Ruch Chorzów sześć lat czekał na powrót na najwyższy stopień rozgrywkowy w Polsce. W pierwszej kolejce nowego sezonu mierzył się na wyjeździe z Zagłębiem Lubin. Mimo że przez długi okres gry udawało im się utrzymać prowadzenie, ostatecznie „Niebiescy” z Dolnego Śląska wracają bez punktów. Poznaliśmy również kandydata do gola sezonu.
Czas pożegnań
Przed pierwszym gwizdkiem spotkania nadszedł czas na sentymenty. Latem swoją przygodę z drużyną „Miedziowych” zakończyli Filip Starzyński i Mateusz Bartolewski. Dla obu z nich jest to powrót w dawne strony, obaj bowiem w przeszłości grali już w barwach drużyny z Cichej.
Siedem lat. Tyle czasu w Zagłębiu spędził „Figo”. Ostatni sezon w jego wykonaniu pozostawiał wiele do życzenia, lecz wciąż to niekwestionowana legenda zespołu z Dolnego Śląska.
Bardzo się cieszę, że będę mógł wrócić do Lubina choć na chwilę. Spodziewam się samych pozytywnych odczuć.Filip Starzyński w rozmowie z naszym portalem
Z piekła do nieba
Trzeba przyznać, że to nie był najlepszy mecz w wykonaniu gospodarzy. 42 minuty. Przez tyle czasu Ruch Chorzów prowadził z Zagłębiem Lubin w 1. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Nie można jednak powiedzieć, że goście byli dominującą stroną tego meczu. To Zagłębie prowadziło grę, było bliżej otworzenia wyniku spotkania w pierwszej połowie. Doskonałą okazję miał na to już w 8. minucie Damjan Bohar, lecz uderzona przez niego piłka trafiła w słupek.
Podróż z piekła do nieba i z powrotem odbył Aleks Ławniczak. Po dośrodkowaniu Wójtowicza piłka niefortunnie odbiła się od jego nogi i w protokole widnieje jako strzelec gola samobójczego. Szansa na rehabilitację przyszła szybko. W 35. minucie stoper Zagłębia zdobył bramkę, lecz po analizie VAR została ona anulowana. Jak się miało okazać, to nie był jedyny nieprawidłowo strzelony gol w tym spotkaniu.
Ruch Chorzów po objęciu prowadzenia praktycznie w ogóle nie zapuszczał się w rejon pola karnego gospodarzy. „Niebiescy” mocno cofnęli się w stronę swojej szesnastki. Zagłębie nie potrafiło się przebić przez szczelną defensywę przyjezdnych. Waldemar Fornalik musiał dokonać w szatni kilku skutecznych korekt, jeśli chciał realnie myśleć o komplecie punktów.
Bartek Kłudka – potrafi uderzyć z dystansu
Taką łatkę z pewnością przypnie się do prawego obrońcy Zagłębia Lubin. Po zmianie stron gospodarze kontynuowali walkę o wyrównującego gola. Próbował Tomasz Pieńko. Próbował Mateusz Grzybek, który mijał obrońców Ruchu jak tyczki. Niecałe 20 minut po starcie drugiej odsłony spotkania wdarł się wspaniałym dryblingiem w pole karne gości, podał do Bohara, a ten strzałem po długim słupku pokonał Bieleckiego. Ale gola nie było. Jarosław Przybył dopatrzył się spalonego.










