„Los Merengues” bez trudu pokonali Athletic Bilbao 3:0. Taki wynik daje ekipie Jose Mourinho w pełni zasłużony tytuł mistrza Hiszpanii dwie kolejki przed końcem sezonu. Gole strzelali dziś kolejno Higuain, Oezil i Ronaldo.
Marcelo Bielsa desygnował do gry bardzo dziwny skład. Jednocześnie bardzo ofensywny i bardzo defensywny. Trzech stoperów, dwóch napastników i dwóch skrzydłowych. Argentyńczyk chyba spodziewał się, że jego zawodnicy nie mają szans z madrytczykami w walce w środku pola. Sporo zmian w jedenastce w porównaniu z ostatnim meczem poczynił Jose Mourinho. Trener Realu Madryt posłał do boju odpoczywających ostatnio Coentrao, Callejona i Higuaina.
Real Madryt chciał dziś zapewnić sobie tytuł mistrzowski. To było widać od początku. Gracze Jose Mourinho rzucili się na Athletic jak stado wygłodniałych wilków na sarenkę. Szybko dostaliśmy odpowiedź, po co Bielsie byli potrzebni aż trzej stoperzy. Już w ciągu pierwszych pięciu minut Gonzalo Higuain miał dwie całkiem przyzwoite okazje. Później zaatakowali gospodarze, lecz ich akcje ofensywne były bardzo, bardzo marne i nie sprawiały najmniejszego problemu doskonałej obronie Realu. W 11. minucie przed świetną szansą na strzelenie pierwszego gola w meczu stanął Ronaldo. Sędzia podyktował dla Realu rzut karny za zagranie ręka Javiego Martineza. Do piłki podszedł Portugalczyk i strzelił prosto w golkipera. Bardzo lekko i w środek bramki. Gorce więcej problemów sprawiłoby nieobronienie niż obronienie tego uderzenia. Real się zdenerwował, a to zdenerwowanie najlepiej zademonstrował Sergio Ramos, brutalnie faulując Gaizkę Toquero. Przyjezdni zachowywali się tak, jakby właśnie stracili gola. Zaczęli wariacko biegać do każdej piłki. I to przyniosło efekt bardzo szybko. W 16. minucie „Królewscy” przeprowadzili wzorową kontrę. Ronaldo do Oezila. Oezil do Higuaina, a Higuain przełożył sobie piłkę i z linii pola karnego uderzył w okienko bramki Gorki. Minutę później doskonałą okazję do wyrównania miał Markel Susaeta. Strzał Baska został jednak zablokowany (być może ręką) przez Khedirę.
W 20. minucie było już 2:0. Gola zdobył Oezil, a asystę, tę z rodzaju nieopisywalnych słowami, zapisał na swoim koncie Ronaldo. Athletic został rozpracowany wyjątkowo szybko. Baskowie ciągle starali się atakować, ale nie wyglądali na ludzi wierzących w zwycięstwo. W 23. minucie genialny strzał z dystansu oddał Inigo Perez. Futbolówka minęła spojenie słupka z poprzeczką o metr. Później podobnie uderzać próbował Ronaldo, jednak zrobił to znacznie gorzej niż jego mniej znany kolega. Real w okolicach 30. minuty nieco się cofnął, licząc zapewne na kontry. Athletic starał się pokonać Ikera Casillasa strzałami głową, ale obrona gości była czujna i bezbłędnie radziła sobie z wrzutkami skrzydłowych. O tym, że przyjezdni czuli się pewnie, doskonale świadczy akcja z okolic 35. minuty, kiedy to Pepe zapędził się z piłką aż w pole karne Gorki i stamtąd doskonale podawał do Ronaldo. Cristano huknął jak z armaty, lecz trafił wprost w Iraizoza. Chwilę potem Athletic miał dwie doskonałe okazje. Najpierw z rzutu wolnego strzelał Inigo (Casillas pięknie obronił), a następnie San Jose (w poprzeczkę). Dosłownie kilkadziesiąt sekund później w poprzeczkę trafił też gracz Realu Madryt, a konkretnie Mesut Oezil. Niemiec był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem w pierwszych 45 minutach. Zanim zabrzmiał gwizdek kończący tę część widowiska, obie ekipy starały się zrobić wszystko, by nie stracić gola do szatni.










