„Królewscy” zaledwie zremisowali na wyjeździe z Osasuną Pampeluna. Jeśli Barcelona pokona wieczorem Villarreal, strata podopiecznych Carlo Ancelottiego do lidera wzrośnie do pięciu punktów.

Spotkanie rozgrywane w Pampelunie rozpoczęło się od przewagi gości, którzy jak najszybciej chcieli wyjść na prowadzenie. Swoich szans na początku meczu nie wykorzystali jednak ani Ronaldo, ani Benzema. W 7. minucie groźnie było pod bramką strzeżoną przez Diego Lopeza, po tym jak dośrodkowywał Armenteros. Osiem minut później to miejscowi wyszli niespodziewanie na prowadzenie. Fantastyczną wrzutką popisał się Bertran, a wychowanek Barcelony, Oriol Riera, zrobił to, co do niego należało, wprawiając w ekstazę kibiców zasiadających na trybunach El Sadar.
Dwie minuty później „Królewscy” domagali się rzutu karnego, ale sędzia Clos Gomez słusznie nie dopatrzył się faulu na Modriciu. W 32. minucie gospodarze mogli prowadzić już dwiema bramkami, ale Lopez popisał się świetną paradą po uderzeniu Armenterosa z rzutu wolnego. Siedem minut później podopieczni Javiego Gracii dopięli swego i podwyższyli prowadzenie, po tym jak po raz drugi w tym meczu na listę strzelców wpisał się Riera. W 43. minucie sytuacja Realu skomplikowała się jeszcze bardziej po tym jak drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką został ukarany Ramos. Gospodarze byli tym faktem tak zaskoczeni, że pozwolili podopiecznym Carlo Ancelottiego na złapanie kontaktu i szóstego gola w tym sezonie mógł świętować Isco.

Druga część gry rozpoczęła się znacznie spokojniej niż pierwsza. Gospodarze nie atakowali już z takim animuszem jak na początku spotkania, Real zaś zdawał sobie sprawę z osłabienia, w jakim gra, i spokojnie konstruował swoje akcje. W 65. minucie gospodarze stanęli przed kolejną szansą na podwyższenie prowadzenia, ale strzał Silvy minął bramkę strzeżoną przez Diego Lopeza. Z czasem zaczęła się klarować nieznaczna przewaga miejscowych, a „Królewscy” coraz mocniej i głośniej bili głową w mur. W 79. Minucie Francisco Silva został ukarany drugą żółtą kartką i siły na boisku zostały wyrównane. Real wykorzystał to już po kilkudziesięciu sekundach i za sprawą Pepego doprowadził do wyrównania.
Mimo wprowadzenia jeszcze do gry Jesego w miejsce Isco Real nie zdołał już po raz trzeci pokonać Andresa Fernandeza i mecz zakończył się podziałem punktów. Dzięki temu Osasuna zatrzymała na własnym stadionie zarówno Real, jak i Barcelonę, zdobywając w meczach z hiszpańskimi gigantami cenne dwa punkty.











