Dwadzieścia zespołów, siedem regionów kraju, multum gwiazd i talentów – tak jest, to 87. edycja rozgrywek hiszpańskiej ekstraklasy. Obecnie jesteśmy po drugiej serii gier Primera Division i mieliśmy praktycznie wszystko to, co zazwyczaj zawiera się w typowym „El Clasico” – piękne gole, emocje i oczywiście kontrowersje. Zapraszamy na przegląd najciekawszych akcentów dwóch pierwszych kolejek La Liga.
Mocny powrót, debiut i pech
Beniaminkami Primera Division 2017/2018 są zespoły Levante, Getafe i Girony. Kataloński zespół rozgrywa swój pierwszy w historii sezon na poziomie ekstraklasy, mocno w niego wchodząc. Pierwszym rywalem ekipy Pablo Machina na tym szczeblu rozgrywek było Atletico Madryt. Gong na samym starcie sezonu? Okazało się, że jak dla kogo – nie minęło pół godziny, a Girona prowadziła 2:0! Przyjezdnym z Madrytu wprawdzie udało się ostatecznie doprowadzić do remisu 2:2 (i to grając w dziesięciu po wykluczeniu Antoine’a Griezmanna), ale nikt nie mógł mieć wątpliwości, że gospodarze w pełni zasłużyli na zwycięstwo. To sobie wywalczyli tydzień później, ogrywając 1:0 Malagę.
Podobne emocje przeżywano w niebiesko-czerwonej części Walencji za sprawą Levante. Derbowe zatopienie 1:0 „Żółtej Łodzi Podwodnej” na starcie sezonu – może być lepiej? W drugim meczu, z Deportivo La Coruna, już jednak łatwo nie było. Popularne „Żaby” musiały odrabiać dwa gole straty po trzydziestu minutach, grając ostatnie piętnaście minut w osłabieniu (czerwona kartka Moralesa), ale udało się. Kartonik tego koloru został pokazany również w meczu trzeciego beniaminka, Getafe, które zaczęło sezon na Nuevo San Mames. Ekipa z przedmieść Madrytu mogła prowadzić jeszcze przed dziesiątą minutą, ale sędzia nie uznał gola w tej sytuacji (o czym poniżej)…
https://twitter.com/MARCATV/status/899341649272332293
Wspomnianą czerwoną kartkę obejrzał w 66. minucie Alvaro Guerrero, ale Athletic nie potrafił wykorzystać pozostałego czasu i mecz skończył się bezbramkowym remisem. Tydzień później Getafe zainaugurowało sezon na własnym stadionie, który odwiedziła Sevilla. Gospodarze, podobnie jak w Kraju Basków, zaprezentowali się z dobrej strony, ale znów brakowało wykończenia i szczęścia. Czego nie można powiedzieć o drużynie z Andaluzji, której wystarczyło jedno dotknięcie piłki przez Ganso w 83. minucie. Zainkasowane trzy punkty na Coliseum Alfonso Perez były pierwszymi dla Sevilli na tym obiekcie od 16 listopada… 2009 roku! Po siedmiu wizytach bez zwycięstwa (pięć zwycięstw Getafe i dwa remisy).
Lider, jakiego dawno nie było
Ostatnim wielkim osiągnięciem Realu Sociedad jest wicemistrzostwo zdobyte w sezonie 2002/2003. W tamtej kampanii też po raz ostatni kibice „Txuri-Urdin” widzieli swoją drużynę na fotelu lidera tabeli. Tak jest, bite czternaście lat poza ligowym „pudłem”. Zapewne po takim rozpoczęciu sezonu smakuje to jeszcze lepiej – najpierw niełatwe zwycięstwo 3:2 z Celtą na Balaidos, a potem zdecydowany triumf 3:0 nad Villarrealem. Wyniki i gra godne lidera. Sam mecz z „Los Amarillos” był wyjątkowy dla kapitana Basków, Xabiego Prieto. 34-latek wystąpił w barwach Realu Sociedad po raz 500., a swój jubileusz uczcił golem. W tej części Kraju Basków na razie uśmiechnięte twarze.











