Niedzielne starcie dwóch uznanych ligowych drużyn w Betclic 1. Lidze przyniosło na boisku mniej emocji niż spodziewano się tego przed spotkaniem. Ruch, po dobrej grze zwłaszcza w drugiej połowie, pewnie pokonał ŁKS 0:2 i znalazł się w strefie barażowej. A wśród kibiców „Rycerzy Wiosny” znowu pojawił się niepokój. Łodzianie zanotowali bowiem drugą ligową porażkę z rzędu.
Nie tak wyobrażano sobie w Łodzi powrót po długiej przerwie na własny obiekt. Ełkaesiacy ostatni mecz u siebie rozegrali 23 sierpnia. Później z powodu piłkarskich mistrzostw świata kobiet U-20 rozgrywanych m.in. w mieście włókniarzy biało-czerwono-biali zanotowali serię czterech meczów wyjazdowych. Do tego doszła jeszcze dłuższa niż zazwyczaj przerwa reprezentacyjna. To wszystko złożyło się na to, że ŁKS ponownie na Stadionie Króla zagrał po długich 49 dniach. Za swoimi ulubieńcami zdążyli stęsknić się kibice w Łodzi, którzy w niedzielę pojawili się w największej liczbie w tym sezonie. Na obiekcie przy al. Unii 2 zasiadło ponad 11,5 tysiąca kibiców. Ci z Łodzi po końcowym gwizdku nie mogli być zadowoleni.
49 dni upłynęło od ostatniego ligowego spotkania na Stadionie Króla w Łodzi.
Dwa zespoły, to samo marzenie
Niedzielni rywale mają ten sam cel: marzą o powrocie do PKO BP Ekstraklasy. Oba zespoły zanotowały jednak nieco inny początek sezonu. ŁKS był już latem nawet liderem, Ruch zaś ma za sobą ligowy falstart. Podopieczni Waldemara Fornalika w trzech pierwszych meczach zgromadzili tylko jeden punkt. Później za to zaczęli regularnie punktować i odrabiać straty do ligowej czołówki. Po niedzielnym spotkaniu wiemy już, że ta pogoń okazała się skuteczna. Chorzowianie zainkasowali w Łodzi komplet trzech punktów. I wygrana „Niebieskich” była w pełni zasłużona.
Sprytny plan Ruchu
Piłkarze ze Śląska od pierwszego gwizdka kontrolowali przebieg spotkania. Ruch był drużyną grającą bardziej dojrzale, a przede wszystkim mającą konkretny plan na ten mecz: przeczekać pierwszą połowę, a zaatakować po przerwie. Potwierdziły to zresztą późniejsze słowa trenera Fornalika na pomeczowej konferencji prasowej.
Pierwsza połowa była wyrównana, ale po zmianie stron przejęliśmy inicjatywę. Było z naszej strony dużo ataków i dużo zaangażowania, chciałbym oglądać taką drużynę Ruchu częściej. Jesteśmy bardzo zadowoleni i to dobry prognostyk na przyszłość. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że musimy być bardziej konsekwentni i poprawić kilka drobnych elementów.Waldemar Fornalik
Ruch zatem w pierwszych 45 minutach spokojnie czekał na to, co wymyśli ŁKS. A podopieczni Grzegorza Szoki nie do końca potrafili przełamać defensywę gości. Efekt był taki, że w pierwszej części gry odnotowaliśmy łącznie tylko trzy celne strzały z obu stron. Dwa z nich oddał Igor Strzałek, ale środkowy pomocnik uderzał tak, jakby nie zdążył przed spotkaniem zjeść żadnego posiłku. Leciutkie strzały nie sprawiły żadnych problemów Jakubowi Wrąblowi.
Po zmianie stron inicjatywę przejął Ruch. Goście w pierwszym kwadransie drugiej połowy rzucili się do ataku i stworzyli wiele sytuacji bramkowych. Brakowało jednak skutecznego wykończenia. Cofnięty do obrony ŁKS udało się przełamać dopiero po stałym fragmencie gry. Pechowcem okazał się Bartosz Farbiszewski. Stoper ŁKS-u po dośrodkowaniu interweniował tak niefortunnie, że piłka odbiła się od jego szyi i kompletnie zaskoczyła Damiana Węglarza. Ełkaesiacy musieli zatem odrabiać straty, ale robili to bardzo nieudolnie. A Ruch nastawił się na kontry, z których „Niebiescy” stworzyli kilka dogodnych okazji. Jedną z nich na bramkę zamienił Teddy Sutherland.
Bez Arasy ani rusz. Ale na Ruch to nie wystarczyło
ŁKS, mimo pięciu zmian dokonanych w składzie w drugiej połowie, nie stworzył zbyt wielu klarownych sytuacji. Jedynym jasnym punktem w drużynie z al. Unii był Andreu Arasa. Hiszpan wykorzystał przerwę reprezentacyjną do tego, by w pełni się wykurować (w poprzednich meczach był stopniowo wprowadzany do gry po kontuzji). Okazało się jednak, że nawet zdrowy (?) Arasa nie jest w stanie sam ponieść drużynę do wygranej. Dziś w Łodzi zawiodła druga linia – Igor Strzałek i Mateusz Wysokiński nieprzypadkowo opuścili boisko przed upływem pierwszej godziny gry. Ich zmiennicy również nie zachwycili.
Pierwszy raz odkąd jestem w ŁKS-ie, przegrywamy dwa mecze z rzędu. W meczach o dużą stawkę dzieje się z nami coś złego. Zagraliśmy poniżej swoich możliwości.Grzegorz Szoka po spotkaniu z Ruchem
Szkoleniowiec ŁKS-u ponownie musi zatem szukać optymalnego składu środka pola. Tym razem jednak z lepszym efektem, by seria dwóch porażek z rzędu nie zmieniła się w permanentny kryzys. Ewentualna strata punktów w meczu z Podbeskidziem ponownie wywoła bowiem dyskusje na temat rychłej zmiany trenera w łódzkim klubie.










