Rekreacyjnie nie znaczy gorzej


Czy profesionalny futbol nie stracił „namiętności”?

29 sierpnia 2018 Rekreacyjnie nie znaczy gorzej

Nie od dziś wiadomo, że profesjonalna piłka nożna to w głównej mierze dyscyplina taktyczna. Nikt nie ma nic przeciwko, że drużyna ma zagrać na zero z tyłu, ograniczając się tylko do atakowania. Wysoko ustawiona linia defensywna, mocny pressing, widoczne momentalne doskoki po stracie piłki – to elementy taktyczne, które ogląda się bardzo przyjemnie. Co innego, kiedy mamy do czynienia z szeroko zakrojoną defensywą. Wszystkich denerwuje styl gry drużyn Jose Mourinho czy choćby gra obecnych mistrzów świata, którzy zazwyczaj po objęciu prowadzenia głęboko się cofają.


Udostępnij na Udostępnij na

Zerowy poziom sportowy

Na ratunek tego typu widowiskom ruszają na przykład mecze w niższych ligach. Każdy choć raz miał przyjemność oglądać typowy mecz B-klasy, gdzie pojęcie „defensywa” mylona jest z pojęciem „długa piłka i do przodu”. W zasadzie gra na zero z tyłu i typowe archaiczne granie „Kick&Run”. Wówczas mamy możliwość oglądania niemal zerowego poziomu sportowego, ale to co najważniejsze, czyli grad bramek, owy poziom sportowy zawiera.

Zdarza się nam oglądać jakieś charytatywne mecze z udziałem znanych osobistości pokroju gwiazd show biznesu, które z pewnością nie są w żaden sposób związane z futbolem. Dobrym przykładem są mecze TVN kiedyś z drużyną złożoną z polityków, a obecnie z drużyną WOŚP (Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy). Nie zawsze zdarza się, że padają tam niesamowite bramki, choć zwykłych trafień, zapoczątkowanych najczęściej nieporozumieniem w szeregach obronnych którejś z drużyn, nie brakuje. Wszyscy skupieni są jedynie na atakowaniu, a my możemy przed telewizorem bardzo często podziwiać różnego rodzaju kiksy, babole wynikające z braku umiejętności piłkarskich.

Jednakże bardzo ważny jest element zaangażowania. Bez niego nie oglądalibyśmy ciekawego widowiska, któremu ewidentnie brakuje poziomu sportowego od strony czysto taktycznej, a w zasadzie defensywnej. Ale tak naprawdę kogo to obchodzi? Brak ci umiejętności piłkarskich, masz braki w technice, nie grzeszysz przyspieszeniem, w zasadzie w piłkę kopałeś tylko za dzieciaka przy trzepaku? Nic nie szkodzi, ambicja i wola walki – te elementy mogą sprawić, że dasz widzom wokół znakomite widowisko.

Idealnym przykładem tego jest happening „Mistrzostwa Świata w udawaniu gry w piłkę” autorstwa Radosława Rzeźnikiewicza, założyciela kanału na YouTube „Kartofliska”, gdzie z przymrużeniem oka od kuchni ukazuje klimat niższych lig. Panuje tam przyjazna atmosfera, mecze rozgrywane są na zasadzie każdy z każdym i podobno grają tyle kolejek co chcą, albo coś źle zrozumiałem z materiału „Piłka dla Wszystkich” ŁNP. Ale i tak jest to nieistotne. Najważniejsza jest gra w piłkę, choć autor postanowił „nie obrażać” profesjonalnych graczy najpiękniejszej dyscypliny sportu i nadać im nieco inną, bardziej pasującą do panujących tam klimatów nazwę. Z pewnością udawanie gry  piłkę bardziej przyciąga uwagę.

W materiale Łączy Nas Piłka o tymże turnieju z wypowiedzi tamtejszych uczestników można przyjąć, że nie styl gry, nie taktyka jest najważniejsza, ale emocje. Emocje, których ultraofensywna gra, z pominięciem defensywy, na pewno dostarcza znacznie więcej od tej znanej nam z najlepszych lig. Nieraz zdarza się, że choć mamy możliwość oglądania gigantów futbolu, to razi nas w oczy zachowawczość. W tego typu meczach tego nie ma. Wyrachowania brak, liczy się tylko zero z tyłu i do przodu ile fabryka dała.

Młodzieży wystąp!

Oczywiście dyscyplina taktyczna jest bardzo ważna. Już od początku wpajana jest ona młodym adeptom piłki nożnej, którzy jej znajomością mogliby zagiąć niejednego Janusza, czyt. niedzielnego kibica. Niestety w Polsce może dominować nurt doskonałości. Świetnie ujął to ostatnio Łukasz Olkowicz w swoim „Prześwietleniu”, gdzie jego rozmówca, Dariusz Adamczak, dyrektor Akademii Pogoni Szczecin, słusznie stwierdził tu cytat „Przy budowaniu akcji wolę, żeby chłopak popełniał błędy w U-15, pokiwał się, czasami stracił piłkę, ale czegoś się uczył. Bo później dostaje piłkę pod presją w Ekstraklasie, nie wie, co z nią zrobić i wybija w trybuny.”

Dobrze zrobiłoby przejście się na mecz, ewentualnie na trening małych chłopców. Komenda typu „pokiwaj”, „idź sam”  pada znacznie rzadziej od „nie kiwaj, to bez sensu”. Jeszcze zrozumiałym jest wydawanie takich komend na meczu, w którym gra się o jakąś stawkę. Jednakże na treningach takie coś w polskim szkoleniu dzieci i młodzieży występuje nagminnie. Choć nie wiadomo, czy na treningach większych klubów, czy może tych z niższych lig.

Co innego popatrzeć na grę chłopców na szkolnym boisku, na luzie i bez większej „spiny”. Oczywiście rywalizacja jest. To naturalne, że ktoś chce zdobyć bramkę i być najlepszy. Znacznie więcej może wydarzyć się dobrego na takich właśnie gierkach. Nieraz możemy być świadkami fenomenalnego dryblingu czy zamknięcia akcji kapitalnym golem zza szesnastki. Dzieje się tak, że nikt (poza kolegami z przydzielonej drużyny) nie wywiera presji. Nie ma tu trenera. Brak jest również nachalnych rodziców, którzy dopingując swoje pociechy jednocześnie zapominają o podstawowych zasadach kultury osobistej.

Dzisiaj podstawowe umiejętności techniczne takie jak np. żonglerka wychodzą z użycia. Spowodowane jest to rzekomym brakiem użytkowym tego typu zagrań. Kiedyś cierpiał na to Pele, co przedstawione zostało w filmie fabularnym o jego osobie. Nagminnie piętnowano jego spektakularne umiejętności techniczne. Co oczywiście było błędem.

Sam Ronaldinho rzekomo odszedł z Barcelony, bo miał dość filozofii Pepa Guardioli, który jak nie od dziś wiadomo nie lubi, kiedy jego podopieczni tracą piłkę. Oczywiście jeśli chodzi o znakomite zagrania bardzo ważny jest złoty środek. Chociaż jak to mówią „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że trzeba próbować…

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski