W dzisiejszych meczach La Liga próżno szukać niespodzianek. Real wygrał po ciężkiej walce, po ciężkiej walce przegrał Athletic, a Mallorca i Espanyol zgarnęły trzy punkty na własnym stadionie. Nawet Ronaldo strzelił bramkę.
Real znów nie zachwyca i znów wygrywa
Punktualnie o 22.00 na stadionie Anoeta w San Sebastian rozpoczął się mecz z podtekstami. Spotkały się drużyny, których kibice, delikatnie mówiąc, nie pałają do siebie sympatią. Gwiazda Realu, Xabi Alonso, to wychowanek, wielki kibic i syn legendy Realu Sociedad. Już przed meczem było wiadomo, że każdy kontakt z piłką graczy z Madrytu będzie powodował burzę gwizdów.
Skład Realu prawie nie różnił się niczym od tego, jaki widzieliśmy podczas starcia z Ajaksem. Jedyną zmianą był powrót do wyjściowej jedenastki Sergio Ramosa. Również jedną zmianę w składzie zaordynował trener gospodarzy. Paco Sutil usiadł na ławce, a w jego miejsce zameldował się Griezmann.

Pierwsza połowa meczu była wzorem symetrii. Pierwsza część to przewaga Realu, kilka dobrych okazji, niezakończonych jednak umieszczeniem piłki w siatce. Cristiano Ronaldo kilkakrotnie próbował szczęścia z rzutu wolnego, Mesut Oezil starał się sprawiedliwie rozdzielać podania, ale nic z tego nie wynikało. Sygnał do zmiany drużyny prowadzącej mecz dał młody Francuz, Griezmann. Skrzydłowy z San Sebastian miał bodaj najlepszą okazję do strzelenia gola w pierwszej połowie. Stanął twarzą w twarz z Ikerem Casillasem, ale strzelił minimalnie obok słupka. Kilka minut później ten sam piłkarz miał kolejną szansę na zapisanie się w protokole meczowym, ale interwencja stopera z Madrytu zgasiła jego zapał. Aż do końca pierwszej połowy przewagę mieli gospodarze. Raul Tamudo i spółka starali się za wszelką cenę zdobyć gola, ale tak naprawdę ani razu nie zmusili Casillasa do interwencji. Wielkie zawody w defensywie „Królewskich” rozgrywał Pepe, którego wślizgi doprowadzały Basków do załamania nerwowego. Zbiorowym bohaterem pierwszej połowy był z pewnością Real Sociedad San Sebastian. Beniaminek grał spokojnie, konsekwentnie i przede wszystkim bez respektu dla utytułowanego rywala. Każdy, zwłaszcza Jose Mourinho, po tym, co zobaczył w pierwszej części meczu, wiedział, że Realowi z Madrytu potrzebne są zmiany. Jeśli nie personalne, to mentalne.
Po przerwie Real wyszedł na murawę niezwykle zmotywowany. Niesamowicie aktywny był Angel Di Maria, który na lewej stronie mijał rywali niczym tyczki treningowe. Ta ciężka praca opłaciła się już w kilka minut po rozpoczęciu gry. Argentyńczyk zdecydował się na strzał zza pola karnego. I trafił! Piękny strzał poniósł piłkę ponad rękoma bezradnego Claudio Bravo. Po bramce Real wyraźnie odetchnął, zaczął grać na większym luzie, z większym polotem. Z polotem nie grał Ronaldo. Jego gra w tym sezonie pozwala sądzić, że Portugalczyk jest pewien, że za dowolny strzał na bramkę dostaje się jakieś punkty. Były gracz Manchesteru nie był i na razie nie jest przydatny drużynie Jose Mourinho. Gdy Real wydawał się już pewnie podążać po zwycięstwo, Tamudo wyrównał stan meczu, strzelając gola udem. Casillas stracił pierwszą bramkę za kadencji Mourinho, a jego zespół trochę pary. A potem stało się coś niespodziewanego. Nie, Sociedad nie strzelił drugiego gola, kosmici nie porwali stoperów Realu. Stało się coś jeszcze bardziej niesamowitego. Ronaldo strzelił gola! Z rzutu wolnego, po plecach Pepe, ale strzelił, powodując, że nawet Mourinho się uśmiechnął. Mina Portugalczyka po strzeleniu gola wyrażała około miliona uczuć, ale przebijały się niedowierzanie, duma i szok. Trener Realu doszedł do wniosku, że wystarczy, iż zdjął Oezila, wprowadził Lassa i grał trzema pivotami. Mało brakowało, a i to by na nic się nie zdało, gdyby Casillas nie wykazał się wielką trzeźwością umysłu i nie wybronił zabłąkanego strzału zmierzającego pod poprzeczkę. Chwilę potem dwa dobre strzały zaliczył Ronaldo (szaleństwo!), jeden Higuain i tyleż Marcelo. Żaden nie wpadł do siatki. Koniec meczu to istna kanonada „Los Blancos”. Każdy chciał strzelać, a chcieć to znaczy móc. Dość powiedzieć, że Lass Diarra grał w jednej linii z Karimem Benzemą.












