Wynikiem 2:3 zakończył się mecz Realu Madryt z Realem Saragossa w Madrycie. Można powiedzieć, że „Los Blancos” zostali pokonani własną bronią, goście swoje zwycięstwo zawdzięczają bowiem przede wszystkim skutecznej obronie i zabójczym kontratakom.
Walczący o utrzymanie w lidze Real Saragossa od początku spotkania chciał pokazać, że nie będzie biernie patrzył, jak „Królewscy” przeprowadzają swoje akcje. Już chwilę po pierwszym gwizdku sędziego świetną piłkę dostał Uche, ale jego potężny strzał trafi w Casillasa. Zespół z Madrytu, który zaczął mecz bez kilku podstawowych zawodników, m.in. Oezila i Cristiano Ronaldo, wydawał się jednak kontrolować sytuację.

Po 10 minutach gry kibicom nie dane było oglądać naprawdę groźnych sytuacji z jednej bądź z drugiej strony. Spotkanie przebiegało spokojnie, ale wraz z upływającymi minutami można było zauważyć coraz większą dominację „Los Blancos”. W 18. minucie o swoim potężnym uderzeniu z dystansu przypomniał Kaka, lecz jego strzał minął słupek.
Real Madryt wymieniał dużo podań przed polem karnym przeciwnika, ale nie zaowocowało to praktycznie żadnym skutecznym atakiem z jego strony. Piłkarze z Saragossy również z czasem zatracili animusz z pierwszych minut meczu i coraz bardziej skupiali się na defensywie. Wydawało się to dobrą taktyką, bo „Królewscy” nie mogli znaleźć sposobu na przechytrzenie obrońców gości. Dopiero w 39. minucie świetne podanie od Kaki otrzymał Higuain, ale zanim zdołał oddać strzał, piłkę przechwycił bramkarz Saragossy, Doblas.
Jednak widocznie gracze Realu Saragossa postanowili zagrać zgodnie z popularną w Madrycie taktyką, czyli grą z kontrataku. Okazało się to bardzo skuteczne w ich wykonaniu. Zaskoczyli zarówno obrońców, jak i bramkarza „Królewskich”. Po błędzie Casillasa, który wyszedł i pozostawił Laficie pustą bramkę, tenże zawodnik zdobył bramkę otwierającą spotkanie. Już dwie minuty później do bramki gości trafił Benzema, ale sędzia przytomnie odgwizdał spalonego i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Saragossy 1:0.
Od początku drugiej połowy widać było, że gospodarzom zależy na szybkim doprowadzeniu do remisu. Co prawda grali praktycznie o nic, bo drugie miejsce w lidze mają pewne, a strata do prowadzącej Barcelony wydaje się zbyt duża do odrobienia. Jednak po ostatniej porażce Madrytu z „Barcą” w półfinale Ligi Mistrzów na pewno wygrana w tym meczu dobrze podziałałaby na psychikę zawodników.
Lecz to zdecydowanie nie był dobry dzień dla „Królewskich”. W 54. minucie Carvalho sfaulował Lafitę w polu karnym. Sędzia bez wahania podyktował rzut karny, który pewnie wykorzystał Gabi i goście okupujący dół tabeli Primera Division prowadzili już 2:0.












