Espanyol Barcelona pokonał po wyrównanym spotkaniu Athletic Bilbao 2:1 w ramach drugiej serii spotkań Primera Division. Bohaterami Katalończyków byli strzelec dwóch bramek Sergio Garcia oraz niesamowity Cristian Alvarez, który kilkukrotnie bronił – wydawałoby się beznadziejne – piłki.
W ubiegłym sezonie obydwie ekipy walczyły o miejsce premiowane Ligą Europy (cel udało się osiągnąć tylko Athletikowi), zatem o poziom spotkania kibice zgromadzeni na Cornella-El Prat mogli być spokojni. W inauguracyjnej kolejce obie drużyny niesamowicie rozczarowały swoich sympatyków, ponieważ Espanyol przegrał na Balearach z Mallorką 0:1, a Baskowie tylko zremisowali na swoim San Mames 1:1 z beniaminkiem, Rayo Vallecano. Kibice z Barcelony szukali oczywiście wytłumaczenia w braku czołowych zawodników, którzy odeszli w letnim okienku transferowym, czyli Pablo Osvaldo, Luisa Garcii i Jose Callejona, jednak już w przypadku podopiecznych Marcelo Bielsy nie można było mówić o niczym innym niż kompromitacji. Trudno było wskazać faworyta dzisiejszego pojedynku, jednak odrobinę większe szanse dawano gospodarzom. Od pierwszych minut na boisku oglądaliśmy za to aż pięciu świeżo koronowanych mistrzów Europy U-21 – czterech po stronie Athletiku (San Jose, Herrera, Muniain, Javi Martinez) i jednego w barwach gospodarzy (Didac).
Marcelo „El Loco” Bielsa dokonał dwóch zmian w porównaniu ze spotkaniem z Rayo, w miejsce Susaety desygnując do gry Inigo Pereza, a w miejsce Iturraspe Igora Gabilondo, i podobnie jak w tamtym spotkaniu, początek zdecydowanie należał do jego podopiecznych. Co z tego jednak, skoro seryjnie marnowali oni przez całą pierwszą połowę swoje liczne sytuacje. Zaczął już w 4. minucie Igor Gabilondo, który próbował pokonać kapitana gospodarzy, Cristiana Alvareza, jednak jego strzał minął nieznacznie lewy słupek. Warto tutaj zatrzymać się na postaci golkipera Espanyolu, który nie dość, że wygryzł ze składu Carlosa Kameniego, to dodatkowo po trzech latach gry w klubie doczekał się opaski kapitańskiej i widać było, że ta rola bardzo mu służy.
Typowo dla meczów z udziałem Athletiku, gra od pierwszych minut była stosunkowo ostra, o czym w 13. minucie przekonał się Albin, który kontuzjowany musiał opuścić boisko. Jeszcze w tej samej minucie po raz kolejny próbował Gabilondo, który tym razem strzelał głową – wydaje się, że gdyby przepuścił piłkę do wbiegającego za jego plecami Llorente, jego zespół miałby z tego zagrania więcej korzyści. Napór Basków jednak nie malał, a dwie minuty później swoją szansę miał Ander Herrera, którego strzał z obrzeża pola karnego świetnie sparował Alvarez. Espanyol swoją pierwszą sytuację miał w 19. minucie, kiedy to Javi Marquez oddał niemal identyczny strzał jak Herrera, ale Iraizoz pokazał, że także nie zapomniał, jak się broni.
Pomimo sporej przewagi gości, to Espanyol w 25. minucie wyszedł na prowadzenie. Alvaro Vazquez zdążył do podania od wprowadzonego w miejsce Albina Thievy’ego, zagrał górną piłkę do nadbiegającego Sergio Garcii, a ten mocnym i precyzyjnym strzałem głową nie dał szans Iraizozowi. Bardzo duża bura po tej sytuacji należała się Inigo Perezowi, który był odpowiedzialny za krycie dalszego słupka, jednak nie można było wiele wymagać od nominalnego środkowego pomocnika. Athletic powinien wyrównać dziesięć minut później, ale tylko Oscar de Marcos wie, jak mógł przestrzelić w sytuacji, którą świetnym zgraniem klatką piersiową stworzył mu Llorente – baskijski skrzydłowy grający w tym spotkaniu na pozycji bocznego obrońcy znalazł się tuż przed Alvarezem, jednak nie zachował zimnej krwi i wybił piłkę wysoko w trybuny.










