Robert Lewandowski to napastnik, który nie zwykł nie strzelać bramek. Polak to zawodnik będący jednym z najlepszych na swojej pozycji w historii piłki nożnej. Tym bardziej że gdy nie strzela, kibice popadają w lekką konsternację i zachodzą w głowę, o co tam w ogóle chodzi. W takich sytuacjach społeczeństwo dzieli się zazwyczaj na dwa obozy. Z jednej strony są osoby, które bronią Lewandowskiego, wskazując na czynniki dotyczące jego kolegów z drużyny i samego systemu gry, z kolei inni widzą problem w samym zainteresowanym. Kto więc ma rację i dlaczego Lewandowski doświadcza posuchy strzeleckiej?
8 meczów bez gola – tak źle nie było od 16 lat
Osiem kolejnych spotkań bez zdobytej bramki to statystyka, która w przypadku Roberta Lewandowskiego robi spore wrażenie. Przez większość swojej kariery polski napastnik przyzwyczaił kibiców do regularnego trafiania do siatki. Niezależnie od tego, czy występował w barwach Bayernu Monachium, Borussii Dortmund czy FC Barcelony, gole były jednym z jego największych znaków rozpoznawczych. Dlatego obecna seria bez trafienia jest czymś więcej niż tylko chwilowym spadkiem skuteczności. Według przywoływanych statystyk tak długiej przerwy od strzelania nie miał od około 15 lat, co pokazuje skalę obecnego problemu.

W Chicago liczono, że doświadczenie i instynkt strzelecki Lewandowskiego szybko przełożą się na wyniki drużyny. Początek dawał ku temu podstawy – Polak potrafił zdobywać bramki i pokazywał, że nadal może być ważną postacią ofensywy. Z czasem jednak skuteczność zaczęła spadać, a kolejne występy nie przynosiły przełamania. Nawet jeśli napastnik dochodzi do sytuacji, brakuje najważniejszego elementu, czyli wykończenia akcji. Właśnie tego kibice oczekują od zawodnika, który przez lata należał do światowej czołówki. Część z fanów zaczyna przypominać sobie czas, kiedy w Barcelonie u Lewandowskiego z gola było krucho. Jednak trudno szukać tutaj podobieństw, gdyż to kompletnie inny etap kariery Polaka.
Trzeba jednak pamiętać, że Lewandowski trafił do MLS w trakcie sezonu i nie miał pełnego okresu przygotowawczego, aby spokojnie poznać nowych kolegów oraz przyzwyczaić się do sposobu gry zespołu. Sam zwracał uwagę na to, że budowanie porozumienia na boisku wymaga czasu. Nie zmienia to faktu, że osiem meczów bez gola stawia pod znakiem zapytania jego obecną rolę w ofensywie Chicago Fire. Im dłużej trwa ta seria, tym większa presja spoczywa na Polaku. Najbliższe spotkania pokażą, czy będzie w stanie ją przerwać i przypomnieć kibicom, dlaczego klub zdecydował się sprowadzić właśnie jego.
Problemy z adaptacją?
Nie można wykluczyć, że jednym z powodów słabszej dyspozycji Roberta Lewandowskiego jest wciąż trwająca adaptacja do nowego zespołu i realiów MLS. Polak dołączył do Chicago Fire w lipcu, czyli w środku sezonu. Nie miał więc komfortu przepracowania pełnego okresu przygotowawczego, poznania wszystkich schematów taktycznych i zbudowania boiskowego porozumienia z kolegami. Zamiast spokojnie wdrażać się do drużyny, niemal od razu musiał wejść w rytm kolejnych spotkań.

Sam Lewandowski już po debiucie z Interem Miami podkreślał, że potrzebuje czasu, aby lepiej rozumieć ruchy i sposób gry nowych partnerów. Zwracał uwagę, że treningi to jedno, a mecze to zupełnie inna rzeczywistość. Podobnie wypowiadał się Gregg Berhalter, który przypominał, że napastnik trenował z zespołem zaledwie siedem-osiem dni przed pierwszym występem. Trener zaznaczał również, że Polak musi stopniowo odbudować odpowiednią dyspozycję fizyczną.
Warto też pamiętać, że adaptacja działa w obie strony. Nie tylko Lewandowski musi nauczyć się Chicago Fire, ale również Chicago musi przyzwyczaić się do napastnika o zupełnie innym profilu niż wcześniejsi zawodnicy na tej pozycji. Philip Zinckernagel przyznawał, że drużyna musi lepiej poznać sposób poruszania się Roberta i nauczyć się wykorzystywać jego atuty. Po dwóch golach Polaka w spotkaniu z Charlotte FC mówił, że porozumienie na boisku stopniowo się poprawia.
Po kilku miesiącach trudno już jednak tłumaczyć każdą słabszą sytuację wyłącznie brakiem zgrania. Ostatnia seria ośmiu meczów bez gola pokazuje, że Chicago wciąż szuka najlepszego sposobu na wykorzystanie swojego napastnika. Sam Lewandowski nie traci jednak wiary w zespół. W rozmowie z serwisem SPORF podkreślał, że drużyna ma potencjał, by stwarzać więcej okazji, częściej trafiać do siatki i odważniej atakować. Zaznaczał też, że najważniejsze będzie odpowiednie przygotowanie do fazy play-off. Być może obecny okres to nie tylko walka z gorszą skutecznością, ale również ostatni etap wzajemnego docierania się piłkarza z nowym klubem.
Sposób gry zespołu nie odpowiada Lewandowskiemu?
Jednym z problemów może być sposób, w jaki Chicago Fire konstruuje swoje akcje ofensywne. Zespół Gregga Berhaltera stara się budować grę od tyłu, utrzymywać się przy piłce i szukać miejsca do ataku poprzez krótkie podania oraz współpracę skrzydłowych z zawodnikami ze środka pola. Nie zawsze przekłada się to jednak na dostarczanie piłki do napastnika w najważniejszej strefie, czyli w polu karnym. Lewandowski często musi cofać się głębiej, aby włączyć się w rozegranie, pomóc kolegom w utrzymaniu piłki lub samemu rozpocząć akcję. W ten sposób bierze udział w budowaniu ataku, ale jednocześnie oddala się od miejsca, w którym jest najgroźniejszy.

