Osiem goli w Bremie z happy endem dla Valencii, pogrom Fulham na Juventusie, gol w ostatniej minucie dogrywki Wolfsburga i niespodziewany koniec przygody z europejskimi pucharami dla Olympique Marsylia to najważniejsze wydarzenia rewanżowych spotkań 1/8 finału Ligi Europejskiej. Ponadto zespół Ludovica Obraniaka, a więc OSC Lille, gładko uległ na Anfield podopiecznym Rafaela Beniteza aż 3:0.
Fenomenalne widowisko miało miejsce na Weserstadion w Bremie. Już na otwarcie zmagań w rewanżowych starciach 1/8 finału Werder podejmował Valencię. W korzystniejszej sytuacji byli gracze z Niemiec, którzy z gorącego terenu w Hiszpanii wywieźli cenny, bramkowy remis 1:1. Kto jednak myślał, że ten rezultat był dla podopiecznych Thomasa Schaafa korzystny, przecierał oczy ze zdumienia, gdy obie drużyny schodziły do szatni. Wtedy to na tablicy świetlnej widniało 1:3, co oznaczało, że ciężka przeprawa czekać miała gospodarzy po przerwie. Dwa trafienia to zasługa świetnego Davida Villi, który wyrastał tym samym na bohatera gości. Po przerwie nadzieje kibiców zgromadzonych na stadionie odżyły, kiedy to po golach Torstena Fringsa w 57. minucie i Marko Marina 300 sekund później był remis 3:3. Nie minęły kolejne trzy minuty, a trafieniem dla Valencii hat-tricka uzupełnił Villa. Gospodarzom ponownie serca mocniej zabiły z nadzieją na awans. W 84. minucie strzelił niezawodny Pizarro, lecz było to za mało, aby znaleźć się w ćwierćfinale Ligi Europejskiej. Werder – Valencia 4:4.

Całkowitą dominację nad rywalem z Aten zaprezentowali natomiast piłkarze Standardu Liege. Wielokrotni mistrzowie Belgii już w stolicy Grecji wygrali wysoko – 3:1. Mecz na własnym boisku miał być tylko formalnością, by znakomitej przewagi nie stracić. Podopieczni Laszlo Boloniego szansy nie zaprzepaścili, a rezultat dwumeczu nawet poprawili. Tuż przed przerwą jedynego gola w tym meczu strzelił Diemerci Mbokani i pogrążył ekipę Panathinaikosu, która bardzo szybko żegna się z europejskimi pucharami.
Kolejne spotkanie zakończone sensacyjnym rezultatem miało miejsce w Londynie, gdzie Fulham podejmował Juventus Turyn. Gospodarze mieli arcytrudne zadanie, bowiem musieli odrabiać dwubramkową porażkę z Włoch. Anglicy polegli na Półwyspie Apenińskim 1:3 i szanse na awans nie były duże. Niejednokrotnie jednak ekipa Roya Hodgsona pokazała w tej edycji Ligi Europy niesamowity charakter i walkę do końca – to było ich znakiem firmowym w rewanżu ze „Starą Damą”. Wszystko wprawdzie jak w bajce rozpoczęło się dla gości. Już w 2. minucie David Trezeguet dał swojej drużynie prowadzenie i wydawało się wtedy, że nic złego Juventusowi stać się nie może. Było to najgorsze myślenie z możliwych. Po trafieniach Bobby’ego Zamory, Clinta Dempseya i dwóch Zoltana Gery to właśnie zespół Fulham zobaczymy w najlepszej ósemce. Pokazał tym samym, że trzeba się z nimi liczyć w kolejnej fazie rozgrywek.












