Romelu Lukaku to miało być lekarstwo na hurtową liczbę bramek dla zespołu z Londynu. Niestety pomimo owocnego początku sytuacja w tym momencie jest bliższa czasów Alvaro Moraty niż legendy klubu z Wybrzeża Kości Słoniowej czy Brazylijczyka z hiszpańskim paszportem. Dobre wejście w sezon, potem odniesienie kontuzji i kilka bezbarwnych występów. Tak wygląda bilans byłego gracza Interu Mediolan w Chelsea.
Powrót Belga miał być antidotum, które spowoduje, że rozkład bramek w ekipie Thomasa Tuchela odmieni się, i to w sposób znaczący. Wszyscy liczyli na sytuację, w której nie będzie kilku czy kilkunastu zawodników zdobywających ważne trafienia. To Romelu Lukaku miał nieść na swoich barkach ciężar wpakowywania piłki do siatki rywali. Jednak w tej chwili ta wizja pozostaje tylko pobożnym życzeniem.
Złe wejście, a egzamin się zbliża…
Cały piłkarski świat wie, że prawdziwy egzamin dla każdej drużyny w Premier League nadchodzi w grudniu. To wtedy piłkarski kalendarz angielskich drużyn jest naszpikowany meczami do granic możliwości. Wtedy każda stracona bramka, ale też strzelona może okazać się tą na wagę złota. Między innymi dla takich wyzwań londyńska Chelsea sprowadziła po raz drugi na Stamford Bridge Romelu Lukaku. Napastnika, który odrodził się w Italii w tak spektakularny sposób, że kibice na całym świecie zaczęli ustawiać go w jednym rzędzie z Robertem Lewandowskim czy Karimem Benzemą.
Obecnie jednak Belg jest daleko za zawodnikami, którzy zajęli w wyścigu o Złotą Piłkę miejsce w pierwszej dziesiątce. Zarówno Francuz, jak i Polak dalej strzelają bramki na zawołanie, a Romelu Lukaku zwyczajnie się męczy.
Aktualne statystyki Belga to 14 rozegranych spotkań, cztery bramki i jedna asysta. Wygląda to dość mizernie, a przecież w piłkarskim terminarzu mamy już grudzień! Premier League dociera pomału do półmetka. Faza grupowa Ligi Mistrzów zbliża się wielkimi krokami do końca, a trafień zdobytych przez gwiazdora reprezentacji Belgii jest zwyczajnie jak na lekarstwo.
O ile ponowne wejście w drużynę ze Stamford Bridge było udane, o tyle im dalej w las, tym robiło się coraz ciemniej. W pierwszych trzech występach ligowych strzelił trzy bramki. Jak się okazuje, były to do tej pory jedyne jego trafienia. Ostatnim raz piłka w bramce rywali po jego strzale wylądowała w meczu z Villą. To spotkanie miało miejsce jednak już jakiś czas temu. Dokładnie 11 września. Od tego czasu były zawodnik Interu Mediolan nie pokonał żadnego bramkarza w lidze.












