Udanie na ławce Sevilli zadebiutował w Primera Division nowy trener Andaluzyjczyków, Gregorio Manzano. Jego podopieczni wygrali z Atletico Madryt 3:1 i wyprzedzili w ligowej tabeli „Los Rojiblancos”. W pozostałych niedzielnych meczach Osasuna zremisowała z Levante 1:1, a Villarreal pewnie pokonał Racing Santander 2:0.
Sevilla – Atletico
W poprzednim sezonie Sevilla dwukrotnie ogrywała zespół z Madrytu, jednak w tym zespół Quique Floresa przegrał tylko z FC Barcelona; nie wiadomo było także, jak w klubie odnajdzie się nowy trener Andaluzyjczyków. Wyjściowa jedenastka gospodarzy nie różniła się znacząco od składu, który mogliśmy oglądać za czasów Antonio Alvareza, jednak gra samych zawodników już tak. Początkowe minuty to prawdziwa wymiana ciosów. Najpierw w 8. minucie po strzale Negredo świetną paradą popisał się De Gea, a dwie minuty później dośrodkowanie z lewego skrzydła Ujfalusiego padło łupem Palopa. Po kolejnych dwóch minutach akcję miała Sevilla, ale w ostatniej chwili strzał Perottiego na rzut rożny wybił Antonio Lopez. W 22. minucie akcja przeniosła się znowu na drugą stronę boiska, ale Fran Merida nie wykorzystał błędu defensywy rywala.
Sevilla wygrała pierwszy mecz pod wodzą nowego trenera (fot. flickr.com)
W końcu pierwsi swoją sytuację wykorzystali gospodarze. W 28. minucie Diego Perotti dobrym podaniem obsłużył Alvaro Negredo, który strzałem lewą nogą nie dał szans De Gei i otworzył wynik spotkania. Siedem minut później było już 2:0. Tym razem zdobywcą gola okazał się asystent przy pierwszej bramce. Pierwszy strzał Perottiego zdołał obronić De Gea, jednak przy drugim uderzeniu strzał odbił się od Perei i całkowicie zmylił bramkarza, który mógł tylko podążyć wzrokiem za wpadającą do bramki futbolówką.
Pomimo stracenia dwóch goli, bramkarz Atletico i tak był najlepszym zawodnikiem swojego zespołu w pierwszej połowie. Dzięki „pomocy” swoich kolegów z defensywy co chwila musiał wykazywać się umiejętnościami. Tuż przed przerwą Negredo mógł strzelić trzecią bramkę dla Sevilli, ale jego strzał z pięciu metrów ponownie obronił De Gea i przy dwubramkowym prowadzeniu gospodarzy piłkarze udali się do szatni.
W przerwie trener Flores dokonał dwóch zmian w składzie, które miały odmienić grę jego drużyny. Natomiast trener Manzano nie zdecydował się na żadne, co bardzo szybko mu się opłaciło. Zupełnie niewidoczny w pierwszej połowie Kanoute już w 51. minucie strzelił gola, praktycznie przesądzającego losy meczu – Alvaro Negredo zostawił piłkę Malijczykowi, a ten strzałem z pierwszej piłki pokonał bramkarza. Po tym golu na trybunach zaczęło się już świętowanie zwycięstwa, a po kolejnych celnych podaniach Andaluzyjczyków z trybun dochodziło głośne „Ole!”. W 53. minucie mogło być już 4:0, ale Perotti nie wykorzystał podania Fernando Navarro.
Estadio Ramon Sanchez-Pizjuan zamilkło jednak w 58. minucie. Fatalny błąd popełnił Caceres, a skorzystał z niego wprowadzony po przerwie Diego Costa, który minął Palopa i strzałem do pustej bramki dał gościom nadzieję na korzystny wynik. Ten gol dodał skrzydeł piłkarzom Atletico, którzy rozpoczęli szturm bramki Palopa. Dużo ożywienia wniósł Diego Costa, jednak gospodarze umiejętnie się bronili, a kiedy napastnikom rywala udawało się dostać w pole karne, strzały Diego Costy i Forlana pewnie bronił Palop. Sevilla przez pozostały kwadrans uspokajała grę, sporadycznie tylko wyprowadzając kontry, które nie przynosiły zagrożenia pod bramką De Gei. Atletico natomiast im bliżej było końca, tym bardziej traciło wiarę w uratowanie choćby jednego punktu – brakowało celnych podań, strzałów na bramkę. Ostatecznie Sevilla podtrzymała korzystną passę i pokonała zespół ze stolicy 3:1.
