W niedzielę rozegrano aż sześć meczów 7. kolejki Primera Division. W najciekawszych spotkaniach Mallorca przegrała z Espanyolem 0:1, Athletic Bilbao pokonał Saragossę 2:1, a Sporting Gijon wygrał z Sevillą 2:0.
Mallorca – Espanyol
Spotkanie to miało przynieść odpowiedź, która z tych drużyn skutecznie włączy się w walkę o europejskie puchary. W ubiegłym sezonie Ono Estadi było jednym z najtrudniejszych boisk dla rywali, podobnie jest w tym sezonie – Real Madryt tylko bezbramkowo zremisował, a Osasuna i Real Sociedad schodziły pokonane. Z kolei Espanyol na wyjazdach prezentuje się w tym sezonie bardzo źle, przegrał wszystkie trzy wyjazdowe mecze, dlatego też łatwo było wskazać faworyta tego spotkania.
Mallorca przegrała z Espanyolem 0:1 (fot. as.com)
Mecz zdecydowanie odważniej rozpoczęli goście, czego efektem były trzy pozycje spalone już po sześciu minutach. Obie ekipy nie zamierzały skupiać się na obronie własnej bramki, tylko stworzyły ciekawe widowisko – okazji nie brakowało ani pod jedną, ani pod drugą bramką, jednak zawodziła skuteczność. Pierwszy gol padł w 31. minucie spotkania – Kevin Garcia popchnął lekko w polu karnym Luisa Garcię, a sędzia wskazał na 11. metr. Kontrowersyjny rzut karny wykonał sam poszkodowany i nieoczekiwanie to goście objęli prowadzenie. Pięć minut później doszło do kolejnej kontrowersyjnej sytuacji – napastnik Espanyolu, Osvaldo, wyskakując do piłki, łokciem uderzył obrońcę gospodarzy, Crespiego, i osłabił swój zespół, gdyż sędzia pokazał mu czerwony kartonik. Można było zgodzić się z protestami graczy z Katalonii – wielu sędziów nie podjęłoby takiej decyzji.
Podopieczni Michaela Laudrupa, widząc swoją szansę, starali się zaatakować, ale ich ataki były skutecznie rozbijane przez rywali. Zmiana stron nie przyniosła wielkiej zmiany – gra się zaostrzyła, czego efektem były żółte kartki dla graczy obydwu drużyn, ale nie zaowocowało to golami. Po wyrównanym meczu Espanyol odniósł pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie i przesunął się na miejsce premiowane grą w europejskich pucharach.
Levante – Real Sociedad
W innym niedzielnym spotkaniu 7. kolejki spotkali się dwaj beniaminkowie, Levante i Real Sociedad. Od początku meczu obie drużyny grały defensywnie, skupiając się bardziej na rozbijaniu akcji ofensywnych rywala niż na konstruowaniu własnych. Levante ta taktyka udała się już w przypadku Realu Madryt, ale Real Sociedad to zdecydowanie niższy poziom i można było oczekiwać od gospodarzy czegoś więcej niż tylko gry destrukcyjnej. Najgroźniejszą sytuację gospodarze stworzyli w 28. minucie, ale strzał Sergio trafił tylko w słupek. Do przerwy żadna z drużyn nie stworzyła sobie stuprocentowej sytuacji i utrzymał się bezbramkowy remis.
Po przerwie sytuacja nie uległa zmianie. Obie ekipy bardzo starały się uśpić kibiców, aż do 59. minuty. Do dośrodkowania z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył Asier Del Horno i pokonał Bravo. Obrońca gospodarzy był najlepszym graczem meczu. Mimo iż zdobył gola, to tuż po wznowieniu gry doznał kontuzji i, pomimo interwencji masażystów, kilka minut później musiał opuścić boisko. W obliczu widma porażki trener Realu Sociedad zdecydował się w 64. minucie na podwójną zmianę, wprowadzając dwóch ofensywnych graczy, ale przyniosło to efekt przeciwny do zamierzonego – już minutę później Levante prowadziło 2:0, a gola w sytuacji sam na sam zdobył Caicedo. Pierwszą bramkową sytuację w drugiej połowie Real Sociedad stworzył dopiero w 75. minucie, jednak strzał Zurutuza nie stanowił zagrożenia dla Manuela Reiny.
