Czas na rewanżową rundę 1/8 finału Ligi Europy. Będzie to kolejka sensacji czy może przeciętny kibic z łatwością przewidzi, które drużyny awansują? Przyjrzyjmy się bliżej kilku najciekawszym, naszym zdaniem, spotkaniom.
Inter Mediolan – Tottenham Hotspur
Gareth Bale imponuje niesamowitą formą, jest kluczową postacią w każdym spotkaniu „Kogutów” i… nie zagra przeciwko Interowi w Mediolanie. Walijczyk będzie pauzował za kartki. Mimo że pomocnik nie wystąpi w czwartkowym starciu, to wydaje się, że już tydzień temu poprowadził Tottenham do kolejnej rundy LE. Anglicy jadą do Włoch z zaliczką trzech bramek. Pogrom 3:0 na White Hart Lane teoretycznie już wyłonił zwycięską drużynę tej pary. Trener Interu, Andrea Stramaccioni, na dzisiejszej konferencji prasowej zaznaczył, że wynik nie pozwala myśleć o awansie, a jego zawodnicy wyjdą na boisko, aby wygrać przed własną publicznością. Celem „Nerazzurrich” ma być trzecie miejsce w Serie A, jednak i to wydaje się mało realne po ostatniej porażce 0:1 z Bologną przed własną publicznością. Czym tu Andre Villas-Boas ma się martwić? Portugalczyk znajduję się w idealnej opozycji do włoskiego szkoleniowca, któremu w Mediolanie już szukają następcy, ma to być podobno obecny trener Napoli, Walter Mazzarri. Mimo ostatniej porażki z Liverpoolem Anglicy są zdecydowanymi kandydatami do zwycięstwa w dwumeczu.
Chelsea Londyn – Steaua Bukareszt

Jak można wyczytać na oficjalnej stronie Petra Cecha: – Nikt z nas nawet nie dopuszcza myśli, że moglibyśmy odpaść z tego turnieju. Może w obozie Chelsea nikt nie dopuszcza takiej myśli, ale Steaua z pewnością poczuła swoją szansę. Jednobramkowa zaliczka to niby nic wielkiego do odrobienia – jak pokazała wczoraj Barcelona, nawet dwa gole to nic wielkiego – ale dla Chelsea może to być przewaga nie do przejścia. Londyńczycy pod wodzą Rafaela Beniteza grają w kratkę. Anglicy wymęczyli zwycięstwo w poprzedniej rundzie Ligy Europy ze Spartą Praga. W ostatnią niedzielę w starciu z Manchesterem United w ramach FA Cup zaprezentowali się znakomicie i odrobili dwubramkową stratę. Mecz zakończył się remisem 2:2. Nasuwa się pewien wniosek. Czemu piłkarze Beniteza mieliby przegrać rywalizację ze Steauą, mając do odrobienia jedną bramkę w 90 minut, skoro potrafili odrobić dwa gole w 79 minut z United? Co do rumuńskiego klubu, to wyrasta na swoistego czarnego konia obecnej edycji LE. W poprzedniej rundzie Rumuni wyeliminowali Ajax Amsterdam i w ostatnich pięciu spotkaniach we wszystkich rozgrywkach zanotowali pięć zwycięstw. Warto dodać, że w barwach Chelsea nie może zagrać Demba Ba, który występował w tej edycji LE z Newcastle. Wydaje się, że sytuacja w dwumeczu – mimo bramki zaliczki piłkarzy z Bukaresztu – pozostaje jak najbardziej otwarta.











