Sebastian Boenisch: Hajto i Tomaszewski interesują mnie tyle co zeszłoroczny śnieg (WYWIAD)


Niegdyś miał być lekarstwem na lewą stronę obrony, dziś o Boenischu mówi się rzadko i bez entuzjazmu

3 lutego 2019 Sebastian Boenisch: Hajto i Tomaszewski interesują mnie tyle co zeszłoroczny śnieg (WYWIAD)

Urodzony w Gliwicach, jednak wychowany w Niemczech piłkarz od momentu połączenia go z reprezentacją Polski stał się bardzo kontrowersyjnym tematem. Wielu krytykowało, że zawodnik został przyodziany w barwy polskiej drużyny narodowej, twierdząc, że chciał dla niej grać tylko dlatego, że nie miał szans na występy w kraju, w którym żył od dziecka. Dodatkowo mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie miały być dla niego fantastycznym momentem, by wywalczyć sobie transfer do silniejszego i bogatszego klubu. Ci, co byli za tym, by Sebastian Boenisch występował dla Polski, argumentowali, że jest lepszy od konkurencji i może rozwiązać problem lewej strony obrony reprezentacji.


Udostępnij na Udostępnij na

Od pół roku pozostajesz bez klubu. Powodem jest brak ofert?

Od czasu do czasu wpływały jakieś propozycje. Głównie pochodziły one ze Wschodu bądź też z Azji. Nie decydowałem się jednak na takie wojaże. Moja żona była w ciąży, więc te kierunki nie wchodziły w rachubę.

W mediach można znaleźć informację, że przebywałeś na testach w Austrii Wiedeń. Klub jednak nie zdecydował się na podpisanie kontraktu z Tobą. Jak to z tym było?

Po pierwsze, nie było żadnych testów. Sytuacja wyglądała w ten sposób, że byłem w Wiedniu i skorzystałem z okazji potrenowania z zespołem Austrii Wiedeń. Żadnych propozycji z klubu też nie dostałem, choć z pewnością temat gry dla tego zespołu byłby interesujący. Z drugiej jednak strony w tamtejszej lidze jest przepis, który mówi o liczbie obcokrajowców, których nie może być więcej niż sześciu, i dlatego też nie było tematu gry dla klubu z Wiednia.

W poprzednim roku padło hasło o ściągnięciu Ciebie do polskiej ekstraklasy. Ponoć sprowadzeniem Twojej osoby zainteresowana była Korona Kielce. Ile w tym prawdy?

Nie było żadnego kontaktu z nikim z Korony Kielce ani innego zespołu z ekstraklasy.

A chciałbyś w ogóle zagrać w ekstraklasie? Bierzesz ten kierunek na poważnie?

Nie mam wielkich wymagań. Ekstraklasa to też ciekawy kierunek. Nie byłoby żadnego ryzyka finansowego dla klubu, gdyż jestem wolnym zawodnikiem, zatem potencjalny kontrahent nie musiałby płacić za mnie odstępnego. Kiedyś może i nie, ale wiem, na jakim etapie kariery jestem. Chętnie spróbowałbym swoich sił, mógłbym grać na obu bokach obrony lub też w środku.

Latem rozstałeś się z TSV 1860 Monachium. Można poznać przyczyny takiego zwrotu akcji?

TSV było chaotycznym klubem. Wszystko było tam ważniejsze od sportu. Oczywiście nie chciałbym się źle wypowiadać o swoim byłym pracodawcy, ponieważ to nie ładnie, ale po spadku do 3. Bundesligi nie mogłem się tam czuć potrzebny. Nie chciałbym jednak wchodzić w szczegóły, bo tak jak mówię, nie byłoby to chyba na miejscu.

Ostatnio głośno było o tym, że jakoby jesteś zdziwiony tym, że żaden klub z 1. Bundesligi nie chce Cię zakontraktować. Możesz to potwierdzić?

W przeszłości za dużo spodziewałem się od swoich menadżerów, doradców. Byłem zirytowany też tym, że spadliśmy z TSV 1860 Monachium do 3. Bundesligi, a przecież grałem 12 lat dla czołowych zespołów w Bundeslidze. Był to trochę taki cios dla mnie. Nie mogłem się z tym pogodzić. Myślę, że dwu-, trzytygodniowy trening z drużyną pozwoliłby mi na powrót na najwyższy szczebel w Niemczech.