Trzy minuty później goście zdobyli kontaktowego gola. Po indywidualnej akcji wprowadzony w drugiej połowie Sarpong zamknął dośrodkowanie z prawej strony pola karnego i strzałem głową nie dał szans Reinie. Pomimo utraty gola, Levante kontrolowało grę i nie pozwalało graczom z San Sebastian przedostać się pod własne pole karne. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie i Levante zanotowało drugą wygraną z rzędu i powoli staje się ekipą mogącą poważnie myśleć o utrzymaniu w Primera Division.
Deportivo – Osasuna
Mecz z Osasuną miał być najlepszą okazją do odniesienia pierwszego zwycięstwa ekipy z El Riazor w tym sezonie. Drużyna Deportivo w tym sezonie spisuje się gorzej niż źle, czego dowodem była porażka w ostatniej kolejce z Realem Madryt aż 1:6. Jednak rywal nie radzi sobie o wiele lepiej – mając tylko dwa punkty więcej, podopieczni Jose Antonio Camacho są kolejnym rozczarowaniem tego sezonu. W przypadku ewentualnej przegranej, wszystko wskazywało na to, że trener gospodarzy jako drugi szkoleniowiec w tym sezonie straci posadę.
Już od pierwszych minut mecz mógł się podobać. Obie ekipy wyszły silnie zmotywowane, czego dowodem były świetne sytuacje Lassada, Vadocza i Tomasa, jednak żadnej ze stron nie udało się strzelić pierwszego gola. Dość nieoczekiwanie od 34. minuty Osasuna musiała grać w osłabieniu – Camunas został zatrzymany w polu karnym, jednak gwizdek sędziego milczał. Wtedy to gracz Osasuny podbiegł do arbitra głównego zaprotestować. Nie wiadomo, co powiedział do sędziego, ten jednak pokazał mu czerwoną kartkę i odesłał do szatni.
Deportivo w tym sezonie nadal nie może poznać smaku zwycięstwa (fot. as.com)
Pomimo gry w przewadze, Deportivo nie udawało się przedostać pod bramkę rywala, a strzały z dystansu mijały bramkę Ricardo. Po przerwie obraz gry się utrzymywał i patrząc na przebieg zarówno tego, jak i innych niedzielnych spotkań, można było pomyśleć, że wszystkie emocje skupiły się na sobotnich spotkaniach. Świetne zawody rozgrywał bramkarz Osasuny, Ricardo, który popisał się kilkunastoma paradami. Do końca meczu Deportivo nie potrafiło wykorzystać gry w przewadze i pojedynek zakończył się podziałem punktów, a podopieczni Angela Lotiny schodzili z boiska z opuszczonymi głowami, ciągle czekając na pierwszą wygraną w tym sezonie.
Racing – Almeria
Spotkanie z Almerią miało dać odpowiedź na pytanie, na co stać w tym sezonie podopiecznych Miguela Portugala. Z powodu niekorzystnego terminarza Racing przegrał już w tym sezonie z Barceloną, Valencią, Villarrealem, Sevillą i Getafe, a jedyne zwycięstwo odniósł nad Saragossą. Gospodarze w pierwszej połowie urządzili ostrzał bramki Almerii, jednak albo świetnymi interwencjami popisywał się Alves, albo nieskutecznością razili piłkarze Racingu, jak Rosenberg, który nie sięgnął piłki i swoją frustrację wyładował na słupku. Gospodarze byli zdecydowanie stroną przeważającą i udokumentowali to w 32. minucie – na strzał zza pola karnego zdecydował się Munitis i piłka wpadła w okienko bramki interweniującego Alvesa. Jednobramkowe prowadzenie nie satysfakcjonowało Racingu i cały czas dążył do podwyższenia. W marnowaniu sytuacji przewodził Rosenberg, który w tym meczu sam oddał ponad 10 strzałów.
W drugiej połowie nic się nie zmieniło – Almeria stworzyła sobie kilka świetnych sytuacji, jak strzał Piattiego w 61. minucie. Najlepszą sytuację do podwyższenia miał Rosenberg, ale w przeciągu trzech minut, między 74. i 76. minutą nie wykorzystał trzech (!) sytuacji sam na sam. Bramkarz gościu uratował swój zespół przed pogromem, ale nie uratował dla swojego zespołu choćby remisu i piłkarze Racingu Santander zasłużenie, choć skromnie, wygrali z Almerią.