Villarreal – Racing
W drugim niedzielnym meczu wicelider, Villarreal, podejmował jednego z outsiderów, ekipę Racingu Santander. Faworyt tego spotkania mógł być tylko jeden i pierwsze minuty meczu to potwierdziły. Podobnie jak w starciu z Espanyolem, tak i dziś piłkarze „Żółtej Łodzi Podwodnej” szybko strzelili rywalom dwa gole. Najpierw w 8. minucie w pole karne przedarł się Rossi, jednak jego strzał instynktownie obronił Tono, ale przy dobitce najlepszego strzelca gospodarzy, Nilmara, był już bezradny. Po pięciu minutach gola dołożył drugi napastnik, Rossi. Włoch wykończył podanie Cazorli i sprytnym strzałem z linii pola karnego pokonał wychodzącego Tono, który zdecydowanie mógł się lepiej zachować w tej sytuacji.
Wydawać by się mogło, że gospodarze, zadowoleni szybkim dwubramkowych prowadzeniem uspokoją grę, jednak woleli pójść za ciosem. Strzały Cazorli i Rossiego nie znalazły jednak drogi do siatki, a uderzenie Nilmara w 24. minucie zatrzymał się na słupku. Na boisku aż za bardzo uwidoczniła się piłkarska przepaść dzieląca obydwa zespoły. Goście nie mieli żadnego pomysłu, jak pokonać świetnie dysponowanego rywala i mogli być wdzięczni, że do przerwy przegrywali tylko dwoma golami.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Cały czas to Villarreal dyktował warunki gry, a postrach w obronie Racingu siał duet Nilmar – Rossi. W 58. minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji, po tym, jak po strzale Valero piłka… no właśnie, minęła linię końcową Racingu czy nie? Sędzia ostatecznie gola nie odgwizdał. Trener Racingu poprzez zmiany w swoim zespole starał się zmienić obraz meczu, ale nie przeniosło się to na wynik – Racing był w tym meczu zespołem zdecydowanie gorszym. W 63. minucie chyba tylko Nilmar wie, dlaczego nie udało mu się trafić do pustej bramki. Dwie minuty później nie popisał się jego kolega i Rossi także w stuprocentowej sytuacji nie pokonał Tono. Nilmar powinien w tym meczu zdobyć hat-tricka, jednak jego strzały w 70. i 75. minucie nie wpadły do siatki i Villarreal ostatecznie pokonał Racing 2:0 i dzięki piątemu zwycięstwu z rzędu umocnił sie na drugim miejscu w tabeli.
Osasuna – Levante
Zdecydowanie najmniej ciekawym niedzielnym widowiskiem był mecz Osasuny z beniaminkiem z Walencji, gdzie naprzeciwko siebie stanęły drużyny, które po pięciu kolejkach łącznie zdobyły siedem goli. Jeden z głównym faworytów do spadku ponownie sprawił niespodziankę i zremisował z pogrążonym w kryzysie zespołem Osasuny 1:1.
Pierwsza warta odnotowania sytuacja w tym meczu wydarzyła się dopiero w 25. minucie spotkania. Dośrodkowanie Arandy na strzał zamienił Monreal, ale było to zbyt słabe uderzenie, aby zaskoczyć bramkarza gości. Minimalnie lepsze wrażenie sprawiała drużyna Levante, która jednak nawet po stałych fragmentach gry nie potrafiła stworzyć sobie bramkowej sytuacji. Osasuna próbowała także strzałów z dystansu, ale w 32. minucie Camunas nie zdołał pokonać Reiny. Minutę później Jorda zdołał nawet umieścić piłkę w siatce, ale chwilę wcześniej podający Ruben był na pozycji spalonej i sędzia słusznie nie uznał gola.
