Nie mieliśmy wielkich oczekiwań przed tym meczem. Byliśmy świadomi, że tylko zwycięstwo pozwoli nam dalej marzyć i przy korzystnym wyniku meczu Czechy – Mołdawia awans padnie jednak naszym łupem. Lecz już pierwszy warunek nie został spełniony i na awans musimy poczekać do wiosennych baraży. Nie przeszkadza nam to jednak powiedzieć, że reprezentacja Polski zawiodła na całej linii. Eliminacje Euro 2024 dobitnie pokazały, jak wielka degrengolada dopadła seniorską kadrę. Kiedyś jak równi biliśmy się z Niemcami, dziś za mocne są dla nas Albania czy Mołdawia.
Mówi się, że rok w piłce bywa wiecznością, a co dopiero powiedzieć o siedmiu latach. Gdy w 2014 roku pokonywaliśmy Niemców 2:0 na Stadionie Narodowym, wydawało nam się, że nadchodzi nowa era w reprezentacji Polski. Świętowaliśmy największe triumfy, a na kadrę był swoisty boom. Vlogi z portalu Łączy nas Piłka biły rekordy popularności. Ćwierćfinał Euro 2016 był dla nas rozczarowaniem nie dlatego, że liczyliśmy na więcej.
My po prostu wiedzieliśmy, że byliśmy tak blisko wielkiego osiągnięcia, jakim był półfinał i bycie w najlepszej czwórce drużyn Europy. Jakże piękne były to czasy. Dziś to wszystko zostało zaprzepaszczone, zrujnowane, zdeptane. Reprezentacja Polski zaczyna powoli niebezpiecznie wracać do mrocznych czasów sprzed 2014 roku. Czasów, w których nie jeździliśmy na każdą imprezę i notowaliśmy większe bądź mniejsze wpadki, tak jak i teraz.
Zaczęło się od lania 0:4 w Kopenhadze
Oznaki kryzysu widać było już dużo wcześniej. Tak naprawdę pierwsze tąpnięcia zaczęły się już podczas eliminacji do MŚ 2018 za Adama Nawałki. Możemy wspomnieć zremisowany mecz z Kazachstanem, ale mamy raczej na myśli przegrany boleśnie mecz z Danią 0:4. To po tym meczu Adam Nawałka, zamiast poszukać korekt, postanowił szukać kwadratury koła, która skończyła się nieudanymi mistrzostwami świata. Wszystko dlatego, że pozwolił duńskiemu trenerowi wejść sobie na głowę, biorąc do siebie słowa, że Polska była łatwa do rozszyfrowania.
Obecny kryzys nasilił się za kadencji Brzęczka, a potem Michniewicza
Kadencja jego następcy, Jerzego Brzęczka, jest niejednoznaczna. Z jednej strony wyniki się zgadzały, ale z drugiej strony styl tej drużyny był okropny i jej nie rozwijał. Przyjemną odskocznię dla tej niepokojącej tendencji stanowiła kadencja Paulo Sousy, ale ten z takich, a nie innych powodów postanowił naszą reprezentację opuścić. Obecny stan rozkładu kadry nasilił się z całą mocą od jego następcy, Czesława Michniewicza. Co prawda to on wygrał barażowe spotkanie ze Szwecją, które pozwoliło nam pojechać na mundial. Lecz wydarzenia z Kataru tylko nawarstwiły problemy, które do dziś trawią polską reprezentację.











