Nie bez problemów, ale Real Madryt pokonał ostatecznie Athletic Bilbao 4:1. Dwie bramki dla gospodarzy zdobył Cristiano Ronaldo, po jednym golu dołożyli Marcelo i Callejon. Honorowe trafienie dla Athleticu zdobył w pierwszej połowie Fernando Llorente.
Początek spotkania na Estadio Santiago Bernabeu upłynął na badaniu się przez obydwie drużyny. Na pierwszą akcję ofensywną czekać musieliśmy aż do 9. minuty. Podopieczni Mourinho ruszyli z bardzo szybką kontrą, z których w tym sezonie tak bardzo słyną, ale Esteban Granero zakończył ją zbyt lekkim strzałem i nie mógł zaskoczyć Gorki Iraizoza. Minutę później na indywidualną akcję połakomił się Cristiano Ronaldo, ale Portugalczyk został sfaulowany na 25. metrze. Były gracz Manchesteru United sam podjął się próby strzału, której do udanych zaliczyć nie może. Od razu ruszyliśmy w drugą stronę. „Lwy” dwukrotnie wrzucały futbolówkę w „szesnastkę” Casillasa, aż w końcu do prostopadłej piłki dopadł Muniain, jednak Bask został skutecznie blokowany przez Ramosa i jedyne, co mu się udało, to trafić w boczną siatkę.
Kolejna akcja Athleticu zakończyła się niespodziewanym golem. Ekipa z San Mames zaskoczyła wicemistrzów Hiszpanii ich własną bronią – kontratakiem. Ander Herrera posłał piłkę na prawą stronę, gdzie ustawiony był Javi Martinez. Hiszpan popisał się cudownym dośrodkowaniem do wbiegającego w pole karne Llorente, któremu nie pozostało nic innego, jak skierować piłkę do siatki obok zdezorientowanego Casillasa. W 18. minucie odpowiedzieć próbował Kaka. Brazylijczyk dostał dobre, otwierające podanie ze środka pola od Alonso, ale posłał piłkę kilka metrów obok bramki. Kilkadziesiąt sekund później powinno być już 0:2! Muniain podciągnął z futbolówką kilkadziesiąt metrów ze środka boiska, defensorzy „Los Blancos” rozproszyli się, czekając na podanie do Llorente lub Susaety, jednak Muniain zdecydował się na strzał sprzed pola karnego, który do boku sparował Casillas. Piłka spadła jednak pod nogi dobrze ustawionego Llorente, który mając przed sobą pustą bramkę, fatalnie spudłował.
Dopiero w 24. minucie przed bardzo dobrą szansą stanął Benzema. Cristiano Ronaldo skopiował podanie Javiego Martineza do Llorente sprzed kilkunastu minut, jednak francuski napastnik uderzył bardzo nieprecyzyjnie. Sześćdziesiąt sekund później udało się w końcu zdobyć upragnionego gola. Bardzo ładna kombinacja Ronaldo, Benzemy i Marcelo zakończyła się wbiegnięciem na pełnej szybkości w pole karne Bilbao tego ostatniego i pokonaniem Iraizoza. Na kolejną okazję bramkową czekać musieliśmy do 35. minuty. Po zamieszaniu przed polem karnym Realu Madryt w końcu w dogodnej sytuacji znalazł się De Marcos, ale jego strzał o kilkanaście centymetrów minął prawy słupek bramkarza gospodarzy. Odpowiedzieć chwilę później próbował Benzema, któremu w światło bramki trafić się udało, ale o pokonaniu Iraizoza nie można było nawet marzyć. Gracze Mourinho nie zwalniali tempa. Na siedem minut przed końcem Varane posłał do boju Arbeloę, który wygrał pojedynek z defensorem rywala i piłka w końcu trafiła do Kaki. Ten, nie myśląc zbyt długo, huknął po krótkim rogu, ale trafił w boczną siatkę. Baskowie od razu ruszyli z kontrą i tylko Llorente wie, jak mógł nie wykorzystać sytuacji sam na sam z Ikerem Casillasem. Do końca pierwszej połowy okazji na zdobycie bramek nie miała już ani jedna, ani druga drużyna, dlatego Mateu Lahoz po doliczeniu dwóch dodatkowych minut zakończył pasjonujące widowisko na Santiago Bernabeu.










