Real Madryt, mimo niekorzystnego remisu, który utrzymywał się do przerwy, zdołał pokonać Getafe 4:2. Przełomowym momentem spotkania był rzut karny, niesłusznie podyktowany dla „Los Blancos” w 59. minucie spotkania.
Real już w trzeciej minucie mógł objąć prowadzenie: dobre podanie od Xabiego w ładny sposób przyjął stojący w narożniku pola karnego Benzema, a następnie odegrał ją do wbiegającego w nie Ronaldo, Portugalczyk uderzając, nie trafił jednak czysto w futbolówkę. Po chwili w polu karnym szarżował Angel Di Maria, jednak zbyt długo zwlekał ze strzałem, wskutek czego piłkę spod nóg wygarnął mu Angel Moya. Na kolejne tak zdecydowane akcje gracze Getafe już gospodarzom nie pozwalali. Tym oraz kilkoma wymianami piłek w środku pola pokazali, że wcale nie przyjechali na Santiago Bernabeu, by dostać baty. W 9. minucie pierwsze uderzenie mógł zadać, po zagraniu Marcelo, Oezil, jednak jego strzał był zbyt słaby. Chwilę późnej potężnie, ale minimalnie niecelnie strzelał Di Maria. Kilkadziesiąt sekund później ten sam zawodnik świetnie dośrodkował spod linii bocznej boiska do Ronaldo, którego atomowy strzał głową pod poprzeczkę świetnie sparował Moya. W 12. minucie w karygodny sposób zachował się zarówno Pepe, jak i Miku. Ten pierwszy pozwolił drugiemu bezkarnie wpaść z piłką pole karne, ten drugi fatalnie strzelił w interweniującego Ramosa, zamiast odgrywać do niepilnowanego kolegi. Dwie minuty później Real już prowadził: na 15. metrze pola karnego Getafe piłka krążyła jak po sznurku, kolejno od Coentrao, Oezila po Benzemę, który spokojnie ją opanował i huknął nie do obrony obok Moyi. 1:0!
W 18. minucie w fatalny sposób, w prostej sytuacji, przestrzelił Sergio Ramos, który bez zastanowienia uderzył piłkę, która spadła mu pod nogi po rzucie rożnym. Prawdopodobnie trafiła ona w górne rzędy za bramką Getafe. W kolejnych minutach piłkarze Realu dalej nacierali, i to z rozmachem, jednak przeważnie w ostatnim etapie akcji dobrze zachowywali się defensorzy „Los Azulones”. Tego nie można było powiedzieć o ich odpowiednikach w białych koszulkach, którzy stale popełniali błędy, mając spore problemy z ruchliwym, ale nieco bezmyślnym Miku. Postawa gości musiała się jednak podobać, postawili oni na otwartą grę z utytułowanym rywalem i, co zaskakujące, operowali piłką właściwie równie umiejętnie, co on. Dowodem mógł być choćby ładny strzał Rodrigueza z dystansu z 30. minuty, finalizujący długi szturm pola karnego Realu.
Cztery minuty później w sobie tylko wiadomy sposób wyniku nie podwyższył Coentrao. Real przeprowadził pierwszą konkretną akcję od naprawdę długiego czasu, Marcelo zagrał do Benzemy, ten natychmiast oddał piłkę do wbiegającego jasnowłosego Portugalczyka, który jednak posłał ją obok bramki. Chwilę później, również po ładnym zagraniu Benzemy, minimalnie z piłką rozminął się Ronaldo. Nie oznaczało to jednak, że Getafe oddało inicjatywę, wręcz przeciwnie, gdyby nie słupek, doprowadziłoby do wyrównania. Co nie udało się w 37. minucie, udało się dwie minuty później. Po wzorowo wyprowadzonym kontrataku piłka trafiła do Miku, pozostawionego przez obrońców bez opieki (linię spalonego złamał stojący dalej Coentrao), który płaskim strzałem pokonał Ikera Casillasa. 1:1 na Bernabeu! Po tym golu Real rzucił się do ataku, piłki ponownie na lewym skrzydle rozprowadzał Marcelo. Po jednym z jego zagrań, w ostatniej minucie pierwszej połowy, Casquero zatrzymał nieprzepisowo na linii pola karnego Coentrao, jednak rzut rożny podyktowany za to zagranie, a wykonywany oczywiście przez Ronaldo, był minimalnie niecelny.








