Lech Poznań przegrał z CSKA Moskwa 1:2. Pierwsze trzydzieści minut w wykonaniu Kolejorza niezłe i obiecujące, potem seria błędów piłkarzy Franciszka Smudy i do przerwy 2:0 dla gospodarzy. W 66. minucie kontaktową bramkę zdobył Semir Stilic, ale mimo najszczerszych chęci Lecha nie stać było na więcej.
Franz Smuda na przedmeczowych odprawach wbijał swoim piłkarzom do głowy, że CSKA groźne jest przede wszystkim w pierwszych kwadransach. Tak było w meczu z Deportivo La Coruna, kiedy zdobywcy Pucharu UEFA z sezonu 2004/2005 po 15 minutach prowadzili już 2:0 i z Feyenoordem Rotterdam, kiedy to było 1:0. Kolejorz spotkanie zaczął jednak bardzo nerwowo i Vagner Love i spółka znów mogli pokazać, że nikt w tej edycji PU nie gra lepiej w pierwszym kwadransie niż oni. Na szczęście dla Lecha, w 2. minucie piłka po mocnym strzale głową Aleksieja Bieriezuckiego minęła bramkę Ivana Turiny, zaś w 11. minucie Chorwat w wielkim stylu obronił uderzenie z dystansu Asłana Dzagojewa. Lech jednak szybko otrząsnął się z szoku, w jakim był na początku spotkania, i atakował coraz groźniej. Prym wiódł w tym zwłaszcza Sławomir Peszko, który szalał po prawej stronie boiska. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego zapowiadał: – Nie będziemy się bronić, zaatakujemy. Remis jest dobry, ale zwycięstwo lepsze. I Lech od piętnastej do trzydziestej minuty grał tak, jakby inny wynik niż wygrana miał oznaczać jego porażkę. Najpierw z daleka Igora Akinfiejewa próbował zaskoczył Semir Stilic, zaś w 27. minucie Peszko strzałem z rzutu wolnego, ale obie próby nie przyniosły oczekiwanych efektów.

W 31. minucie dobrze do tej pory radzący sobie z Vagnerem Love Manuel Arboleda łatwo dał się ograć Brazylijczykowi. Ten szybko odegrał piłkę do Dzagojewa, który w sytuacji „sam na sam” nie miał problemów z pokonaniem Turiny. Dzagojew, jeszcze do niedawna anonimowy nawet dla kibiców CSKA, to dziś wielka nadzieja rosyjskiego futbolu, piłkarz, którym interesuje się Manchester. W czwartkowy wieczór przyćmił wszystkie gwiazdy wicemistrza Rosji z Vagnerem Love na czele i niestety również mocno dał się we znaki graczom z Poznania. W 38. minucie Dzagojew znów mógł pogrążyć piłkarzy Lecha, ale tym razem nie trafił do pustej bramki. Problemów z wpakowaniem piłki do siatki w 45. minucie nie miał Jurij Żyrkow. Wydawało się, że ten gol to gwóźdź do trumny Kolejorza, tym bardziej że drugą połowę wicemistrz jesieni zaczął katastrofalnie, grając bez ładu i składu, kompletnie nie mając pomysłu na sforsowanie defensywy CSKA. Najlepiej nieudolność Lecha oddała sytuacja z 56. minuty, kiedy Hernan Rengifo na 10. metrze dostał kapitalne podanie od Jakuba Wilka, ale strzelił wysoko ponad bramką Akinfiejewa. I kiedy wydawało się, że Lech wyjedzie z Moskwy na tarczy, w 66. minucie sprawy przybrały nieoczekiwany obrót, kiedy fenomenalnym strzałem z rzutu wolnego z 25 metrów popisał się Stilic. Akinfiejew popełnił podobny błąd co Gennaro Brecgliano z Nancy i Kolejorz niespodziewanie wrócił do gry. W końcówce jednak zarówno Robert Lewandowski jak i Stilic nie potrafili wykorzystać dokładnych sytuacji. Tym razem Akinfiejew przejrzał zamiary Bośniaka co do kolejnego strzału z rzutu wolnego.