Athletic – Saragossa
Mecz w Bilbao miał być przełomowy dla obydwu drużyn. Dla Basków ewentualna wygrana pozwoliłaby ponownie zacząć myśleć nad grą w europejskich pucharach, natomiast dla gości miał być początkiem drogi ku górnym rejonom tabeli – przed tą kolejką Saragossa tylko dzięki lepszemu stosunkowi bramkowemu wyprzedzała ostatnie w tabeli Deportivo.
Zdecydowanie lepiej mecz rozpoczęli gospodarze, którzy już w 11. minucie objęli prowadzenie. Po wybiciu piłki przez jednego z obrońców futbolówka spadła na 20. metr, gdzie strzałem z powietrza Iraola nie dał szans Doblasowi. Athletic szybko poszedł za ciosem i w 23. minucie prowadził już 2:0. Susaeta wbiegł w pole karne, nie dał odebrać sobie piłki i dośrodkował na trzeci metr, skąd strzałem głową Llorente podwyższył wynik. Mecz był bardzo brutalny, czego wynikiem było aż dziewięć żółtych kartek, z czego jedna czerwona – w 53. minucie drugi żółty kartonik zobaczył Adam Pinter i musiał opuścić boisko. Wielkiego pecha miał też Ibai Gomez – wprowadzony w 67. minucie pomocnik gospodarzy opuścił na noszach boisko już pięć minut później. Do końca meczu Baskowie grali jakby byli na treningu i chcieli najmniejszym nakładem sił dowieźć zwycięstwo do końca. Taka strategia zemściła się w ostatniej akcji meczu – Braulio otrzymał świetną piłkę na linii pola karnego, położył trzech obrońców i potężnym strzałem w okienko nie dał szans Iraizozowi, strzelając honorową bramkę i ustalając wynik meczu. W tym momencie drużyna z Saragossy jest w beznadziejnej sytuacji – nie dość, że zajmuje ostatnie miejsce w tabeli bez choćby jednej wygranej, to jeszcze w najbliższych kolejkach czekają ją mecze z Barceloną i Valencią.
Sporting Gijon – Sevilla
Po kończącym niedzielne zmagania meczu, obfitującym w sytuacje bramkowe, Sporting Gijon pokonał Sevillę 2:0. Wynik może być zaskoczeniem, ale oddaje przewagę będącego przed tą kolejką blisko strefy spadkowej Sportingu. Wynik już w 6. minucie otworzył Sangoy – wyskoczył do dośrodkowania Riviery i strzałem głową pokonał z bliskiej odległości Palopa. Mecz mógł się podobać, był toczony w szybkim tempie, a obie ekipy stworzyły sobie wiele sytuacji. Jednak na drugiego gola kibice musieli czekać aż do 50. minuty – lewą stroną pomknął Camelo, dośrodkował płasko w pole karne, a tam stojący tyłem do bramki Castro strzałem piętą wkręcił piłkę do siatki – gol ten będzie zapewne golem kolejki. Cztery minuty później powinno być już 3:0, ale zmierzający do bramki strzał Sangoya został wybity niemal z linii bramkowej. Widać było, że gospodarze są świetnie przygotowani do tego meczu, a szybko stracony drugi gol podciął skrzydła podopiecznym Gregorio Manzano. Na niewiele zdało się nawet wprowadzenie Fredrica Kanoute – nie zdołał on stworzyć sobie żadnej bramkowej sytuacji. Do kuriozalnej sytuacji doszło w 84. minucie – Nacho Novo strzelił bramkę w swoim debiucie w barwach Sportingu i z radości pobiegł do narożnika boiska, zdejmując koszulkę. Sevilla szybko rozpoczęła grę, gdyż… sędzia gola nie uznał, dopatrując się pozycji spalonej, a niczego nieświadomy Hiszpan dalej cieszył się ze strzelenia gola. Pechowy strzelec nie dość, że naraził się na śmieszność, to jeszcze otrzymał za swoją radość żółtą kartką. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie – Sporting Gijon cały czas kontrolował sytuację i, wygrywając z Sevillą 2:0, oddalił się od strefy spadkowej.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
W niedzielę rozegrano aż sześć meczów 7. kolejki Primera Division. W najciekawszych spotkaniach Mallorca przegrała z Espanyolem 0:1, Athletic Bilbao pokonał Saragossę 2:1, a Sporting Gijon wygrał z Sevillą 2:0.
