Pisaliśmy już o tych najlepszych, najbardziej wartościowych i najgłośniej oklaskiwanych w Primera Division. Warto jednak wspomnieć o tym, kto nie spisał się na miarę swoich możliwości bądź nie spełnił przedsezonowych optymistycznych zapowiedzi. Kto nas rozczarował?
Atletico Madryt
Szóste miejsce w lidze to może nie najgorsza pozycja, ale biorąc pod uwagę potencjał, jakim dysponują „Rojiblancos”, stać ich było na więcej. Wygrana w Lidze Europejskiej w 2010 roku, a do tego wywalczony Superpuchar Europy miały być preludium do zaciętej walki z Barceloną i Realem o najwyższe trofea w lidze. Szumne zapowiedzi kolejnych sukcesów jednak nie stały się faktem, ba, klub przez cały sezon zmagał się z kryzysem. Z powodu niedobrej atmosfery panującej w klubie Atletico opuścił Simao Sabrosa, co dla drużyny oznaczało stratę solidnego i doświadczonego zawodnika. Niemoc piłkarzy z Madrytu przejawiała się nie tylko w rozgrywkach Primera Division. Podopieczni Quique Sancheza Floresa w Lidze Europejskiej nawet nie wyszli z grupy, a z Pucharu Króla odpadli w 1/4 rozgrywek. Praktycznie tylko dzięki dobrej formie Aguero i zdobytym przez niego 20 bramkom drużyna z Madrytu może pocieszyć się tym, że w przyszłym sezonie wystąpi w Lidze Europejskiej. Zawiedli sprowadzeni na Vicente Calderon Juanfran, Fran Merida, Filipe czy Diego Godin. Ale przede wszystkim zawiódł…
Diego Forlan

Najlepszy piłkarz MŚ 2010 w RPA. Zdobywca Złotego Buta w sezonie 2004/2005 i 2008/2009. Wielki piłkarz, wielkie nadzieje, a w tym sezonie… wielka klapa. Osiem bramek w ciągu całego sezonu to wynik zdecydowanie poniżej minimum stawianego takiemu napastnikowi. Przy aktywnym i bramkostrzelnym Aguero Forlan wypadł, delikatnie mówiąc, dosyć blado. Urugwajczyk od kilku lat był przecież najgroźniejszą bronią „Rojiblancos”, a tego sezonu z pewnością nie może zaliczyć do udanych. Niektóre spotkania oglądał z ławki rezerwowych, mimo że nie uskarżał się na kontuzje. A jeszcze przed rokiem był to zupełnie abstrakcyjny scenariusz… Po mundialu miał odejść z Atletico, ale ostatecznie został w Madrycie i sezon upłynął dla niego zupełnie bezowocnie. Chwilowe zmęczenie materiału czy koniec pewnej ery?
Ibrahim Afellay
Przeszedł do Barcelony z PSV Eindhoven na początku tego roku. Transfer nie nadszarpnął finansów Katalończyków, bo zapłacili za Holendra 3 miliony euro. Już doświadczony, bo 25-letni, piłkarz miał być znacznym wzmocnieniem ataku „Blaugrany”. Jednak jak na razie Afellay nie zachwycił – ponad 20 rozegranych meczów i tylko dwie zdobyte bramki nie czynią go zawodnikiem, który mógłby być graczem podstawowej jedenastki „Barcy”. Guardiola widzi w nim potencjał i daje mu szansę, której Holender na razie nie potrafi w pełni wykorzystać. Czas pokaże, czy dzięki grze w hiszpańskim zespole Afellay rozwinie się i zacznie grać na miarę swojego talentu, czy nadal będzie w cieniu swoich o niebo lepszych kolegów.











