W pięknych okolicznościach przyrody oglądaliśmy typowy mecz ekstraklasowych średniaków, w którym dwa bardzo przeciętne piłkarsko zespoły grały, szczególnie w pierwszej połowie, na połowę swoich możliwości. Druga część gry przyniosła trochę emocji, a remis 1:1 bardziej powinien ucieszyć gospodarzy, którzy prezentowali się słabiej.

Początek spotkania zwiastował mizerne widowisko, bez fajerwerków i wodotrysków. Jednak pierwsza bramka padła już w 7. minucie, gdy byliśmy świadkami kuriozalnej akcji. Na skraju pola karnego Kamil Sylwestrzak mógł spokojnie oddać piłkę do Małkowskiego, jednak zza jego pleców wyskoczył Abwo i sprytnym strzałem z ostrego kąta przelobował bramkarza Korony. 1:0 dla gości, a obrońca gospodarzy powinien zapaść się pod ziemię, bo jego bierność była godna ligi okręgowej.

„Scyzoryki” próbowały szybko odpowiedzieć, jednak strzał Pilipczuka po rykoszecie minął bramkę Rodicia. Dalsza część spotkania to próby ataku pozycyjnego ze strony gospodarzy, z którymi dość dobrze radzili sobie „Miedziowi”. Korona grała bez pazura, grzecznie, co nie mogło przynieść szans na zmianę rezultatu, mimo wielu dośrodkowań. Zagłębie nie próbowało atakować, ograniczając się do wrzutek z rzutów wolnych czy rożnych. Mecz toczył się w sennym tempie, można było odnieść wrażenie, że ogląda się spotkanie towarzyskie i to w dodatku pomiędzy zespołami drugiej ligi. Godna odnotowania była akcja z 41. minuty, gdy Kwiek po dośrodkowaniu Abwo oddał niecelny strzał z powietrza oraz strzał Pilipczuka z doliczonego czasu gry, który w świetnym stylu wybronił Rodić. Był to pierwszy celny strzał Korony w tym meczu, a drugi w całym spotkaniu, co podsumowuje, jakiego widowiska byliśmy świadkami.

Nie wiadomo, co powiedzieli swoim piłkarzom trenerzy, jednak po przerwie oglądaliśmy lepszy mecz. Sam początek drugiej połowy przyniósł więcej emocji niż cała pierwsza. Najpierw bardzo groźnie uderzał Piech, gdzie świetną interwencją popisał się Małkowski, a w 53. minucie swój setny występ w ekstraklasie uświetnił Jacek Kiełb. Były pomocnik Lecha Poznań uderzył zza pola karnego, piłka po nodze obrońcy przelobowała Rodicia i było 1:1!











