Mistrzostwa świata zmierzają ku końcowi. Brazylijczycy zadają sobie teraz jedno pytanie: czy wraz z końcem tego ważnego dla nich turnieju zakończy się również przygoda Luiza Felipe Scolariego. Czy po porażce z Niemcami 7:1 jego ewentualna dymisja zostałaby przyjęta?
Luiz Felipe Scolari objął stanowisko selekcjonera „Canarinhos” po raz drugi. I wiele wskazuje na to, że i teraz pożegna się z nią po mistrzostwach świata. Tylko, że w 2014 roku nastroje wokół jego postaci są zupełnie inne.Gdy dwanaście lat temu Brazylia doszła do finału, to na rękach nosili go niemal wszyscy, a gdy jego reprezentacja wygrała z Niemcami – był na piłkarskim Mount Everest. I postanowił z niego zejść. Federacja nie przyjęła dymisji z lekką ręką, ale sam, wówczas 53-latek, chciał spróbować czegoś nowego i trafił na Półwysep Iberyjski, gdzie przejął wakat trenera Portugalii.
Z „A Seleccao” osiągnął sporo – finał mistrzostw Europy 2004, półfinał mundialu 2006, ćwierćfinał Euro 2008. Po turnieju w Austrii i Szwajcarii po raz kolejny powiedział „dość”! Tym razem poszedł do Chelsea. I po krótkich przygodach z „The Blues”, Bunyodkorem i Palmeiras wrócił do „Kanarków”. Wrócił z świetnym skutkiem. Podczas Pucharu Konfederacji rozgrywanym na własnym terenie, jego podopieczni stracili tylko jedną bramkę, a w finale rozgromili Niemców! To miała być zapowiedź nowej siły na światowym rynku. Brazylia, która na dwóch późniejszych turniejach przegrywała z kretesem jak radziecka armia przeszła przez zawody i nie zostawiła żadnych jeńców. Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.
Scolari przed mundialem nie zrobił żadnych zmian. Może to tu był jego błąd. Czy stagnacja i zbyt duża pewność siebie zaszkodziła tej drużynie? Ciężko powiedzieć. Pamiętajmy jednak, że już pierwsze spotkanie przyniosło dość duże kłopoty. Z Chorwacją nie było łatwo – szybko stracona bramka i konieczność rzucenia się do pomocy samemu sobie. Koło ratunkowe rzucił Neymar, chwycić się go pomógł jeszcze Nishimura i ostatecznie to Europejczycy opuścili stadion bez trzech punktów. „Canarinhos” nie grali porywającego futbolu w niemal żadnym spotkaniu. Wytarte schematy wystarczyły na fazę grupową i kolejne rundy. Prześlizgnąć się nie było tak trudno. Kiedy jednak wpada się na Niemców trzeba wiedzieć, że nie będzie tak łatwo. I nie było. „Die Nationalelf” szybko wzięło zemstę za rok 2013 i pokazało Brazylii, gdzie jest ich miejsce – na kolanach.
Wszyscy winę za porażkę zrzucili na Zunigę, który brutalnie faulował Neymara. Wróg publiczny numer 1 narodu przyćmił nieco idiotyczne zachowanie Thiago Silvy, który na własne życzenie obejrzał żółtą kartkę i wyskoczył z samolotu lecącego do półfinału. Zawodnik PSG rzeczywiście mógł coś zmienić – środek defensywy był bardzo niepewny i defensor mógł to zmienić. Jest jednak jedna wątpliwość. Dlaczego nikt nie powie, że błędem Scolariego był brak planu B. Niemcy rzeczywiście zagrali bardzo dobre spotkanie, ale rezerwowi nie mają prawa popełniać takich błędów! Nie w tej fazie turnieju! „Felipao” podobnie jak Vicente del Bosque jest niesamowicie przyzwyczajony do swoich nazwisk i nic nie zapowiada tego, by się odzwyczaił – chyba, że wywalą go na zbity pysk.