Mallorca – Espanyol
Spotkanie to miało przynieść odpowiedź, która z tych drużyn skutecznie włączy się w walkę o europejskie puchary. W ubiegłym sezonie Ono Estadi było jednym z najtrudniejszych boisk dla rywali, podobnie jest w tym sezonie – Real Madryt tylko bezbramkowo zremisował, a Osasuna i Real Sociedad schodziły pokonane. Z kolei Espanyol na wyjazdach prezentuje się w tym sezonie bardzo źle, przegrał wszystkie trzy wyjazdowe mecze, dlatego też łatwo było wskazać faworyta tego spotkania.
Mallorca przegrała z Espanyolem 0:1 (fot. as.com)
Mecz zdecydowanie odważniej rozpoczęli goście, czego efektem były trzy pozycje spalone już po sześciu minutach. Obie ekipy nie zamierzały skupiać się na obronie własnej bramki, tylko stworzyły ciekawe widowisko – okazji nie brakowało ani pod jedną, ani pod drugą bramką, jednak zawodziła skuteczność. Pierwszy gol padł w 31. minucie spotkania – Kevin Garcia popchnął lekko w polu karnym Luisa Garcię, a sędzia wskazał na 11. metr. Kontrowersyjny rzut karny wykonał sam poszkodowany i nieoczekiwanie to goście objęli prowadzenie. Pięć minut później doszło do kolejnej kontrowersyjnej sytuacji – napastnik Espanyolu, Osvaldo, wyskakując do piłki, łokciem uderzył obrońcę gospodarzy, Crespiego, i osłabił swój zespół, gdyż sędzia pokazał mu czerwony kartonik. Można było zgodzić się z protestami graczy z Katalonii – wielu sędziów nie podjęłoby takiej decyzji.
Podopieczni Michaela Laudrupa, widząc swoją szansę, starali się zaatakować, ale ich ataki były skutecznie rozbijane przez rywali. Zmiana stron nie przyniosła wielkiej zmiany – gra się zaostrzyła, czego efektem były żółte kartki dla graczy obydwu drużyn, ale nie zaowocowało to golami. Po wyrównanym meczu Espanyol odniósł pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie i przesunął się na miejsce premiowane grą w europejskich pucharach.
Levante – Real Sociedad
W innym niedzielnym spotkaniu 7. kolejki spotkali się dwaj beniaminkowie, Levante i Real Sociedad. Od początku meczu obie drużyny grały defensywnie, skupiając się bardziej na rozbijaniu akcji ofensywnych rywala niż na konstruowaniu własnych. Levante ta taktyka udała się już w przypadku Realu Madryt, ale Real Sociedad to zdecydowanie niższy poziom i można było oczekiwać od gospodarzy czegoś więcej niż tylko gry destrukcyjnej. Najgroźniejszą sytuację gospodarze stworzyli w 28. minucie, ale strzał Sergio trafił tylko w słupek. Do przerwy żadna z drużyn nie stworzyła sobie stuprocentowej sytuacji i utrzymał się bezbramkowy remis.
Po przerwie sytuacja nie uległa zmianie. Obie ekipy bardzo starały się uśpić kibiców, aż do 59. minuty. Do dośrodkowania z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył Asier Del Horno i pokonał Bravo. Obrońca gospodarzy był najlepszym graczem meczu. Mimo iż zdobył gola, to tuż po wznowieniu gry doznał kontuzji i, pomimo interwencji masażystów, kilka minut później musiał opuścić boisko. W obliczu widma porażki trener Realu Sociedad zdecydował się w 64. minucie na podwójną zmianę, wprowadzając dwóch ofensywnych graczy, ale przyniosło to efekt przeciwny do zamierzonego – już minutę później Levante prowadziło 2:0, a gola w sytuacji sam na sam zdobył Caicedo. Pierwszą bramkową sytuację w drugiej połowie Real Sociedad stworzył dopiero w 75. minucie, jednak strzał Zurutuza nie stanowił zagrożenia dla Manuela Reiny.