Minęło trochę czasu od Twojego debiutu w reprezentacji Polski. Jak wspominasz okres, gdy grałeś z orzełkiem na piersi?

Byłem i jestem dumny z tego, że mogłem reprezentować Polskę na mistrzostwach, a nawet i po nich. Szkoda jednak i bardzo mi przykro, że nie udało się wówczas w tym 2012 roku wyjść z grupy.

W owych czasach było bardzo dużo kontrowersji, czy powoływać zawodników, którzy dostali paszport na chwilę przed wielkim turniejem odbywającym się między innymi w naszym kraju. Ty czy chociażby Eugen Polanski chyba nie do końca byliście przez wielu mile widziani. Jak odbierasz tę niechęć?

Przykro mi, ale tak w Polsce niestety jest. Bardziej tę niechęć można było odczuć przez prasę, media, które o tym pisały, czy choćby osoby Tomasza Hajty czy Jana Tomaszewskiego, którzy od początku byli negatywnie nastawieni do powoływania mnie. Mówiono, że Polska ma zbawiciela i oczekiwano, że rzucę wszystkich swoją grą na kolana. Szkoda, że dostałem po pysku z tylu stron, ale wielu nie wie, jak trudno jest wrócić po kontuzji. Taka jest piłka.

Właśnie Tomasz Hajto, który podobnie jak Ty grał niegdyś w Schalke 04 Gelsenkirchen, czy Jan Tomaszewski mówiący o „farbowanych lisach” nie byli Twoimi zwolennikami. Jak podchodzisz do ich krytyki? A może nie interesowało Cię, co oni mówią?

Kompletnie mnie oni nie obchodzą ani to, co wygadują. Albo inaczej, interesują mnie tyle co zeszłoroczny śnieg.

Teraz reprezentacja jest inna. Buduje ją selekcjoner Jerzy Brzęczek. Myślisz, że powrócisz kiedyś i zagrasz dla Polski?

Trudno na poważnie myśleć o grze dla reprezentacji, nie mając klubu. Jeżeli bym takowy znalazł i grał w nim, a i selekcjoner uznałby, że widzi mnie w reprezentacji, to chętnie przyjmę powołanie i zjawię się na zgrupowaniu. Wiem jednak, że do tego momentu bardzo daleko.

A może śledzisz, interesujesz się wynikami polskiej kadry?

Jasne, to, że nie jestem powoływany, nie znaczy, że nie oglądam meczów czy nie śledzę tego, co się dzieje z kadrą. Czuję się reprezentantem i zawsze tak się czuć będę.

Zatem znasz grupę, w jakiej znalazła się Polska walcząca o udział w mistrzostwach Europy w 2020 roku. Jak oceniasz szanse Polaków?

Naturalnie wielką radością byłoby dla mnie, gdyby Polska awansowała na tak wielki turniej. Awans będzie zawsze wielkim osiągnięciem, ale trzeba pamiętać, że na papierze może i są słabe zespoły, ale wychodząc na boisko, słabeuszy nie ma.

Na początek Polska gra w Wiedniu z Austrią. Kto jest faworytem i czego „Biało-czerwoni” powinni się obawiać?

Chętnie obejrzę mecz. Liczę po cichu na zaproszenie… choćby na trybuny (śmiech). Trudno wskazać faworyta, piłka w Austrii w ostatnim czasie się poprawiła, ale jeśli wszystko pójdzie tak, jak powinno, to Polska powinna zdobyć ważne trzy „oczka”.

Na koniec prognoza dotycząca zwycięzcy wyścigu o niemiecką paterę i za kogo trzymasz kciuki?

Niespecjalnie interesuje mnie to, kto zostanie mistrzem Niemiec. Chciałbym na pewno, aby Werder Brema zaliczył udany sezon. Obojętne jest, kto zostanie mistrzem kraju. Lepiej dla ligi byłoby, gdyby tym razem nie był to Bayern Monachium.

Komentarze
Robert (gość) - 3 miesiące temu

Bravo . Hajto nie dorównuje do pięt Boenischowi. Zwykły burak i boiskowy brutal bez talentu. Ekspert polszmatu w duecie z Burkiem

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze