Hit 11. kolejki holenderskiej Eredivisie, w którym Twente Enschede stanęło naprzeciw PSV Eindhoven, zakończył się remisem. Za bohatera meczu można uznać golkipera Twente, Nikołaja Michajłowa, który w trudnych sytuacjach wykazywał się doskonałym refleksem.
Kibice nie musieli długo czekać na pierwszą bramkę. Już w 10. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Douglas przechytrzył defensorów PSV i odnalazł drogę do siatki, dając prowadzenie wicemistrzom Holandii. Ledwie piłkarze z Eindhoven rozpoczęli grę od środka, a po chwili już mieli ręce uniesione w górze w geście triumfu. Błyskawiczna akcja „Chłopców Philipsa”, w której główną rolę odegrał Wijnaldum, zakończyła się bramką Labyada. Przez moment zapachniało prawdziwym festiwalem bramkowym.
Koncertu bramkowego jednak nie było. Co prawda, PSV dalej wyprowadzał bardzo niebezpieczne, błyskawiczne kontry, lecz Michajłow stawał na wysokości zadania. Zespół z Eindhoven do końca pierwszej połowy miał lekką przewagę, ale nie potrafił jej udokumentować.
Co się nie udało przed końcem pierwszych 45 minut, stało się faktem tuż po wznowieniu gry. Tym razem w roli asystenta wystąpił Mertens, a w egzekutora wcielił się były piłkarz krakowskiej Wisły, Marcelo. Brazylijczyk przypomniał sobie czasy, kiedy niczym rasowy snajper pokonywał bramkarzy strzałem głową w polskiej ekstraklasie i powtórzył ten wyczyn w Eredivisie. Później podopieczni Freda Ruttena chcieli zadać decydujący cios. Ataki PSV nie ustawały, lecz golkiper Twente dwoił się i troił, żeby zapobiec utracie bramki. Ofensywa gości zamilkła w 71. minucie. Wówczas za czerwoną kartkę boisko musiał opuścić Strootman. Jak się okazało, był to kluczowy moment dla dalszych losów spotkania.
Twente wyczuło swoją szansę i ruszyło do ataku. Na efekty czekaliśmy zaledwie osiem minut. Do wyrównania doprowadził były zawodnik Feyenoordu Rotterdam, Leroy Fer. W końcówce jeszcze jedną szansę mieli piłkarze PSV, lecz Michajłow jeszcze raz udowodnił, że to jest jego dzień, broniąc strzał Mertensa.










