Cristiano Ronaldo brakuje już tylko jednego gola, aby zrównać się z rekordem Telmo Zarry i Hugo Sancheza. Portugalczyk zdobył już 37 goli w lidze, a łącznie w sezonie uzbierał ich 50. Wiele wskazuje na to, że będziemy świadkami narodzin legendy, gdyż do końca sezonu pozostały dwie kolejki, a znajdujący się w fantastycznej formie Real zmierzy się w nich z Villarrealem i zdegradowaną Almerią.
Napastnik znalazł się już tylko o jednego gola od wyrównania rekordu Telmo Zarry i Hugo Sancheza, którzy w jednym sezonie zdobywali po 38 goli. Pierwszy uczynił to w sezonie 1950/1951 (liga liczyła wówczas 16 zespołów, zatem swoją zdobycz strzelecką uzbierał podczas 30 spotkań, a nie 38, jak to jest obecnie), drugi w sezonie 1989/1990 (w 35 meczach). Portugalczyk pobił już jednak inny klubowy rekord, ponieważ wyprzedził innego legendarnego zawodnika – Ferenca Puskasa. Węgier w sezonie 1959/1960 zdobył we wszystkich rozgrywkach dla Realu 49 goli, Ronaldo na dwie kolejki przed końcem ma ich już 50 i wszyscy w Madrycie liczą, że poprawi ten rezultat.

Portugalczyk może zostać dogoniony już tylko przez jednego piłkarza – ubiegłorocznego króla strzelców, Leo Messiego, który ma na swoim koncie 31 goli w rozgrywkach ligowych i jeden mecz rozegrany mniej, jednak wątpliwe jest, aby udała mu się ta sztuka. Ronaldo w tym sezonie uzbierał pięć hat-tricków, z czego dwa w dwóch ostatnich spotkaniach, przeciwko Sevilli (cztery gole) i Getafe.
Aktualnie Ronaldo wskoczył już na najniższe miejsce na podium w klasyfikacji Pichichi w historii, spychając na czwartą pozycję legendę Atletico Madryt, Baltazara, który w sezonie 1989/1990 zdobył dla rywala zza miedzy 35 goli. Szansę na zajęcie pierwszego miejsca Portugalczyk ma ogromną, gdyż dwa ostatnie spotkania zostaną rozegrane z będącym w kryzysie Villarrealem oraz zdegradowaną już do Segunda Division Almerią, która w tym sezonie przegrała już np. z Barceloną aż 0:8. Zwłaszcza to końcowe spotkanie może być bardzo podobne do potyczki z Getafe, kiedy to cała drużyna grała pod swojego najlepszego strzelca, wielokrotnie doprowadzając do sytuacji, że zamiast samodzielnie wykończyć akcję, piłka była podawana do Portugalczyka, jak to miało miejsce przy drugim golu. Warto tutaj jednak podkreślić rolę aktora drugoplanowego, bez którego osiągnięcie Ronaldo zapewne nie miałoby miejsca. Jest nim Mesut Oezil, który w tym sezonie zanotował już 24 asysty, do których dołożył 10 goli, a Jose Mourinho często oszczędzał siły i umiejętności zawodnika, gdyż zaledwie kilka razy zdarzyło mu się w tym sezonie zagrać pełne 90 minut. W środowym meczu dwukrotnie asystował Portugalczykowi.
Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy świadkami narodzin legendy, o której zapewne przez wiele lat będzie się mówiło, jak obecnie mówi się z czcią o magicznej granicy 38 goli. Jeśli tylko Portugalczyk nie odniesie jakiejś kontuzji, a drużyna będzie grała tak jak w spotkaniu z Getafe, to wiele wskazuje na to, że od przyszłego sezonu nie będziemy mówić o Zarrze i Sanchezie, ale o rekordzie legendarnego Cristiano Ronaldo. Aby to się udało, musi on zdobyć jeszcze przynajmniej jedną bramkę i wtedy słuszne będzie zadanie pytania, czy jest jeszcze ktoś, kto uważa, że 96 milionów euro wydanych na Portugalczyka przez włodarzy „Królewskich” to był przepłacony transfer?











