Derby Zagłębia Ruhry. Obecnie drugi największy klasyk w Bundeslidze. Zawsze elektryzuje i przynosi mnóstwo emocji. Nie inaczej było dziś, choć… z godzinnym opóźnieniem. Mecz tak naprawdę zaczął się w drugiej połowie, kiedy obie drużyny podkręciły tempo i szybko padły cztery bramki, przynosząc nam tak wyczekiwane emocje.
Dzisiejsze derby były ogromnym wyzwaniem i sprawdzianem dla Thomasa Tuchela. Niemiec pracuje w Borussii już dziesięć miesięcy, jednak pierwszy raz styka się z natłokiem trzech tak ważnych meczów w ciągu tygodnia. Pomiędzy trudne spotkanie z Liverpoolem u siebie i jeszcze trudniejszy rewanż na Anfield los wcisnął najważniejszy mecz w sezonie dla kibiców BVB. Wymusiło to na nim bardzo trudne i ryzykowne decyzje personalne i taktyczne. Od pierwszej minuty w starciu na Veltins-Arena na boisko wybiegło tylko dwóch podstawowych zawodników BVB: Mats Hummels i Roman Bürki.
Tym bardziej jednak dziwią decyzje Andre Breitenreitera. Aż tak głębokich rezerw Borussii nikt się nie spodziewał, jednak oczywistym było, że Tuchel będzie oszczędzał kluczowych zawodników przed rewanżem w Lidze Europy. A mimo to na skrzydle w drużynie gospodarzy wystąpił nominalny prawy obrońca – Junior Caicara, a na ławce rezerwowych usiadł przebojowy Max Meyer. Trener Schalke ewidentnie przestraszył się tego meczu. Zagrał na alibi w obawie przed upokorzeniem.
Widać to było również na boisku. Pierwsza połowa spotkania w wykonaniu „Die Koenigsblauen” była fatalna. Gospodarze nie potrafili wydostać się ze swojej połowy, a ataki rezerwowej BVB sprawiały im ogromne problemy. Z defensorami Schalke bawił się 18-letni Christian Pulisic wprowadzany stopniowo do pierwszego zespołu Borussii i potwierdzający pogłoski o jego wielkim talencie. Jeden z jego strzałów o centymetry minął słupek bramki Faehrmanna. Jednak po 45 minutach zawodnicy schodzili do szatni przy wyniku 0:0









