Reprezentacja Polski U-21 pokonała 5:0 kadrę Estonii w spotkaniu eliminacyjnym mistrzostw Europy. Był to dla trenera Adama Majewskiego pierwszy mecz o punkty w roli selekcjonera – debiut okazał się zatem całkiem udany. Jak wygląda sytuacja w grupie „Biało-czerwonych” i co czeka ich w najbliższych miesiącach?
Po cenne punkty
Nadszedł czas weryfikacji. Starcie z reprezentacją Słowacji było dla podopiecznych trenera Majewskiego (jak i samego szkoleniowca) jedynie drobnym przetarciem. Postawa „Biało-czerwonych”, podobnie jak wynik sparingu (2:2), nie powinna być zatem wiążąca, niemniej pewnych powodów do optymizmu nie brakowało. Przynajmniej biorąc pod lupę poszczególne elementy gry Polaków, sporadycznie przeplatane dość kardynalnymi błędami.
Jako że debiut trenera Majewskiego przypadł jednak na starcie obiektywnie nieistotne, szybko pójdzie on zapewne w niepamięć. Niedługo później „Biało-czerwoni” mieli przecież zawalczyć o punkty w eliminacjach mistrzostw Europy U-21. Przeciwnik? Niezbyt wymagający, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Rzeczywistość nie zawsze bywa jednak w sporcie równie bezproblemowa, czego dobitnym przykładem może być zresztą pierwsze starcie z młodzieżówką Estonii.
Owszem, „Biało-czerwoni” mieli już okazję zmierzyć się ze swoim dzisiejszym rywalem. Całkiem zresztą niedawno – ledwie w połowie września. Drużyna Michała Probierza (to właśnie obecny selekcjoner seniorskiej kadry zasiadał wówczas na ławce reprezentacji U-21) zainkasowała trzy punkty po naprawdę mozolnej przeprawie – dopiero w 81. minucie spotkania do siatki rywali trafił Filip Szymczak.
Było to drugie starcie Polaków w trwających eliminacjach, poprzedzone jedynie triumfem nad reprezentacją Kosowa. W tym przypadku rywale nie zdołali jednak stawić „Biało-czerwonym” zdecydowanego oporu, przyjmując trzy bramki już w pierwszej połowie (wynik 3:0 utrzymał się zresztą do końca spotkania).
Mocne otwarcie
Trzeci komplet punktów z okazji trzeciej kolejki eliminacji? To brzmi dobrze. Nie wydaje się również specjalnie skomplikowane w realizacji – wystarczy tylko (albo i aż) udokumentować na boisku niepodważalną przewagę potencjału kadrowego. Ten był przecież olbrzymi. „Biało-czerwoni” wyszli na murawę między innymi z Nicolą Zalewskim i Filipem Marchwińskim w składzie.
Wbrew wygórowanym apetytom kibiców pierwsze minuty upłynęły pod znakiem dość sporego chaosu w poczynaniach Polaków. Niespodziewany impas szybko jednak