Trzy minuty później goście zdobyli kontaktowego gola. Po indywidualnej akcji wprowadzony w drugiej połowie Sarpong zamknął dośrodkowanie z prawej strony pola karnego i strzałem głową nie dał szans Reinie. Pomimo utraty gola, Levante kontrolowało grę i nie pozwalało graczom z San Sebastian przedostać się pod własne pole karne. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie i Levante zanotowało drugą wygraną z rzędu i powoli staje się ekipą mogącą poważnie myśleć o utrzymaniu w Primera Division.
Deportivo – Osasuna
Mecz z Osasuną miał być najlepszą okazją do odniesienia pierwszego zwycięstwa ekipy z El Riazor w tym sezonie. Drużyna Deportivo w tym sezonie spisuje się gorzej niż źle, czego dowodem była porażka w ostatniej kolejce z Realem Madryt aż 1:6. Jednak rywal nie radzi sobie o wiele lepiej – mając tylko dwa punkty więcej, podopieczni Jose Antonio Camacho są kolejnym rozczarowaniem tego sezonu. W przypadku ewentualnej przegranej, wszystko wskazywało na to, że trener gospodarzy jako drugi szkoleniowiec w tym sezonie straci posadę.
Już od pierwszych minut mecz mógł się podobać. Obie ekipy wyszły silnie zmotywowane, czego dowodem były świetne sytuacje Lassada, Vadocza i Tomasa, jednak żadnej ze stron nie udało się strzelić pierwszego gola. Dość nieoczekiwanie od 34. minuty Osasuna musiała grać w osłabieniu – Camunas został zatrzymany w polu karnym, jednak gwizdek sędziego milczał. Wtedy to gracz Osasuny podbiegł do arbitra głównego zaprotestować. Nie wiadomo, co powiedział do sędziego, ten jednak pokazał mu czerwoną kartkę i odesłał do szatni.
Deportivo w tym sezonie nadal nie może poznać smaku zwycięstwa (fot. as.com)
Pomimo gry w przewadze, Deportivo nie udawało się przedostać pod bramkę rywala, a strzały z dystansu mijały bramkę Ricardo. Po przerwie obraz gry się utrzymywał i patrząc na przebieg zarówno tego, jak i innych niedzielnych spotkań, można było pomyśleć, że wszystkie emocje skupiły się na sobotnich spotkaniach. Świetne zawody rozgrywał bramkarz Osasuny, Ricardo, który popisał się kilkunastoma paradami. Do końca meczu Deportivo nie potrafiło wykorzystać gry w przewadze i pojedynek zakończył się podziałem punktów, a podopieczni Angela Lotiny schodzili z boiska z opuszczonymi głowami, ciągle czekając na pierwszą wygraną w tym sezonie.
Racing – Almeria
Spotkanie z Almerią miało dać odpowiedź na pytanie, na co stać w tym sezonie podopiecznych Miguela Portugala. Z powodu niekorzystnego terminarza Racing przegrał już w tym sezonie z Barceloną, Valencią, Villarrealem, Sevillą i Getafe, a jedyne zwycięstwo odniósł nad Saragossą. Gospodarze w pierwszej połowie urządzili ostrzał bramki Almerii, jednak albo świetnymi interwencjami popisywał się Alves, albo nieskutecznością razili piłkarze Racingu, jak Rosenberg, który nie sięgnął piłki i swoją frustrację wyładował na słupku. Gospodarze byli zdecydowanie stroną przeważającą i udokumentowali to w 32. minucie – na strzał zza pola karnego zdecydował się Munitis i piłka wpadła w okienko bramki interweniującego Alvesa. Jednobramkowe prowadzenie nie satysfakcjonowało Racingu i cały czas dążył do podwyższenia. W marnowaniu sytuacji przewodził Rosenberg, który w tym meczu sam oddał ponad 10 strzałów.
W drugiej połowie nic się nie zmieniło – Almeria stworzyła sobie kilka świetnych sytuacji, jak strzał Piattiego w 61. minucie. Najlepszą sytuację do podwyższenia miał Rosenberg, ale w przeciągu trzech minut, między 74. i 76. minutą nie wykorzystał trzech (!) sytuacji sam na sam. Bramkarz gościu uratował swój zespół przed pogromem, ale nie uratował dla swojego zespołu choćby remisu i piłkarze Racingu Santander zasłużenie, choć skromnie, wygrali z Almerią.
