Real Madryt pokonał Espanyol 3:0 w meczu z trzema czerwonymi kartkami. Forma podopiecznych Jose Mourinho jest jednak nadal daleka od doskonałości. W pozostałych meczach Athletic nie dał szans Mallorce, a Osasuna Realowi Sociedad
Czerwone Santiago Bernabeu
W najciekawszym spotkaniu dzisiejszego wieczoru spotkały się zaprzyjaźnione kluby. Real Madryt i Espanyol zawsze darzyli się sympatią, łatwo wymieniali się piłkarzami, kibiców łączy nienawiść do FC Barcelony. W tak przyjemnej, można powiedzieć rodzinnej atmosferze obie drużyny wybiegły na murawę. Wybiegły mocno osłabione. W drużynie gospodarzy brakuje pięciu piłkarzy, goście przyjechali bez siedmiu graczy.

Początek meczu był taki, jakiego można było się spodziewać. Inicjatywę od razu przejął Real, przeprowadzając kilka groźnych akcji. Świetną okazję zmarnował Angel Di Maria, którego strzał, mimo że precyzyjny, był w zasięgu rąk Carlosa Kameniego. Potem próbował Oezil. Efekt był podobny. Mało brakowało, a bramkarza Espanyolu nie pokonałby jego własny obrońca. Na szczęście zdążył on wrócić i zapobiec stracie gola. Real Madryt rozgrywał piłkę spokojnie, żeby nie powiedzieć niemrawo. Dobrze funkcjonowało lewe skrzydło, tam swoją techniką i szybkością imponowali Di Maria i Marcelo. Również Ronaldo robił swoje – dużo bezsensownych dryblingów, trochę aktorstwa, trochę geniuszu. No i strzelił gola. Z karnego, którego sam wypracował. Obrońca Espanyolu zbyt ochoczo machał górnymi kończynami , w które trafiła piłka po strzele Portugalczyka z rzutu wolnego. Rzutu wolnego podyktowanego za faul na nim. Kilka minut później powinno być 2:0, ale Gonzalo Higuain zamiast od razu strzelać, zaczął kombinować. Oglądając kolejne, mniej lub bardziej udane akcje Realu, mogliśmy zobaczyć kilka osobliwości. Na przykład Ronaldo podającego zamiast strzelającego. Chwilowe zaćmienie obrony „Los Blancos” próbował wykorzystać Verdu. Nie wykorzystał.
Pierwsza połowa meczu na Santiago Bernabeu nie była porywającym widowiskiem. Real całkowicie zdominował rywala, miał kilka dobrych akcji, ale zazwyczaj piłka lądowała w rękach Kameniego. Dobre zawody rozgrywał Angel Di Maria. Świetny jak zawsze był Mesut Oezil. Wyraźną poprawę widać też w tym, co prezentuje na boisku Cristiano Ronaldo. Jednak na największą pochwałę zasłużył Lass, który walczył za trzech, by pokazać trenerowi, że nie jest gorszy od Khediry. Po stronie Espanyolu trudno wytypować jednostki wyróżniające się. Poniżej swojego poziomu nie schodził Carlos Kameni i to chyba koniec. Przyjezdni przez całą pierwszą połowę nie wierzyli w możliwość wygrania z Realem.
Już po przerwie okazało się, że David Garcia nie jest w stanie kontynuować gry w tym spotkaniu. Zastąpił go Didac Vila. Młody defensor szybko został wystawiony na ciężką próbę. Na szczęście dla niego Gonzalo Higuain miał problem z trafieniem w światło bramki. Po okresie walki w środku pola Ikerowi Casillasowi po raz kolejny zagroził Joan Verdu. Kapitan Realu spisał się jednak bez zarzutu i obronił trudny strzał rywala. Z czasem rosła przewaga Espanyolu. Wszystko wydawało się niegroźne do czasu, aż drugą żółtą kartkę zobaczył Pepe. Pół godziny bez stopera to sytuacja trudna nawet dla takiej drużyny jak Real. Chwilę potem niespodziewanie siły się wyrównały. Galan wszedł w nogi Ronaldo w taki sposób, że jasne było, że celem jest przypomnienie Portugalczykowi, jak wygląda gabinet lekarski. Jose Mourinho w sobie tylko znany sposób, znajdując w tym logikę, postawił na defensywę, zdejmując Oezila i Di Marię, a wpuszczając Khedirę i Arbeloę. Po kartkowych zamieszaniach wszystko wróciło do stanu z pierwszej połowy. Real atakował, Real by nieskuteczny. W 71. minucie Aldo Duscher pokazał to, z czego był najbardziej słynny. W walce bark w bark z Higuainem potraktował go łokciem. Snajper długo leżał na murawie, ale sędzie nie zdecydował się nawet na podyktowanie rzutu wolnego. Po niemal 80 minutach bezproduktywnej gry, „El Pipita” w końcu trafił. Świetną asystę zaliczył Ronaldo. Real odetchnął, Higuain odetchnął. „Królewscy” wreszcie mogli pozwolić sobie na więcej luzu, grali szerzej, dokładniej i szybciej. Szkoda, że tylko przez ostatnie minuty. W 88. minucie dwójkową akcję Marcelo i Lassa(!) ładnym strzałem wykończył Benzema. Za dyskusje z sędzią drugą żółtą kartkę zobaczył Forlin, a Espanyol kończył mecz w dziewiątkę. Pod koniec meczu zobaczyliśmy nawet najlepszą wersję Ronaldo – bieg, drybling, sztuczka techniczna i atomowy strzał!











