W teorii odpowiedź na pytanie zawarte w tytule wydaje się prosta. Chelsea prowadzona przez Sarriego skończyła ligę dwa miejsca wyżej niż Arsenal Emery’ego (chociaż w tabeli oba kluby dzieliły raptem dwa punkty). Do tego „The Blues” mogą pochwalić się awansem do finału Pucharu Ligi, w którym po naprawdę wyrównanym boju przegrali z Manchesterem City po serii rzutów karnych. Niewykluczone, że gdyby nie zachowanie Kepy, to Chelsea sięgnęłaby po to trofeum. Jednakże pomimo aspektów sportowych to Sarri jest tym, który jest bardziej krytykowany, i to Włochowi zaczynają puszczać nerwy. Emery ma z pewnością większy komfort pracy.
Pomimo całego zamieszania, które ma miejsce wokół włoskiego trenera, trzeba powiedzieć wprost – Sarri w tym sezonie wyciągnął z obecnego składu Chelsea sto procent. Finał Ligi Europy, finał Pucharu Ligi, trzecie miejsce w lidze. To naprawdę nie jest zły rezultat jak na potencjał kadry „The Blues”, w której przede wszystkim brakuje skutecznej klasycznej „dziewiątki”. Giroud i Higuain w tej formie to nie są gwaranty wielu goli, a Hazard ustawiany jako fałszywy napastnik traci swoje najlepsze atuty. Styl ekipy Sarriego nie zachwycał, ale efekt końcowy jest dobry.
Mimo to sporo mówi się o odejściu Włocha, który miał rzekomo stracić szatnię. Nie od dziś wiadomo, że szatnia „The Blues” nie należy do spokojnych, a konflikty z piłkarzami mieli już wcześniej między innymi Villas-Boas, Mourinho czy Conte. Teraz przyszła kolej na Sarriego. Wygląda na to, że w Chelsea nie może być spokojnie dłużej niż rok.
Spokój Emery’ego
Emery z pewnością ma lepsze warunki do pracy. Włodarze Arsenalu są zupełnie nieprzyzwyczajeni do nagłego zwalniania trenerów, więc nie dziwi fakt, że w żadnym momencie sezonu nie pojawiały się plotki o zwolnieniu Hiszpana. Wiele można powiedzieć o ludziach zarządzających „The Gunners”, ale na pewno nie to, że są w gorącej wodzie kąpani. Do Wengera mieli anielską cierpliwość, mimo że ostatnie lata jego kadencji nie były jakoś szczególnie udane.
Były trener m.in. Sevilli także został obdarzony sporym kredytem zaufania i będzie miał czas na zbudowanie silnego Arsenalu. Takiej stabilności posady może Hiszpanowi pozazdrościć wielu kolegów po fachu, np. Sarri. Jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, to Włoch praktycznie od połowy sezonu jest na wylocie z klubu, a wcale nie radzi sobie gorzej niż menedżer „The Gunners”. Bardziej pewny swojej posady niż Emery może być chyba tylko Michał Probierz, czyli trener-wiceprezes Cracovii.
A już tak zupełnie na poważnie – na ocenę pierwszego sezonu Emery’ego z pewnością znacząco wpłynie dzisiejszy finał. Jeśli wygra go Arsenal, to humory w drużynie będą wyśmienite. Londyńczycy zakwalifikują się do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów oraz będą mogli pochwalić się europejskim trofeum, które jeszcze na dodatek umożliwi im walkę o Superpuchar Europy. Jeżeli tak to się zakończy, to będzie to naprawdę dobry wynik jak na pierwszy sezon pracy Hiszpana na Wyspach. Takie zakończenie sezonu to świetny prognostyk na przyszłość mimo dopiero piątego miejsca w lidze.
Jednakże w przypadku porażki minioną kampanię będzie można ocenić jako przeciętną. Arsenal zakończył ligę poza TOP 4 po raz trzeci z rzędu. Jeśli „The Gunners” nie zdobędą pucharu za triumf w Lidze Europy, to będzie to równoznaczne z tym, że trzeci rok z rzędu będą zmuszeni zadowolić się jedynie Ligą Europy. Fani „Kanonierów” nie wyobrażają sobie takiego scenariusza, ponieważ tęsknią za Ligą Mistrzów.











