Wiedzieliśmy, że mecz z Czechami jest dla nas ostatnią deską ratunku, choć i tak nie wszystko było w naszych rękach. Niestety, Polacy nie zdołali wygrać ze słabo dysponowanymi rywalami, co definitywnie zdegradowało nas do marcowych baraży. Zawiodła cała drużyna, co oczywiste, lecz jej twarzą jest kapitan. Robert Lewandowski, jak i cała drużyna może uznać eliminacje do Euro za fatalne. Zwłaszcza występ z naszymi południowymi sąsiadami, gdyż nie będzie kontrowersją stwierdzenie, że napastnik FC Barcelona był naszym najsłabszym ogniwem.
Oglądając starcie z Czechami, momentami nasuwały się myśli, które jeszcze niedawno byłyby czymś całkowicie absurdalnym. Mianowicie: czy reprezentacja Polski nie wyglądałaby lepiej bez Lewandowskiego na boisku? Statystyki oraz to, jak prezentował się na boisku, sprawiają, że taka teza ma swoje uzasadnienie.
Starcie z Czechami to katastrofa kapitana
Nie jest tajemnicą, że Lewandowski nie znajduje się w wysokiej formie, a wieku nie oszuka. Wszyscy jednak wiemy, jak w ostatnich latach był ważną postacią dla reprezentacji. Po remisie z Mołdawią zastanawiano się, czy z nim w składzie udałoby nam się pokonać niżej notowanego rywala. Wczoraj był jednak obecny na boisku i tutaj pada słowo klucz – „był”.
Nie będzie bowiem przesadą stwierdzenie, że zanotował on jeden z najsłabszych występów w reprezentacyjnej karierze. Z całą pewnością był również najgorszym zawodnikiem na boisku. Statystyki z wczorajszego meczu są niestety dla niego miażdżące. 39 kontaktów z piłką, z czego 11 razy ją stracił. Wygrał cztery pojedynki na dziesięć prób. Celność jego podań wyniosła 78%, z czego znaczna większość była do tyłu bądź do najbliższego zawodnika. Jeden strzał ceny, dwa niecelne (szczególnie bolesna sytuacja z drugiej części spotkania, kiedy stanął oko w oko z Jindrichem Stankiem i zamiast uderzyć po ziemi, próbował go przelobować). Został także dwukrotnie złapany na pozycji spalonej.
Co ciekawe, Lewandowski zdawał się być zadowolony z naszej wczorajszej postawy: – Było widać w grze pozytywy. Przed polem karnym, w końcowej fazie, tam brakowało ostatniego podania, znalezienia wolnej przestrzeni, strzału z dystansu czy w ogóle oddania strzału lub wykonania wrzutki. To będziemy analizować, ale naprawdę wiele pozytywów było widać. To, jak rozpoczynaliśmy sytuacje, jak przerzucaliśmy grę z jednej strony na drugą, przejścia z fazy defensywnej do ofensywy, to wyglądało dużo lepiej – powiedział po meczu z Czechami.










