W Polsce pierwsza niedziela bez handlu, a więc mieliśmy więcej czasu m.in. na obejrzenie sportu. Nie tylko w niedzielę, ale również w sobotę dużo się działo w rozgrywkach Bundesligi.
Marco Reus? Nie, to Marco Russ!
Niedzielny hit Bundesligi nas nie zawiódł i zarówno jedna, jak i druga drużyna dostarczyła widzom dużo emocji. Co najważniejsze, nie był to mecz do jednej bramki.
Świetnie spotkanie zaczęli podopieczni Petera Stögera, którzy już w 12. minucie spotkania zdobyli bramkę na 1:0. Wydawało się, że piłkę do bramki Lucasa Hradecky’ego wpakował Marco Reus, ale był to Marco Russ, który zdobył gola samobójczego. Tak więc komentatorzy przy pierwszej bramce w tym meczu mogli wybronić się, spychając winę na literówkę przy czytaniu nazwiska.
Ponadto w pierwszej części spotkania świetnie rozgrywał piłkę Mahmoud Dahoud, który był aktywny w każdej części boiska i pracował zarówno w defensywie, jak i w ofensywie, szczególnie przy rozgrywaniu piłki. 22-latek jednak na drugą część spotkania nie wyszedł, najprawdopodobniej z tego powodu, że Stöger nie chciał ryzykować kolejną żółtą kartką dla (jeszcze) reprezentanta Niemiec do lat 21. Z taką formą Joachim Löw powinien wziąć go pod uwagę w powoływaniu zawodników na mistrzostwa świata, a przynajmniej dać mu szanse wykazać się w sparingach przed mundialem.
Z drugiej strony musimy pochwalić Kevina-Prince Boatenga za zaangażowanie i również wyprowadzanie piłek. Reprezentant Ghany był niewątpliwie jednym z najlepszych zawodników w drużynie „Orłów”. Tak jak spodziewali się przed tym meczem eksperci, będzie on pełnił funkcję kapitana okrętu nie tylko na boisku, ale również w szatni. Tak się stało i należy pochwalić Boatenga za dzisiejszy występ.
Nos Stögera i Kovaca
Z niezbyt dobrej strony pokazał się dzisiaj Maximillian Philipp, który wystąpił po raz pierwszy od początku spotkania w składzie Borussii po długotrwałej kontuzji. Niekwestionowanie lepiej pokazywał się, kiedy grał na skrzydle. Wielki udział w dzisiejszym meczu miał Peter Stöger. Szkoleniowiec Borussii nie tylko dobrał dobrą taktykę na zespół finalisty Pucharu Niemiec z poprzedniego sezonu, ale też o wyniku meczu zadecydowało wprowadzenie Michy’ego Batshuayia. W 62. minucie zastąpił on wcześniej wspomnianego Philippa i już 15 minut później wpisał się na listę strzelców.
Belg na strzeleniu jednej bramki nie poprzestał. Zawodnik wypożyczony z londyńskiej Chelsea został bohaterem meczu, fenomenalnie uderzając piłkę z woleja w ostatniej akcji meczu. Za dogranie piłki do Batshuayia trzeba pochwalić Łukasza Piszczka, który wykazał się świetnym przerzutem nad obrońcami drużyny przyjezdnej. Tym samym reprezentant Belgii ustalił wynik spotkania i Borussia w arcyważnym meczu o udział w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów zdobyła cenne trzy punkty.










