Po emocjach związanych z Ligą Mistrzów czas na Ligę Europy. W Tel Awiwie Hapoel zmierzył się z Rapidem Bukareszt. Zasłużenie wygrał Rapid, który zgarnął pierwsze trzy punkty w tej edycji Ligi Europy. Bramkę strzelił Ovidiu Herea.
Na Bloomfield Stadium w Tel Awiwie rozpoczęły się tegoroczne zmagania w ramach Ligi Europejskiej. Gospodarze, Hapoel Tel-Awiw, podejmowali pogromcę Śląska Wrocław, Rapid Bukareszt. Oba zespoły są rywalami Legii Warszawa w grupie C. Dla polskich kibiców najlepszym wynikiem dzisiejszego spotkania byłby remis, mając na uwadze trudny wyjazd piłkarzy z Warszawy do Eindhoven.

Ku zdziwieniu miejscowych kibiców, do ataku pierwsi ruszyli gracze z Bukaresztu. Wyróżniającą się postacią w pierwszych minutach był Mihai Roman, który również dał się we znaki graczom Śląska Wrocław. Już w 6. minucie rumuńskiej drużynie należał się rzut karny, ale błąd popełnił arbiter, myśląc, że zawodnik Rapidu symuluje faul. Pierwsze dziesięć minut przebiegło bez większych emocji, żadna drużyna nie chciała zaryzykować. Warto zauważyć, że lekką przewagę mieli piłkarze przyjezdni.
W kolejnych minutach było widać, że Rapid w dzisiejszym spotkaniu będzie bazował na prostopadłych zagraniach. Dwóch piłkarzy, mianowicie Roman i Herea, bardzo dobrze ze sobą współpracowało. Po kwadransie gry na pierwszy strzał zdecydowali się gospodarze. W pole karne z prawej strony dośrodkował Omri Kende, a Maaran Lala popisał się dobrym, mocnym uderzeniem – jednak niecelnym. Pierwszy strzał podbudował zawodników Hapoelu, którzy coraz częściej byli w posiadaniu piłki. Na ciekawą kontrę zdecydowali się goście, gdy po szybkim zagraniu z rzutu wolnego, jeszcze ze swojej połowy, strzelał Ciprian Deac, ale piłka po rykoszecie opuściła plac gry.
W kolejnych kilku minutach oba zespoły jakby bały się zaatakować, jakby miały zbyt dużo do stracenia. Nieśmiałe strzały Deaca i Kende – to wszystko, co działo się na boisku przez kilka następnych minut. Wreszcie, w 28. minucie, zaczęło się coś dziać. Po odzyskaniu piłki w środku pola przez Cassio futbolówka trafiła do Deaca, lecz ten zgubił ją w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Piłkę w końcu wybił mu spod nóg kapitan Hapoelu, Walid Badier. W odpowiedzi strzelał Kende, ale przeniósł piłkę… kilka metrów ponad bramkę.
Wyśmienitą okazję w 33. minucie zmarnowali gospodarze po tym, jak w zamieszaniu podbramkowym strzelali kolejno Igiebor i Tamuz. Seria kilku rzutów rożnych po tej sytuacji również nie wniosła niczego konstruktywnego. Na niespełna dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem w pierwszej połowie dobrze strzelał Igiebor, ale piłka kopnięta po koźle ostatecznie o kilkanaście centymetrów minęła lewy słupek bramki Comana. Pięć minut później dwukrotnie próbował Tamuz, ale piłka nadal nie znalazła się w bramce gości.










