ŁKS Łódź w swoim pierwszym spotkaniu nowego sezonu pierwszej ligi pokonał na wyjeździe GKS Katowice 2:1. Wynik meczu otworzył po samobójczym trafieniu Michal Farkas. Drugiego gola dla łodzian strzelił Paweł Sasin. Natomiast honorowe trafienie dla gospodarzy zanotował Przemysław Pitry.
Niedzielne popołudnie na zapleczu ekstraklasy przebiegało pod znakiem zmagań GieKSy Katowice i ŁKS-u Łódź. O ile przed meczem katowiczan atmosfera w pobliskim wesołym miasteczku była świetna i na wielu twarzach widać było uśmiech ludzi, to zupełnie inne nastroje panowały kilkanaście metrów dalej, a konkretnie przy ulicy Bukowej, gdzie swój mecz rozegrać mieli piłkarze „Trójkolorowych” oraz „Rycerzy Wiosny”.

Sytuacja zespołów, które miały rywalizować o pierwszoligowe punkty – delikatnie rzecz ujmując – była nie do pozazdroszczenia. Gospodarze musieli kompletować skład jeszcze dzień przed meczem ligowym, dzięki czemu Rafał Górak mógł mieć siedmiu graczy na ławce rezerwowych. Sytuacja taka nie była obca również opiekunowi łodzian, Markowi Chojnackiemu, który nie mógł skorzystać w inauguracyjnym spotkaniu pierwszej ligi między innymi z filigranowego Agwama Papikyanama, który był w Armenii, by odbyć… służbę wojskową, i także wzmocnił skład utalentowaną młodzieżą.
Początek spotkania mógł się wyśmienicie rozpocząć dla gospodarzy. Już w 5. minucie klarowną sytuację wypracował Marcinowi Pietroniowi Krzysztof Wołkowicz, który ładnie uwolnił się spod opieki defensywy łodzian i dośrodkował w pole karne. Jednak były piłkarz Górnika Zabrze trafił wprost w bramkę strzeżoną przez Wyparłę. Chwilę później okazję bramkową miał jeszcze Przemysław Pitry, ale strzał doświadczonego napastnika był zbyt słaby, aby mógł zaskoczyć doświadczonego golkipera. Goście zdołali odpowiedzieć dopiero w 11. minucie. Z rzutu wolnego podawał Paweł Kaczmarek, natomiast strzał głową oddał wychowanek łodzian – Dawid Serafiński. Futbolówka minęła jednak minimalnie prawy słupek bramki Sabeli.
Chociaż stroną przeważającą w pierwszym kwadransie gry byli podopieczni Rafała Góraka, to gola zdołali strzelić goście z Łodzi. Po fatalnych błędach defensywy katowickiej piłkę z prawej strony zdołał dośrodkować Jakub Więzik. Z kolei do własnej bramki wpakował ją Michal Farkas, który po nieszczęśliwym zbiegu okoliczności długo nie powstawał z murawy z powodu przygnębienia takim obrotem spraw. Tablica wynikowa od tego momentu przedstawiała rezultat 0:1.
Jednobramkowe prowadzenie spadkowicza z T-Mobile Ekstraklasy nie zadowoliło. Sześć minut po tym, jak łodzianie objęli prowadzenie, gola na 2:0 zdobył Paweł Sasin, który precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce gospodarzy . Katowiczanie mogli jeszcze przed przerwą zdobyć bramkę kontaktową, ale rzut karny w 33. minucie meczu zmarnował Mateusz Kamiński, którego strzał pewnie obronił golkiper łódzkiej ekipy.