Przed przerwą kibice obejrzeli jeszcze tylko dwie ciekawe akcje. Najpierw w 41. minucie na strzał zza pola karnego zdecydował się Juanfran, jednak jego uderzenie efektowną paradą obronił Reina, a tuż przed przerwą najgroźniejszą akcję w pierwszej połowie stworzyli goście, ale strzał Xavi Torresa przeleciał minimalnie obok prawego słupka. Po pierwszych 45 minutach kibice mogli mieć uzasadnione wątpliwości, czy zobaczą dziś choćby jedno trafienie.
Piłkarze Osasuny wyszli na drugą połowę bardzo zmotywowani czując, że jeden gol może przesądzić dziś o losach meczu. Druga połowa rozpoczęła się pod znakiem agresywnej gry obydwu drużyn, które często ratowały się faulem, aby uniemożliwić przeciwnikowi dostanie się pod własne pole karne. To nudne widowisko ożywiło się w 70. minucie. Dośrodkowanie Monreala na drugi słupek strzałem z woleja zakończył Juanfran, ale Reina zdołał sparować to uderzenie na rzut rożny. Chwilę później ostrzał bramki zakończył się golem, a sam bramkarz był już bezradny po tym, jak Pandiani pokonał go strzałem z linii pola karnego i w 72. minucie Osasuna objęła prowadzenie. Ku zaskoczeniu gospodarzy, Levante szybko wyrównało. Siedem minut później, Sergio wykorzystał jedyną bramkową Levante w drugiej połowie i wyrównał wynik meczu.
Strzelec gola dla Levante zapewnił już wcześniej, w spotkaniu z Almerią, jedyny jak do tej pory komplet punktów w tym sezonie i chciał osiągnąć to samo w tym meczu, jednak bez wsparcia kolegów trudno było mu indywidualnie rozstrzygnąć losy meczu. Osasuna jednak także nie odpuszczała, jednak w końcówce meczu nie pomogły desperackie dośrodkowania w pole karne i mecz zakończył się remisem 1:1, z którego bardziej zadowoleni byli goście, którzy w kolejnym meczu zdołali zdobyć punkt.
Udanie na ławce Sevilli zadebiutował w Primera Division nowy trener Andaluzyjczyków, Gregorio Manzano. Jego podopieczni wygrali z Atletico Madryt 3:1 i wyprzedzili w ligowej tabeli „Los Rojiblancos”. W pozostałych niedzielnych meczach Osasuna zremisowała z Levante 1:1, a Villarreal pewnie pokonał Racing Santander 2:0.
Sevilla – Atletico
W poprzednim sezonie Sevilla dwukrotnie ogrywała zespół z Madrytu, jednak w tym zespół Quique Floresa przegrał tylko z FC Barcelona; nie wiadomo było także, jak w klubie odnajdzie się nowy trener Andaluzyjczyków. Wyjściowa jedenastka gospodarzy nie różniła się znacząco od składu, który mogliśmy oglądać za czasów Antonio Alvareza, jednak gra samych zawodników już tak. Początkowe minuty to prawdziwa wymiana ciosów. Najpierw w 8. minucie po strzale Negredo świetną paradą popisał się De Gea, a dwie minuty później dośrodkowanie z lewego skrzydła Ujfalusiego padło łupem Palopa. Po kolejnych dwóch minutach akcję miała Sevilla, ale w ostatniej chwili strzał Perottiego na rzut rożny wybił Antonio Lopez. W 22. minucie akcja przeniosła się znowu na drugą stronę boiska, ale Fran Merida nie wykorzystał błędu defensywy rywala.
Sevilla wygrała pierwszy mecz pod wodzą nowego trenera (fot. flickr.com)
W końcu pierwsi swoją sytuację wykorzystali gospodarze. W 28. minucie Diego Perotti dobrym podaniem obsłużył Alvaro Negredo, który strzałem lewą nogą nie dał szans De Gei i otworzył wynik spotkania. Siedem minut później było już 2:0. Tym razem zdobywcą gola okazał się asystent przy pierwszej bramce. Pierwszy strzał Perottiego zdołał obronić De Gea, jednak przy drugim uderzeniu strzał odbił się od Perei i całkowicie zmylił bramkarza, który mógł tylko podążyć wzrokiem za wpadającą do bramki futbolówką.
