Przed meczem Odra zajmowała przedostatnią – 15. pozycję, Ruch Chorzów był o siedem oczek wyżej. Gracze z Wodzisławia dzięki zwycięstwu wydostaliby się ze strefy spadkowej. Piłkarze z Chorzowa po ewentualnej wygranej awansowaliby na siódme miejsce.
Początek spotkania to chaotyczna i ostra gra obu drużyn. Na pierwszy strzał kibice zgromadzeni w Chorzowie czekali do 10. minuty, gdy niecelnie strzelał Matulevicius. W pierwszych minutach inicjatywę miał zespół gości. W 17. minucie pierwszy raz próbę podjęli gospodarze. Strzał Tomasza Brzyskiego z rzutu wolnego okazał się jednak niecelny. Po początkowej inicjatywie Odry gospodarze zaczęli dochodzić do głosu. W 29. minucie strzał Grzyba na aut bramkowy sparował bramkarz Odry – Adam Stachowiak. Kilka chwil później kapitalną sytuację dla Odry zmarnował Matulevicius, który uderzył wprost w Krzysztofa Pilarza. W 43. minucie padł jedyny gol w tej zaciętej walce. Strzelcem gola – Maciej Małkowski. Młody skrzydłowy Odry po błędach obrońców zdecydował się na strzał zza pola karnego i po ładnym uderzeniu pokonał Pilarza.

Pierwsze minuty drugiej odsłony meczu to nieskuteczne ataki Ruchu. W 65. minucie pojawia się bardzo dobra okazja dla gospodarzy, jednak Remigiusz Jezierski uderza wprost w Stachowiaka. Minutę później mogło być już 2:0 – po fatalnym błędzie Pilarza piłkę z linii bramkowej wybijają obrońcy Ruchu. W 73. minucie sędzia Marcin Borski pokazuje Dariuszowi Dudkowi drugą żółtą kartkę. Kolejne minuty to gra tocząca się głównie w środku pola. „Niebiescy” pomimo przewagi liczebnej nie potrafili stworzyć dogodnych sytuacji do wyrównania wyniku spotkania. W doliczonym czasie gry bliscy strzelenia drugiej bramki byli gracze Odry, jednak nie potrafili wykorzystać idealnej sytuacji. Mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla ekipy z Wodzisławia.
Gospodarze zagrali w tym spotkaniu bardzo słabo w ataku i przegrali po ostrej walce.
Remis w Poznaniu, Lech nadal liderem
Spotkanie przy Bułgarskiej w ramach 21. kolejki polskiej Ekstraklasy jest określane mianem „meczu przyjaźni”. Dzieje się tak głównie za sprawą tego, że w ekipie z Gdyni występuje wielu znanych w Poznaniu zawodników.
Pierwsze fragmenty spotkania to głównie ataki „Kolejorza”. Podopieczni Franciszka Smudy chcieli zdobyć bramkę w początkowej fazie spotkania, by później móc kontrolować mecz i ewentualnymi kontratakami podwyższyć rezultat. Próby Tomasza Bandrowskiego i Ivana Djurdievicia kończą się jednak niepowodzeniem. Pierwsza sytuacja dla Arki miała miejsce dopiero po kwadransie gry, kiedy to napastnik gości – Lubomir Lyubenov dośrodkowywał piłkę, jednak defensywa Lecha bez problemów wyjaśniła sytuację. W 20. minucie miała miejsce próba Semira Stilicia, piłka przeleciała jednak nad bramką. Kilka minut później Bośniak ponownie próbuje zaskoczyć bramkarza gości, ale bez powodzenia. W końcu po 30 minutach gry „Kolejorza” konstruuje kapitalną akcję. Murawski zagrał w pole karne, piłkę przejął Sławomir Peszko i podaniem wzdłuż bramki poszukał Stilicia, ten jednak z metra nie trafił do bramki. Do końca pierwszej połowy Lech dominował, a akcje przyjezdnych można policzyć na palcach jednej ręki.











