Getafe pokonało Barcelonę 1:0 w ostatnim sobotnim spotkaniu 14. kolejki Primera Division. Pomimo wizualnej przewagi, podopieczni Pepa Guardioli po raz kolejny w tym sezonie nie pokazali na boisku rywala pełni swoich możliwości i na własne życzenie przegrali pierwszy mecz w sezonie. Katalończycy byli bardzo blisko uratowania remisu w samej końcówce, ale desperacka obrona Getafe pozwoliła na wywalczenie trzech punktów z mistrzem Hiszpanii.
W spotkaniu na Coliseum Alfonso Perez był tylko jeden faworyt i nie był to zespół gospodarzy. Getafe przed tą kolejką miało tylko punkt przewagi nad trzema zespołami zamykającymi ligową tabelę, jednak powiększenie punktowego dorobku zostałoby uznane za prawdziwą sensację i spełnienie marzeń białej części Madrytu. Do uszu podopiecznych Pepa Guardioli musiały dotrzeć informacje o wygranej Realu w derbach stolicy, wynik zatem inny niż zwycięstwo Katalończyków sprawiłby, że przewaga „Los Merengues” nad Barceloną wzrosłaby do ponad trzech punktów, co przed zbliżającymi się Gran Derbi mogło mieć znaczenie psychologiczne. Jednak Getafe pokazało już w tym sezonie, że może pokusić się o niespodziankę, podobnie jak w spotkaniu z Atletico, gdzie wygrało 3:2, mimo iż przez większą część meczu grało w osłabieniu.

Zgodnie z oczekiwaniami, to „Blaugrana” była stroną dominującą od pierwszej minuty, a sytuacji podbramkowych nie brakowało. Rozpoczął Leo Messi w 8. minucie, ale jego strzał z rzutu wolnego przeleciał metr obok spojenia słupka z poprzeczką. Pod bramką Katalończyków rzadko robiło się niebezpiecznie, jednak kiedy już udało się stworzyć sytuację, piłkarze Guardioli sami chcieli sobie utrudnić zadanie, tak jak w 19. minucie, kiedy to po rzucie rożnym wychodzący Victor Valdes prawie znokautował próbującego interweniować Busquetsa. „Duma Katalonii” mogła odgryźć się w 29. minucie, ale Moya ubiegł Messiego. Dobitka Alexisa przeleciała obok opuszczonej przez golkipera bramki. Moya popisał się kolejną wyśmienitą interwencją w 37. minucie, gdy widowiskową paradą zatrzymał zmierzający w kierunku siatki przy słupku strzał Alexisa.
Chilijczyk był bez wątpienia jednym z wyróżniających się zawodników na boisku, co było kluczowe wobec słabszej tego dnia dyspozycji Leo Messiego. Kibice Barcelony natomiast po raz kolejny zaczęli się obawiać o formę swoich zawodników w meczu wyjazdowym – na sześć dotychczas rozegranych spotkań na boisku rywala, Katalończycy ani razu nie przegrali, jednak aż czterokrotnie remisowali, a bilans bramkowy przedstawia się wyjątkowo mizernie, jak na ten zespół – 8:6. W końcówce pierwszej połowy to Getafe było bliżej zdobycia pierwszego gola, jednak strzał Diego Castro trafił tylko w boczną siatkę. Pomimo wizualnej przewagi, podopieczni Pepa Guardioli nadal nie mogli zrzucić z siebie niemocy, jaka dopada ich na boisku rywala. W pierwszej połowie tylko spojrzenie na meczowe składy mogło podpowiedzieć, że na boisku znajdują się Messi i Xavi, a oglądający mecz z trybun Vicente del Bosque musiał zapewne przeklinać w duchu swoją decyzję o wybraniu się na to spotkanie, a nie na dużo ciekawsze derby Madrytu.










