w obronie Ekwadoru wykorzystał Kota Yamada. Z tego rezultatu bardziej byli zadowoleni przybysze z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Kolumbia potwierdziła mistrzowskie aspiracje

Pierwszy mecz w Łodzi dla reprezentacji Polski nie był udany. Nasza reprezentacja przegrała 0:2, a rywal okazał się co najmniej dwie klasy lepszy. Piłkarze z Ameryki Południowej przeważali pod kątem techniki i przede wszystkim zgrania. W porównaniu z naszym wczorajszym rywalem Polacy rozegrali przed mistrzostwami zaledwie dwa spotkania. Zgrupowanie przed turniejem też nie było zbyt długie. Kolumbijczycy za sobą mieli kontynentalny czempionat, przez co w 2019 roku rozegrali już 15 meczów (licząc ten wczorajszy). To była już spora przewaga na starcie. I też szybko objawiła się na boisku.

Jeżeli nasz rywal podtrzyma obecną dyspozycję, to naprawdę może zajść daleko w turnieju. Nam pozostaje mieć nadzieję, że nasi piłkarze rozkręcą się wraz z długością trwania imprezy. Bo jak na razie to zachowaliśmy się zbyt kulturalnie. Oczywiście gospodarz często ustępuje gościowi, ale przy sytuacji na 0:1 byliśmy nawet zbyt „gościnni”.

Więcej o spotkaniu Polski z Kolumbią przeczytacie w osobnych artykułach w naszym serwisie.

Skończyło się tylko na strachu

To nie był wieczór Sebastiana Walukiewicza. Obrońca Pogoni Szczecin w pierwszej połowie sprezentował gola przeciwnikowi. W drugiej połowie liczyliśmy na przebudzenie się naszych i pewniejszą grę. Ale było inaczej i nawet przeżyliśmy chwilę grozy. Po zaledwie 10 minutach drugiej części spotkania przyszły stoper Cagliari usiadł na murawie, a koledzy poprosili sędziego o wezwanie pomocy lekarzy. Okazało się, że potrzebne były nosze do zdjęcia z boiska 19-latka.

Wielu wydawało się, że Polak doznał poważnej kontuzji. Nikt za bardzo nie wiedział, co się stało Walukiewiczowi. Piłkarz przez chwilę trzymał się za kolano i spodziewano się najgorszego. Na szczęście tuż po meczu okazało się, że nasz zawodnik doznał wstrząśnienia mózgu. Będzie potrzebował kilku dni przerwy. Prawdopodobnie dostanie wolne na mecz z Tahiti, ale już na starcie z Senegalem będzie gotowy.

Kibice nie zawiedli

Można było spodziewać się, że podczas meczu Polski stadion Widzewa będzie wypełniony kibicami. I też tak było, a podczas spotkania z Kolumbią mogliśmy się przekonać kolejny raz o mocy dopingu polskich fanów. Pod tym względem zaprezentowaliśmy się dobrze. W Łodzi wielu ludzi szukało jeszcze przed meczem możliwości zakupu biletów na mecz, ale niestety nie było na to szans.

Jeżeli chodzi o inne areny, to dzisiaj rozgrywano jeszcze mecze w Lublinie, Gdyni i Bydgoszczy. Podczas tych spotkań nie było całkiem zapełnionych stadionów i było widać wolne miejsca, ale jak na taki turniej wyglądało to przyzwoicie. Może momentami brakowało dopingu, ale choćby na meczu Tahiti – Senegal pojawiła się przyzwoita liczba kibiców.

Co czeka nas dzisiaj?

W piątek swoje pierwsze mecze rozegrają drużyny z grup C i D. W Lublinie zagrają Honduranie z Nowozelandczykami (gr. C), w Tychach Katarczycy z Nigeryjczykami (gr. D), w Bielsko-Białej Ukraińcy z Amerykanami (gr. C), a w Łodzi Urugwajczycy z Norwegami (gr. D). Najciekawiej zapowiadają się dwa ostatnie mecze, które rozpoczną się o godzinie 20:30. Zwłaszcza jesteśmy ciekawi formy Norwegii, która w eliminacjach do mundialu w decydującym meczu pokonała obrońców tytułu – Anglię.

Spotkanie w Bielsku-Białej może być trudne, ale niestety nie ze względów sportowych. Przez obfite opady deszczu, jakie w ostatnim czasie nawiedziły nasz kraj, mocno ucierpiała murawa. Wielka szkoda, bo jeszcze na tydzień przed turniejem była świetnie przygotowana do mistrzostw.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski