Manchester City wygrał z Red Bullem Salzburg 3:0. Dwie bramki dla podopiecznych Roberto Manciniego zdobył Mario Balotelli, a jedno trafienie zaliczył Adam Johnson.
Mecz o wszystko – tak jeszcze na wiele godzin przed jego starciem komentowali dziennikarze w Anglii. Przed rozpoczęciem zmagań w fazie grupowej Ligi Europy nikt nie spodziewał się, że posiadający tak wiele gwiazd Manchester City będzie miał kłopoty z pokonaniem Lecha Poznań czy Juventusu Turyn, który dopiero powraca do elity po kilku latach przerwy spowodowanej karną degradacją do Serie B.

Spotkanie nie zaczęło się od zmasowanych ataków angielskiego zespołu. W pierwszych dziesięciu minutach zawodnicy Salzburga starali się utrzymywać przy piłce i swobodnie ją rozgrywać, co wychodziło im naprawdę dobrze. Pierwszą groźną akcją tego spotkania był rajd Mario Balotellego. Były gracz Interu Mediolan przemknął lewą stroną, zszedł do środka i potężnie uderzył w kierunku bramki, strzał jednak był niecelny. Chwilę później w zamieszaniu podbramkowym gola o mały włos nie zdobył Joleon Lescott, jednak jego próbę z ostrego kąta wybronił golkiper Red Bulla Salzburg, Gerhard Tremmel. W kolejnych pięciu minutach „The Citizens” wypracowali sobie aż trzy stuprocentowe sytuacje, jednak ani jednej nie wykorzystali. W pierwszej akcji kiepsko spisał się Jo. Były gracz CSKA Moskwa przy sprincie do prostopadłego podania przegrał walkę bark w bark i upadł na murawę. Następnie Tremmela nie zdołał pokonać Shaun Wright-Phillips. Syn Iana Wrighta w sytuacji sam na sam uderzył wprost w bramkarza gości. Niespełna minutę później gracze City wychodzili we dwóch niemalże oko w oko z bramkarzem Salzburga, jednak egoizm Mario Balotellego spowodował, że uderzył na bramkę, a wystarczyło podać do nadbiegającego Jo, a ten znalazłby się naprzeciw pustej bramki.
Balotelli jednak zachował zimną krew w 18. minucie. Czarnoskóry napastnik był adresatem podania Pablo Zabalety z lewej strony boiska, nie zastanawiając się, uderzył z powietrza lewą nogą na bramkę Tremmela i mimo asysty jednego z obrońców, zdołał skierować piłkę do siatki. Pierwsza akcja Red Bull Salzburg, którą można nazwać zagrażającą bramce Shaya Givena, był strzał głową z pięciu metrów Afolabiego, jednak i tym razem irlandzki bramkarz mógł odprowadzić piłkę wzrokiem poza linię boiska. Drugi kwadrans gry rozpoczął się nieco ospale, ponieważ gospodarze nie potrafili dobić wybijającego futbolówkę po autach Salzburga. Nadzieją gości był Jakob Jantscher, do którego była adresowana większość piłek, jednak w pojedynkę nie zdołał sobie poradzić z defensywą faworyzowanego rywala. W ostatnich minutach pierwszej połowy James Millner wyszedł oko w oko z Gerhardem Tremmelem, jednak nonszalancko uderzył po długim rogu bramki i nie zdołał do niej trafić.












