Urodzony w Gliwicach, jednak wychowany w Niemczech piłkarz od momentu połączenia go z reprezentacją Polski stał się bardzo kontrowersyjnym tematem. Wielu krytykowało, że zawodnik został przyodziany w barwy polskiej drużyny narodowej, twierdząc, że chciał dla niej grać tylko dlatego, że nie miał szans na występy w kraju, w którym żył od dziecka. Dodatkowo mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie miały być dla niego fantastycznym momentem, by wywalczyć sobie transfer do silniejszego i bogatszego klubu. Ci, co byli za tym, by Sebastian Boenisch występował dla Polski, argumentowali, że jest lepszy od konkurencji i może rozwiązać problem lewej strony obrony reprezentacji.
Od pół roku pozostajesz bez klubu. Powodem jest brak ofert?
Od czasu do czasu wpływały jakieś propozycje. Głównie pochodziły one ze Wschodu bądź też z Azji. Nie decydowałem się jednak na takie wojaże. Moja żona była w ciąży, więc te kierunki nie wchodziły w rachubę.
W mediach można znaleźć informację, że przebywałeś na testach w Austrii Wiedeń. Klub jednak nie zdecydował się na podpisanie kontraktu z Tobą. Jak to z tym było?
Po pierwsze, nie było żadnych testów. Sytuacja wyglądała w ten sposób, że byłem w Wiedniu i skorzystałem z okazji potrenowania z zespołem Austrii Wiedeń. Żadnych propozycji z klubu też nie dostałem, choć z pewnością temat gry dla tego zespołu byłby interesujący. Z drugiej jednak strony w tamtejszej lidze jest przepis, który mówi o liczbie obcokrajowców, których nie może być więcej niż sześciu, i dlatego też nie było tematu gry dla klubu z Wiednia.
W poprzednim roku padło hasło o ściągnięciu Ciebie do polskiej ekstraklasy. Ponoć sprowadzeniem Twojej osoby zainteresowana była Korona Kielce. Ile w tym prawdy?
Nie było żadnego kontaktu z nikim z Korony Kielce ani innego zespołu z ekstraklasy.
A chciałbyś w ogóle zagrać w ekstraklasie? Bierzesz ten kierunek na poważnie?
Nie mam wielkich wymagań. Ekstraklasa to też ciekawy kierunek. Nie byłoby żadnego ryzyka finansowego dla klubu, gdyż jestem wolnym zawodnikiem, zatem potencjalny kontrahent nie musiałby płacić za mnie odstępnego. Kiedyś może i nie, ale wiem, na jakim etapie kariery jestem. Chętnie spróbowałbym swoich sił, mógłbym grać na obu bokach obrony lub też w środku.
Latem rozstałeś się z TSV 1860 Monachium. Można poznać przyczyny takiego zwrotu akcji?
TSV było chaotycznym klubem. Wszystko było tam ważniejsze od sportu. Oczywiście nie chciałbym się źle wypowiadać o swoim byłym pracodawcy, ponieważ to nie ładnie, ale po spadku do 3. Bundesligi nie mogłem się tam czuć potrzebny. Nie chciałbym jednak wchodzić w szczegóły, bo tak jak mówię, nie byłoby to chyba na miejscu.
Ostatnio głośno było o tym, że jakoby jesteś zdziwiony tym, że żaden klub z 1. Bundesligi nie chce Cię zakontraktować. Możesz to potwierdzić?
W przeszłości za dużo spodziewałem się od swoich menadżerów, doradców. Byłem zirytowany też tym, że spadliśmy z TSV 1860 Monachium do 3. Bundesligi, a przecież grałem 12 lat dla czołowych zespołów w Bundeslidze. Był to trochę taki cios dla mnie. Nie mogłem się z tym pogodzić. Myślę, że dwu-, trzytygodniowy trening z drużyną pozwoliłby mi na powrót na najwyższy szczebel w Niemczech.