Pomimo stracenia dwóch goli, bramkarz Atletico i tak był najlepszym zawodnikiem swojego zespołu w pierwszej połowie. Dzięki „pomocy” swoich kolegów z defensywy co chwila musiał wykazywać się umiejętnościami. Tuż przed przerwą Negredo mógł strzelić trzecią bramkę dla Sevilli, ale jego strzał z pięciu metrów ponownie obronił De Gea i przy dwubramkowym prowadzeniu gospodarzy piłkarze udali się do szatni.
W przerwie trener Flores dokonał dwóch zmian w składzie, które miały odmienić grę jego drużyny. Natomiast trener Manzano nie zdecydował się na żadne, co bardzo szybko mu się opłaciło. Zupełnie niewidoczny w pierwszej połowie Kanoute już w 51. minucie strzelił gola, praktycznie przesądzającego losy meczu – Alvaro Negredo zostawił piłkę Malijczykowi, a ten strzałem z pierwszej piłki pokonał bramkarza. Po tym golu na trybunach zaczęło się już świętowanie zwycięstwa, a po kolejnych celnych podaniach Andaluzyjczyków z trybun dochodziło głośne „Ole!”. W 53. minucie mogło być już 4:0, ale Perotti nie wykorzystał podania Fernando Navarro.
Estadio Ramon Sanchez-Pizjuan zamilkło jednak w 58. minucie. Fatalny błąd popełnił Caceres, a skorzystał z niego wprowadzony po przerwie Diego Costa, który minął Palopa i strzałem do pustej bramki dał gościom nadzieję na korzystny wynik. Ten gol dodał skrzydeł piłkarzom Atletico, którzy rozpoczęli szturm bramki Palopa. Dużo ożywienia wniósł Diego Costa, jednak gospodarze umiejętnie się bronili, a kiedy napastnikom rywala udawało się dostać w pole karne, strzały Diego Costy i Forlana pewnie bronił Palop. Sevilla przez pozostały kwadrans uspokajała grę, sporadycznie tylko wyprowadzając kontry, które nie przynosiły zagrożenia pod bramką De Gei. Atletico natomiast im bliżej było końca, tym bardziej traciło wiarę w uratowanie choćby jednego punktu – brakowało celnych podań, strzałów na bramkę. Ostatecznie Sevilla podtrzymała korzystną passę i pokonała zespół ze stolicy 3:1.
Villarreal – Racing
W drugim niedzielnym meczu wicelider, Villarreal, podejmował jednego z outsiderów, ekipę Racingu Santander. Faworyt tego spotkania mógł być tylko jeden i pierwsze minuty meczu to potwierdziły. Podobnie jak w starciu z Espanyolem, tak i dziś piłkarze „Żółtej Łodzi Podwodnej” szybko strzelili rywalom dwa gole. Najpierw w 8. minucie w pole karne przedarł się Rossi, jednak jego strzał instynktownie obronił Tono, ale przy dobitce najlepszego strzelca gospodarzy, Nilmara, był już bezradny. Po pięciu minutach gola dołożył drugi napastnik, Rossi. Włoch wykończył podanie Cazorli i sprytnym strzałem z linii pola karnego pokonał wychodzącego Tono, który zdecydowanie mógł się lepiej zachować w tej sytuacji.
