Choć trudno w to uwierzyć, Red Bull Salzburg przy swoich nakładach finansowych dopiero drugi raz występuje w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W ubiegłym sezonie Austriacy pozostawili po sobie dobre wrażenie, a przede wszystkim zajmując trzecie miejsce, kontynuowali przygodę z europejskimi pucharami. Awans do Ligi Europy jest zresztą także tegorocznym celem Red Bulla.
Trudno bowiem oczekiwać czegoś więcej, gdy trafiło się do bardzo trudnej grupy. Rywalami zespołu z Salzburga są bowiem Bayern Monachium, Atletico Madryt i Lokomotiw Moskwa. W ubiegłej edycji LM piłkarze Red Bulla mierzyli się natomiast z SSC Napoli, Liverpoolem i KRC Genk. Możliwość kontynuowania pucharowej przygody w LE otworzyła się dzięki dwóm wygranym z ówczesnym mistrzem Belgii. Teraz będzie zdecydowanie trudniej, bo w pierwszym meczu z Lokomotiwem padł remis. A to między Austriakami i Rosjanami będzie toczyć się batalia o trzecie miejsce w grupie.
Kluczowa rotacja
Na razie Red Bull jest zespołem niepokonanym w austriackiej Bundeslidze. Co więcej, „Bykom” udało się wygrać wszystkie pięć dotychczasowych spotkań ligowych. Imponują oni zwłaszcza swoją skutecznością. Wspomniane pięć meczów wystarczyło aktualnemu mistrzowi Austrii, aby zdobyć w sumie 19 bramek. Jednocześnie drużyna z Salzburga ma drugą najbardziej szczelną defensywę w swoim kraju, bo straciła tylko cztery gole.
To jednak nie oznacza, że Red Bull może w jakikolwiek sposób odpuszczać ligowe rozgrywki. Co prawda zdobył on siedem mistrzowskich tytułów z rzędu, ale konkurencja nie odpuszcza. W ubiegłym sezonie „Byki” skończyłyby sezon zasadniczy Bundesligi na drugim miejscu, jednak ostatecznie odjęciem dwunastu punktów został ukarany LASK Linz. W tej chwili zaś tylko dwa punkty mniej od lidera ma Rapid Wiedeń.
https://www.youtube.com/watch?v=rBNRmQ7wGXs
Trener Jesse Marsch musi tym samym odpowiednio rotować składem, którym dysponuje, zwłaszcza biorąc pod uwagę napięty terminarz. Do świąt Bożego Narodzenia Red Bull będzie bowiem grał praktycznie co trzy dni. Jak problem ten zamierza rozwiązać amerykański szkoleniowiec, można było zauważyć w weekend. Trzy dni po meczu z Lokomotiwem w wygranym 2:0 spotkaniu z Austrią Wiedeń nastąpiło sześć zmian w składzie.
Sam Marsch twierdzi, że z rotowaniem nie będzie miał większych problemów. Kadra 23 równorzędnych, jego zdaniem, zawodników ma wystarczyć do batalii na kilku frontach. Dodatkowo szansa na grę każdego z piłkarzy ma ich motywować do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Podopieczni Amerykanina mają być więc świadomi, że muszą zachować gotowość i koncentrację, bo każdy z nich może przydać się w kolejnym spotkaniu.
Człowiek ze stajni
Kibice klubu i jego władze w pełni ufają profesjonalizmowi szkoleniowca zza oceanu. Trudno, aby było inaczej, biorąc pod uwagę fakt, że Marsch doskonale zna realia stajni Red Bulla. Wszak jest z nią związany od pięciu lat. Wpierw był trenerem New York Red Bulls w amerykańskiej Major League Soccer, natomiast sezon 2018/2019 spędził już w RB Lipsk. W Niemczech pracował jako asystent Ralfa Rangnicka, a przed rokiem zastąpił Marco Rose na stanowisku pierwszego szkoleniowca zespołu z Salzburga.










