Borussia Moenchengladbach w końcu podjęła decyzję w sprawie Eugena Polanskiego. Od momentu, gdy przejął on zespół w roli tymczasowego trenera, „Źrebaki” prowadziły poszukiwania nowego menedżera – jak się jednak okazało, zupełnie niepotrzebnie. Odpowiedni kandydat znajdował się już na miejscu. Teraz Eugen Polanski oficjalnie awansował z funkcji szkoleniowca tymczasowego na pełnoprawnego trenera pierwszej drużyny, a jego kontrakt obowiązuje do końca sezonu 2027/2028. Co sprawiło, że zarząd obdarzył go tak dużym zaufaniem? Jakie alternatywy Borussia brała pod uwagę i jak prezentowała się w ostatnich tygodniach? Na te pytania postaramy się odpowiedzieć w dalszej części artykułu, bo decyzja o powierzeniu Polanskiemu sterów może w istotny sposób zdefiniować najbliższą przyszłość „Źrebaków”.
Eugen Polanski – wejście bez kompleksów
Każda książka ma swojego głównego bohatera. Gdy Borussia Moenchengladbach zamknęła rozdział zatytułowany „Gerardo Seoane”, postanowiła otworzyć nowy – z imieniem i nazwiskiem Eugena Polanskiego. Co czyni tę historię wyjątkową? Przede wszystkim fakt, że Eugen Polanski nigdy nie był pierwszym wyborem włodarzy klubu z zachodnich Niemiec. Początkowo miał pełnić jedynie funkcję tymczasowego szkoleniowca, którego łatwo będzie można zastąpić po znalezieniu odpowiedniego następcy.
Już od pierwszych dni jego pracy okazało się jednak, że plan ten może szybko ulec zmianie. W debiucie Polaka na ławce trenerskiej Borussia mierzyła się z Bayerem Leverkusen – mistrzem Niemiec z sezonu 2023/2024, w którego barwach nie brakuje nazwisk najwyższej klasy. Mimo to drużyna z Moenchengladbach wyszła na boisko bez kompleksów i po zaciętym meczu wywalczyła remis w doliczonym czasie gry. Był to pierwszy sygnał, że pod wodzą Polanskiego „Źrebaki” nie zamierzają odpuszczać.
Tydzień później na Borussia-Park przyjechał Eintracht Frankfurt. Goście, słynący z ofensywnej gry rozstrzygnęli to spotkanie w pierwszych 45 minutach. Na przerwę schodzili z prowadzeniem 5:0, a dwie minuty po wznowieniu gry podwyższyli wynik. Polanski próbował reagować zmianami jeszcze przed przerwą, jednak prawdziwy impuls przyszedł dopiero w ostatnich 20 minutach. Borussia zdobyła w tym czasie cztery bramki, pokazując charakter i wolę walki do samego końca. Kolejny mecz przyniósł bezbramkowy remis z Freiburgiem, przyjęty przez kibiców z pewną ulgą po spektakularnej, choć bolesnej strzelaninie sprzed tygodnia.










