Zawisza Bydgoszcz zanotował kolejną wpadkę. Tym razem kandydat do awansu do ekstraklasy nie potrafił wygrać na swoim stadionie z Kolejarzem Stróże. Bydgoszczanie stracili gola już w 4. minucie, w drugiej połowie udało im się doprowadzić do remisu.
Zawisza był niemal pewny, że po tym spotkaniu dopisze sobie do dorobku kolejne trzy punkty. Tej pewności siebie chyba było zbyt wiele, bo w poczynania piłkarzy wdarła się nonszalancja. Już w 4. minucie po długim wrzucie piłki z autu żaden z piłkarzy Zawiszy nie kwapił się do interwencji, jakby mieli oni pewność, ze i tak nic się nie wydarzy. Tymczasem Janusz Wolański nie miał skrupułów i nie zastanawiał się, czy wypada strzelić gola potencjalnie silniejszemu rywalowi, tylko po prostu to zrobił. Piłkarze Zawiszy zostali brutalnie sprowadzeni na ziemię.

Później podrażnieni bydgoszczanie ruszyli do ofensywy. Z przewagi faworytów jednak nic nie wynikało. Z czasem zaczęło się robić gorąco ze względu na ostrą grę piłkarzy obu drużyn. Ofiarą takiej postawy był Paweł Zawistowski, który został odwieziony w karetce.
W drugiej połowie istniał już wyłącznie Zawisza. Podopieczni Janusza Kubota zmarnowali nawet rzut wolny pośredni rozgrywany z pola karnego rywali. Później czerwoną kartkę zobaczył Kamil Nitkiewicz, więc wydawało się, że gospodarzom będzie łatwiej. W końcu piłkarze Zawiszy doczekali się wyrównania. Do dośrodkowania z rzutu rożnego doskonale wyszedł Paweł Oleksy i Dominik Sobański musiał wyciągać piłkę z siatki. Wynik remisowy nie zadowalał jednak walczących o awans bydgoszczan.
Potem zaczął się festiwal niewykorzystanych szans. Najpierw ładna akcja pozostała bez wykończenia, choć przecież nawet juniorzy grający w piłkę na podwórku wiedzą, że akcje oskrzydlające należy zamykać. Następnie Adrian Błąd minimalnie się pomylił, zabrakło mu precyzji. Później w zamieszaniu podbramkowym Ekwuemme z bliskiej odległości dwa razy strzelał wprost w Sobańskiego. Można tak wyliczać i wliczać, ale tak naprawdę nie ma potrzeby. Wszystko, co robili bydgoszczanie kończyło się niepowodzeniem, bramka Kolejarza pozostała niczym zaczarowana. Trudno powiedzieć, czy ktoś z piłkarzy drużyny przyjezdnej zasługuje na miano bohatera spotkania, bo to ofensywa Zawiszy pozostawiała dziś wiele do życzenia. To może okazać się decydujące na koniec sezonu, bo żeby awansować, trzeba umieć strzelać bramki. Bydgoszczanie mają z tym poważny problem.











