Trzecie miejsce od końca w tabeli pierwszej ligi może nie jest powodem do dumy czy momentem, w którym powinny strzelać szampany. Ale każdy sukces należy oceniać przez pryzmat tego, co działo się do tej pory. Sandecja Nowy Sącz po pierwszych 11 kolejkach miała jeden zdobyty punkt! Była czerwoną latarnią i najlepszym dostarczycielem punktów. Fakt, ten sezon miał być przeznaczony na przebudowę drużyny pod kątem walki o awans do ekstraklasy w przyszłym roku. Jednak, żeby powalczyć o promocję z pierwszej ligi do elity, trzeba się najpierw w tej pierwszej lidze utrzymać. A tego nie zapowiadał początek rozgrywek w wykonaniu Sandecji.
Trzy lata temu, w sezonie 2017/2018 Sandecja Nowy Sącz występowała w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ale po jednym sezonie nowosądeczanie opuścili szeregi ekstraklasy. W pierwszym roku po spadku zajęli 4 miejsce, ze sporą stratą punktową do zdecydowanie prowadzącej wtedy pierwszej trójki. W poprzednim roku postawiono na odmłodzenie składu, co powiodło się, bo Sandecja zajęła pierwsze miejsce w klasyfikacji Pro Junior System. Jednak jeśli chodzi o miejsce w tabeli, to finalnie skończyli na dwunastym. Pewni utrzymania w Nowym Sączu byli dopiero po przedostatniej kolejce. Finalnie biało-czarni o 4 punkty wyprzedzili strefę spadkową, ale tylko 6 punktów zabrakło do gry o awans w barażach. Dostępny jest PZBuk kod bonusowy do obstawiania meczów Sandecji.
Karuzela i efekt nowej miotły
Po spadku przez dwa lata drużynę prowadził dobrze znany w Nowym Sączu Tomasz Kafarski. Miał duży kredyt zaufania i dostał jasny sygnał, że poprzedni i obecny sezon będą czasem na przebudowę drużyny. 45-letni szkoleniowiec mimo, że przez cały czas grał o utrzymanie, to zajmował pierwsze miejsce w klasyfikacji Pro Junior System. Tym większe było zdziwienie, kiedy włodarze klubu uznali, że zwolnią trenera Kafarskiego i na ostatnie kolejki zatrudnią nowy duet trenerski – byłych srebrnych medalistów z Barcelony, Piotra Świerczewskiego i Marcina Jałochę. Najprawdopodobniej uznali, że piłkarze potrzebują bodźca i polepszenia atmosfery, aby wygrywać w decydujących meczach.
Misja się powiodła, bo Sandecja Nowy Sącz nie spadła do 2. ligi, ale tej pary trenerskiej na nowosądeckiej ławce już później nie oglądaliśmy. Od początku przygotowań drużynę przejął Piotr Mandrysz. W klubie bardzo liczyli na jego doświadczenie i na to, że przygotuje on w odpowiedni sposób skład na przyszłoroczne rozgrywki i walkę o awans. A ten ma się pokrywać z budową, długo wyczekiwanego po ostatnim sezonie w ekstraklasie, stadionu. Niestety jak czas pokazał, plany spaliły na panewce. Dziesięć kolejek, jeden zdobyty punkt i Mandrysz stracił posadę. W jego miejsce pojawił się strażak – Dariusz Dudek.