Wydawać by się mogło, że gospodarze, zadowoleni szybkim dwubramkowych prowadzeniem uspokoją grę, jednak woleli pójść za ciosem. Strzały Cazorli i Rossiego nie znalazły jednak drogi do siatki, a uderzenie Nilmara w 24. minucie zatrzymał się na słupku. Na boisku aż za bardzo uwidoczniła się piłkarska przepaść dzieląca obydwa zespoły. Goście nie mieli żadnego pomysłu, jak pokonać świetnie dysponowanego rywala i mogli być wdzięczni, że do przerwy przegrywali tylko dwoma golami.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Cały czas to Villarreal dyktował warunki gry, a postrach w obronie Racingu siał duet Nilmar – Rossi. W 58. minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji, po tym, jak po strzale Valero piłka… no właśnie, minęła linię końcową Racingu czy nie? Sędzia ostatecznie gola nie odgwizdał. Trener Racingu poprzez zmiany w swoim zespole starał się zmienić obraz meczu, ale nie przeniosło się to na wynik – Racing był w tym meczu zespołem zdecydowanie gorszym. W 63. minucie chyba tylko Nilmar wie, dlaczego nie udało mu się trafić do pustej bramki. Dwie minuty później nie popisał się jego kolega i Rossi także w stuprocentowej sytuacji nie pokonał Tono. Nilmar powinien w tym meczu zdobyć hat-tricka, jednak jego strzały w 70. i 75. minucie nie wpadły do siatki i Villarreal ostatecznie pokonał Racing 2:0 i dzięki piątemu zwycięstwu z rzędu umocnił sie na drugim miejscu w tabeli.
Osasuna – Levante
Zdecydowanie najmniej ciekawym niedzielnym widowiskiem był mecz Osasuny z beniaminkiem z Walencji, gdzie naprzeciwko siebie stanęły drużyny, które po pięciu kolejkach łącznie zdobyły siedem goli. Jeden z głównym faworytów do spadku ponownie sprawił niespodziankę i zremisował z pogrążonym w kryzysie zespołem Osasuny 1:1.
Pierwsza warta odnotowania sytuacja w tym meczu wydarzyła się dopiero w 25. minucie spotkania. Dośrodkowanie Arandy na strzał zamienił Monreal, ale było to zbyt słabe uderzenie, aby zaskoczyć bramkarza gości. Minimalnie lepsze wrażenie sprawiała drużyna Levante, która jednak nawet po stałych fragmentach gry nie potrafiła stworzyć sobie bramkowej sytuacji. Osasuna próbowała także strzałów z dystansu, ale w 32. minucie Camunas nie zdołał pokonać Reiny. Minutę później Jorda zdołał nawet umieścić piłkę w siatce, ale chwilę wcześniej podający Ruben był na pozycji spalonej i sędzia słusznie nie uznał gola.
Przed przerwą kibice obejrzeli jeszcze tylko dwie ciekawe akcje. Najpierw w 41. minucie na strzał zza pola karnego zdecydował się Juanfran, jednak jego uderzenie efektowną paradą obronił Reina, a tuż przed przerwą najgroźniejszą akcję w pierwszej połowie stworzyli goście, ale strzał Xavi Torresa przeleciał minimalnie obok prawego słupka. Po pierwszych 45 minutach kibice mogli mieć uzasadnione wątpliwości, czy zobaczą dziś choćby jedno trafienie.
Piłkarze Osasuny wyszli na drugą połowę bardzo zmotywowani czując, że jeden gol może przesądzić dziś o losach meczu. Druga połowa rozpoczęła się pod znakiem agresywnej gry obydwu drużyn, które często ratowały się faulem, aby uniemożliwić przeciwnikowi dostanie się pod własne pole karne. To nudne widowisko ożywiło się w 70. minucie. Dośrodkowanie Monreala na drugi słupek strzałem z woleja zakończył Juanfran, ale Reina zdołał sparować to uderzenie na rzut rożny. Chwilę później ostrzał bramki zakończył się golem, a sam bramkarz był już bezradny po tym, jak Pandiani pokonał go strzałem z linii pola karnego i w 72. minucie Osasuna objęła prowadzenie. Ku zaskoczeniu gospodarzy, Levante szybko wyrównało. Siedem minut później, Sergio wykorzystał jedyną bramkową Levante w drugiej połowie i wyrównał wynik meczu.
Strzelec gola dla Levante zapewnił już wcześniej, w spotkaniu z Almerią, jedyny jak do tej pory komplet punktów w tym sezonie i chciał osiągnąć to samo w tym meczu, jednak bez wsparcia kolegów trudno było mu indywidualnie rozstrzygnąć losy meczu. Osasuna jednak także nie odpuszczała, jednak w końcówce meczu nie pomogły desperackie dośrodkowania w pole karne i mecz zakończył się remisem 1:1, z którego bardziej zadowoleni byli goście, którzy w kolejnym meczu zdołali zdobyć punkt.