I właśnie tutaj pojawia się problem. Kiedy Robert schodzi po piłkę, w polu karnym często brakuje zawodnika o podobnym instynkcie strzeleckim, który mógłby zająć jego miejsce. Z kolei jeśli pozostaje wysoko i czeka na podanie, nie zawsze może liczyć na odpowiednie dogranie ze strony kolegów. W efekcie zdarza się, że zamiast kończyć akcje strzałem, musi uczestniczyć w ich konstruowaniu. To niekoniecznie oznacza, że Lewandowski nie pasuje do systemu Berhaltera, ale wymaga od niego i całego zespołu znalezienia właściwego balansu między grą kombinacyjną a wykorzystywaniem jego umiejętności w polu karnym. Podobne spostrzeżenia pojawiały się również wśród kibiców Chicago, którzy zwracali uwagę, że gdy Polak cofa się po piłkę, pozostali zawodnicy nie zawsze wykonują odpowiednie ruchy w kierunku bramki.
Liczby Lewandowskiego
Na problem wskazują także liczby. W pięciu kolejnych ligowych spotkaniach analizowanych przez „Przegląd Sportowy” Lewandowski oddał zaledwie dziewięć strzałów, z czego tylko jeden był celny. To bardzo skromny dorobek jak na napastnika, którego głównym zadaniem jest kończenie akcji. Warto też spojrzeć na jego debiut przeciwko Interowi Miami. W ustawieniu 4-4-2 występował w parze z Marenem Haile-Selassie, ale często schodził z typowej pozycji środkowego napastnika. W ciągu 62 minut zanotował tylko jedną próbę strzału, a jego współczynnik oczekiwanych goli wyniósł zaledwie 0,09.
Co istotne, sam Gregg Berhalter przyznał, że drużyna musi lepiej ustawiać Lewandowskiego i dostarczać mu piłkę w dogodniejszych sytuacjach. To ważny sygnał, bo problemu nie można sprowadzać wyłącznie do nieskuteczności Polaka. Chicago musi znaleźć sposób, by częściej wykorzystywać jego obecność w polu karnym, zamiast zmuszać go do ciągłego uczestniczenia w rozegraniu. Lewandowski nadal potrafi być wartościowym partnerem w budowaniu akcji, ale przede wszystkim jest napastnikiem, który potrzebuje okazji do ich wykończenia.
Kibice nie są zadowoleni
Wśród kibiców „Strażaków” nie brakuje opinii, że Lewandowski to piłkarz, który powinien dawać drużynie zdecydowanie więcej. Kibice na tym etapie sezonu tracą powoli cierpliwość i mają dość niezbyt udanych występów Roberta. Część kibiców z Chicago powołuje się i porównuje Polaka do innych gwiazd grających w MLS. Griezmann czy Son to piłkarze będący w znacznie lepszej formie niż kapitan reprezentacji Polski.
Z jednej strony nie brakuje bardziej krytycznych opinii. Kibice przypominają, że zawodnik tej klasy powinien sam robić różnicę, a niewykorzystane sytuacje tylko potęgują rozczarowanie. Porównania z Griezmannem czy Sonem stają się dla Polaka coraz bardziej niewygodne. W Chicago oczekiwano gwiazdy, która będzie regularnie zdobywać bramki i ciągnąć zespół w trudnych momentach. Na razie Lewandowski nie spełnia tych oczekiwań, a cierpliwość części sympatyków Fire wyraźnie się kończy. Nie oznacza to jednak, że wszyscy spisali go już na straty. Część fanów wciąż wierzy, że po lepszym zgraniu z zespołem Polak pokaże, dlaczego przez lata należał do najlepszych napastników świata.

Nie wszyscy kibice obwiniają jednak wyłącznie Polaka. Część z nich uważa, że problem leży również w sposobie gry całego zespołu. Na forach internetowych pojawiają się głosy, że Lewandowski zbyt często musi sam szukać sobie miejsca i cofać się po piłkę, zamiast otrzymywać odpowiednie podania w polu karnym. Jeden z kibiców, cytowany przez Interię, zwracał uwagę, że Chicago powinno zapewnić napastnikowi lepsze wsparcie i częściej wykorzystywać jego umiejętności.