Athletic – Saragossa
Mecz w Bilbao miał być przełomowy dla obydwu drużyn. Dla Basków ewentualna wygrana pozwoliłaby ponownie zacząć myśleć nad grą w europejskich pucharach, natomiast dla gości miał być początkiem drogi ku górnym rejonom tabeli – przed tą kolejką Saragossa tylko dzięki lepszemu stosunkowi bramkowemu wyprzedzała ostatnie w tabeli Deportivo.
Zdecydowanie lepiej mecz rozpoczęli gospodarze, którzy już w 11. minucie objęli prowadzenie. Po wybiciu piłki przez jednego z obrońców futbolówka spadła na 20. metr, gdzie strzałem z powietrza Iraola nie dał szans Doblasowi. Athletic szybko poszedł za ciosem i w 23. minucie prowadził już 2:0. Susaeta wbiegł w pole karne, nie dał odebrać sobie piłki i dośrodkował na trzeci metr, skąd strzałem głową Llorente podwyższył wynik. Mecz był bardzo brutalny, czego wynikiem było aż dziewięć żółtych kartek, z czego jedna czerwona – w 53. minucie drugi żółty kartonik zobaczył Adam Pinter i musiał opuścić boisko. Wielkiego pecha miał też Ibai Gomez – wprowadzony w 67. minucie pomocnik gospodarzy opuścił na noszach boisko już pięć minut później. Do końca meczu Baskowie grali jakby byli na treningu i chcieli najmniejszym nakładem sił dowieźć zwycięstwo do końca. Taka strategia zemściła się w ostatniej akcji meczu – Braulio otrzymał świetną piłkę na linii pola karnego, położył trzech obrońców i potężnym strzałem w okienko nie dał szans Iraizozowi, strzelając honorową bramkę i ustalając wynik meczu. W tym momencie drużyna z Saragossy jest w beznadziejnej sytuacji – nie dość, że zajmuje ostatnie miejsce w tabeli bez choćby jednej wygranej, to jeszcze w najbliższych kolejkach czekają ją mecze z Barceloną i Valencią.
Sporting Gijon – Sevilla
Po kończącym niedzielne zmagania meczu, obfitującym w sytuacje bramkowe, Sporting Gijon pokonał Sevillę 2:0. Wynik może być zaskoczeniem, ale oddaje przewagę będącego przed tą kolejką blisko strefy spadkowej Sportingu. Wynik już w 6. minucie otworzył Sangoy – wyskoczył do dośrodkowania Riviery i strzałem głową pokonał z bliskiej odległości Palopa. Mecz mógł się podobać, był toczony w szybkim tempie, a obie ekipy stworzyły sobie wiele sytuacji. Jednak na drugiego gola kibice musieli czekać aż do 50. minuty – lewą stroną pomknął Camelo, dośrodkował płasko w pole karne, a tam stojący tyłem do bramki Castro strzałem piętą wkręcił piłkę do siatki – gol ten będzie zapewne golem kolejki. Cztery minuty później powinno być już 3:0, ale zmierzający do bramki strzał Sangoya został wybity niemal z linii bramkowej. Widać było, że gospodarze są świetnie przygotowani do tego meczu, a szybko stracony drugi gol podciął skrzydła podopiecznym Gregorio Manzano. Na niewiele zdało się nawet wprowadzenie Fredrica Kanoute – nie zdołał on stworzyć sobie żadnej bramkowej sytuacji. Do kuriozalnej sytuacji doszło w 84. minucie – Nacho Novo strzelił bramkę w swoim debiucie w barwach Sportingu i z radości pobiegł do narożnika boiska, zdejmując koszulkę. Sevilla szybko rozpoczęła grę, gdyż… sędzia gola nie uznał, dopatrując się pozycji spalonej, a niczego nieświadomy Hiszpan dalej cieszył się ze strzelenia gola. Pechowy strzelec nie dość, że naraził się na śmieszność, to jeszcze otrzymał za swoją radość żółtą kartką. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie – Sporting Gijon cały czas kontrolował sytuację i, wygrywając z Sevillą 2:0, oddalił się od strefy spadkowej.