„Lwy Terangi” w ubiegłą niedzielę walczyły o mistrzostwo Czarnego Lądu. To nie było łatwe zadanie. Naprzeciw stał Egipt z Mohamedem Salahem. Regulaminowy czas gry zakończył się bezbramkowym remisem. Dogrywka również. Potrzebowaliśmy więc serii „jedenastek”. I to właśnie w niej Senegal okazał się lepszy!
Mimo ogromnych emocji triumf piłkarzy z zachodu Afryki trzeba uznać za uzasadniony. Przez cały turniej dawali argumenty, aby zostać nowymi mistrzami. Potwierdzili to w finale, który mogli zakończyć wcześniej. Podyktowano bowiem na ich korzyść finalnie niewykorzystany rzut karny. Poza tym kreowali sporo sytuacji, lecz dopiero końcowa loteria dała im zwycięstwo.
Senegal wykonał powierzoną misję
Przed finałem kapitan przeciwników – Mo Salah – powiedział na konferencji prasowej wprost: Mecz z Senegalem to sprawa życia i śmierci. Wszyscy zacierali zatem ręce z myślą o tym starciu. Senegalczycy wiedzieli, co ich czeka. Nie zwątpili natomiast w swoje umiejętności. Skutkiem tego jest zdobycie upragnionego trofeum.
Jednak mogliśmy takie obrazki oglądać szybciej. Senegal już w 7. minucie miał okazje otworzyć wynik, lecz Sadio Mane zmarnował „jedenastkę”. Fenomenalną paradą w tamtym momencie popisał się golkiper Egiptu – Gabaski. Bramkarz miał też sporo pracy w kolejnych minutach. Może nie był pod odstrzałem, aczkolwiek nieraz musiał ratować zespół z opresji.
Statystyczną przewagę zdobywców pucharu widzimy na poniższej grafice.

Senegal, jak można wywnioskować, nieustannie nacierał na rywali. Kibice mogli przecierać oczy z niedowierzania. Zwłaszcza w dogrywce. Tam ich drużyna mogła zdobyć przynajmniej dwie bramki. Nie przynosiło to większych efektów, a przez chwilę nawet można było odnieść wrażenie, że sytuacja wymyka się piłkarzom Aliou Cisse spod kontroli. Szczególnie gdy nastały …












