Wydawało się, że będzie pogrom, ale dwa gole zespołu Maurizio Sarriego w końcówce zmniejszyły skalę porażki neapolitańczyków. Mimo to neapolitańczycy muszą być rozczarowani, bo stracili komplet punktów z drużyną, która przed 15. kolejką znajdowała się w strefie spadkowej.
To był piąty mecz Roberto Donadoniego w roli szkoleniowca Bolonii i jak na razie perfekcyjnie wywiązuje się z roli strażaka. Jego zespół w tym czasie trzykrotnie wygrywał, raz zremisował i tylko raz zanotował porażkę, co na ekipę znajdującą się wcześniej w strefie spadkowej jest wynikiem bardzo dobrym.
Napoli z kolei przed przyjazdem na Stadio Renato Dall’Ara miało wyśmienitą serię – czternaście zwycięstwa, cztery remisy, ani jednej porażki, przy 42 golach strzelonych i ośmiu straconych. W dodatku rywal grupowy Legii w Lidze Europy ostatni raz schodził z boiska pokonany w sierpniu, po porażce z prowadzonym przez Eusebio Di Francesco Sassuolo.
Goście szczególnie słabo zagrali w obronie. Tradycyjnie wręcz zdominowali posiadanie piłki, oddali też więcej strzałów na bramkę Mirante, ale formacja złożona z Hysaja, Albiola, Koulibaly’ego i Ghoulama, dotąd tak dobrze recenzowana, tym razem nie zagrała na miarę swoich możliwości.
Świetny mecz rozegrał znany większości kibicom z występów w Romie czy Milanie, Matia Destro. On dwukrotnie pokonał Pepe Reinę. Nic dziwnego, że Napoli nie zdołało wrócić w stu procentach do gry. Pierwszy raz od 13 września było w pozycji przegrywającego mecz i dopiero w ostatnich minutach, gdy było już za późno, przypomniało sobie, jak odrabiać straty, a konkretnie przypomniał sobie Gonzalo Higuain.
Napoli po tym meczu zostaje na drugim miejscu w tabeli, a wyprzedzić je może Fiorentina, grająca o 15 z Udinese na własnym boisku.











