Korona Kielce nie umiała znaleźć w sobotnim meczu sposobu na Ruch Chorzów. Ubolewał nad tym Marcin Sasal. Trener kieleckiego zespołu uważa jednak, że spotkanie można było zremisować.
Triumfował za to Waldemar Fornalik. Trener chorzowskiego zespołu zaskoczył wszystkich ustawieniem. Opłaciło się, trzy punkty powędrują bowiem na Śląsk.

– Przede wszystkim bardzo się cieszymy ze zdobytych punktów na trudnym kieleckim terenie. Myślę, że drużyna zagrała solidny mecz. Konsekwentny. Być może nasze ustawienie było dla kilku osób pewnym zaskoczeniem, gdyż przyzwyczailiśmy już wszystkich do gry dwoma napastnikami. Dziś postanowiliśmy to jednak zmienić i przyniosło to efekty w postaci punktów. Cieszymy się, że święta spędzimy w dobrej atmosferze. W drugiej połowie Komac miał idealną sytuację, gdyby wbiegł z piłką w pole karne, byłby w sytuacji sam na sam. Marek Zieńczuk mógł dwa razy dograć piłkę na szesnasty metr. Było kilka płynnych akcji, ale nie zawsze wszystko wychodzi idealnie – komentował na gorąco Waldemar Fornalik.
Marcin Sasal wskazał przyczyny przegranej. 40-letni szkoleniowiec uważa, że nie funkcjonowały skrzydła Korony. Zespół miał także problemy z rozegraniem piłki.
– Trzeba powiedzieć, że Ruch zagrał defensywnie i bardzo konsekwentnie, szczególnie w pierwszej połowie. Przede wszystkim nie pozwolili nam rozwinąć skrzydeł, które w ogóle nie grały. Trudno nam było znaleźć sposób, aby przedostać się pod bramkę rywala. Atak pozycyjny nam wybitnie nie leżał, nie mogliśmy znaleźć sposobu na rozegranie akcji. Mimo to stworzyliśmy sobie kilka sytuacji. Maciek Korzym zbyt długo zwlekał ze strzałem, Andrzej [Niedzielan – przy. red.] również zmarnował swoją okazję, Stano nie wykorzystał kiksu, wspomnieć należy także o sytuacjach Dawida Janczyka. Był to taki mecz na remis, mimo to punkty pojadą do Chorzowa. Musimy teraz szukać punktów w meczach wyjazdowych – mówił Marcin Sasal.











